Częstochowa. W tamtym roku nie było tu żadnego pożaru, w tym spłonęły już blisko 2 hektary

W lasach jest bardzo sucho. W wielu miejscach ściółka jest jak kartka papieru i nie zmieniły tego weekendowe opady deszczu. - Jak wynika z mapy zagrożenia pożarowego, mamy najwyższy poziom ryzyka wybuchu pożaru na terenie całego kraju - mówi Katarzyna Szostak, rzeczniczka prasowa Nadleśnictwa Złoty Potok.
Zobacz wideo

Przez kilka ostatnich tygodni mieliśmy piękną, słoneczną pogodę z wysokimi temperaturami. Nie wszyscy byli i są z tego zadowoleni. Taka aura przyprawia o ból głowy chociażby leśników, którzy obawiają się o coraz większe ryzyko pożaru. Tylko w tym roku doszło do ponad 3 tysięcy pożarów lasów w całej Polsce. A przed nami wciąż te najbardziej suche i najtrudniejsze miesiące - lipiec i sierpień.

- Jak wynika z mapy zagrożenia pożarowego, mamy najwyższy poziom ryzyka wybuchu pożaru na terenie całego kraju - mówi Katarzyna Szostak, rzeczniczka prasowa Nadleśnictwa Złoty Potok. Nadleśnictwo to jest położone na terenie województwa śląskiego, w granicach powiatów częstochowskiego i myszkowskiego oraz miasta Częstochowa. Na stopień zagrożenia pożarowego w lasach wpływa wiele czynników. To nie tylko wilgotność ściółki, ale też wilgotność powietrza i temperatura. - Kiedy przez kolejnych pięć dni wilgotność ściółki będzie miała poniżej 10 procent, leśnicy mogą ogłosić zakaz wstępu do lasu, ponieważ w tym czasie będzie zbyt sucho, a więc zbyt niebezpiecznie - dodaje Szostak. Taki zakaz chroni nie tylko lasy, ale też ludzi przebywających na terenach leśnych.

Apel o ostrożność

Leśnicy apelują więc o szczególną ostrożność i nieużywanie w lasach otwartego ognia. Przypominają też, że do lasów nie można wjeżdżać samochodami, quadami i motocyklami. W tym roku na terenie Nadleśnictwa Złoty Potok doszło już do trzech pożarów o łącznej powierzchni niecałych dwóch hektarów. - Nie uda się więc dorównać statystykom z poprzedniego roku, kiedy to w lasach nadleśnictwa Złoty Potok nie doszło do żadnego pożaru lasów - mówi rzeczniczka.

Na terenie Nadleśnictwa są trzy wieże obserwacyjne, gdzie codziennie, podczas dyżurów, leśnicy monitorują sytuację. Dodatkowo jest też leśna Baza Lotnicza w Rudnikach z samolotem patrolowo-gaśniczym "Dromader" i z pilotami dyżurującymi całą dobę. Ale głównym punktem jest tzw. PAD, czyli Punkt Alarmowo-Dyspozycyjny. - Dyspozytor przyjmuje zgłoszenia i koordynuje akcje gaśnicze, gdy pożar zostanie zauważony. Chodzi o to, żeby móc szybko zareagować i by straty były jak najmniejsze - tłumaczy nasza rozmówczyni.

Leśnicy obawiają się, że prognozowane na najbliższe dni opady deszczu mogą nie wystarczyć, by poprawiła się sytuacja w lasach pod względem zagrożenia pożarowego. 

DOSTĘP PREMIUM