Częstochowa. Z psami spacerują, kotom śpiewają. Schronisko dla zwierząt odblokowało wolontariat

Głaskanie, mizianie czy śpiew - to aktywności kocich wolontariuszy. Ci, którzy zajmują się psami, najczęściej spalają z nimi kalorie. Schronisko dla Bezdomnych Zwierząt w Częstochowie - po dwóch pandemicznych latach - już bez ograniczeń przyjmuje wolontariuszy i cały czas szuka domu dla swoich podopiecznych.
Zobacz wideo

Suczka Niunia jest trochę nieśmiała. Kiedy się wystraszy, chowa się pod paletą. Alwin z kolei to przyjazny kotek, który uwielbia głaskanie. Niunia i Alwin to mieszkańcy Schroniska dla Bezdomnych Zwierząt w Częstochowie. Czekają na nowe domy. W schronisku - przy ulicy Gilowej - przebywa aktualnie 150 psów i około 60 kotów.

Jednym z najnowszych mieszkańców jest mały kotek, który został porzucony zaraz po urodzeniu. Trafił do inkubatora. - Dzięki temu, że mamy taki sprzęt, możemy uratować jego życie - mówi nam inspektorka do spraw promocji i administracji w schronisku Marta Pasieka. - Możemy dołożyć wszelkich starań, żeby ten maluszek urósł zdrowy i znalazł dom. Jego szanse są duże, bo wiele osób szuka właśnie takich malutkich kotów - dodaje. Do schroniska trafia średnio miesięcznie około 30 psów i w okresie wiosenno-letnim około 40 kotów.

Nie ma już częstego wyrzucania zwierząt w czasie wakacji

Pani Marta w schronisku pracuje od sześciu lat. Nie zauważyła wzrostu liczby porzucanych zwierząt w wakacje. - Coraz więcej hoteli czy pensjonatów umożliwia przyjazd ze zwierzakiem. Są też hotele, w których ewentualnie można zostawić psa na czas naszego wyjazdu. Wystarczy pomyśleć i pokombinować - podkreśla. Ubiegający się o adopcję psa czy kota muszą najpierw wypełnić ankietę. W niej jest także pytanie o to, co zrobimy ze zwierzęciem podczas urlopu. To już potencjalnych właścicieli skłania do zastanowienia się wcześniej, czy będzie się miał kto zaopiekować w czasie urlopu naszym nowym podopiecznym.

Schronisko zastrzega sobie prawo do sprawdzenia - już po adopcji - w jakich warunkach żyje zwierzę w nowym domu, ale sami nowi właściciele również chętnie informują, jak nowy podopieczny się odnalazł. - Dostajemy wiele wiadomości, że w domu nagle tętni życie. Że pomimo obgryzionej sofy jest dużo radości, śmiechu, zabawy. Czasami zwierzęta spełniają też funkcję terapeutyczną - dodaje pani Marta.

W pandemii nie przybyło chętnych na adopcje zwierząt w Częstochowie

W początkowym okresie pandemii było trochę więcej osób zainteresowanych adopcjami zwierząt, ale potem to zjawisko wróciło do normy. Kolejne obostrzenia były problemem dla schroniska, bo zaczęło brakować pokarmu. Wcześniej regularnie był on zbierany np. w częstochowskich szkołach. Stąd pojawiające się teraz apele o przekazywanie karmy. Mieszkańcy wsparli schronisko w ostatnim budżecie obywatelskim. Dzięki jednemu z projektów placówka wzbogaci się o nowy specjalistyczny samochód do przewożenia czworonogów, zmodernizowany będzie też tzw. szpital dla psów.

Koty to mizianie, psy to spalanie kalorii.

Przez ostatnie dwa lata dostęp wolontariuszy do schroniska w Częstochowie był ograniczony. Ze względu na koronawirusowe obostrzenia placówka wstrzymała nabór na wolontariat. Teraz znów otwiera się na tych, którzy - być może - nie mają warunków, by przyjąć pod dach psa czy kota, a chcą pomóc.

Wolontariat w Częstochowie dzieli się na ten od psów i od kotów, chociaż są tacy, którzy przychodzą do jednych i drugich zwierzaków. Wolontariusze od psów wychodzą z nimi na spacery i socjalizują ją. Koci wolontariusze działają w domu kota. - Tutaj dzieją się różne rzeczy. Począwszy od głaskania, miziania, poprzez śpiew czy mówienie do kotów - śmieje się Marta Pasieka. - Psi wolontariat jest aktywny, bardziej nastawiony na spalanie kalorii, natomiast jeśli chodzi o koty, to bardziej pożądany jest dotyk, czułość, przebywanie - dodaje.

Zgłaszają się już uchodźcy z Ukrainy chcący adoptować zwierzęta.

Schronisko włączyło się w pomoc uchodźcom z Ukrainy. Około 30 rodzin, które z pupilami uciekło do Częstochowy przed wojną, zostało wspartych pakietami pomocowymi. Była w nich karma mokra i sucha. - To były rodziny, które z dnia na dzień uciekały z tym, co miały i musiały też normalność dla swojego pupila zorganizować - mówi nam pani Marta.

Schronisko nie przyjęło jeszcze żadnego zwierzęcia, które byłoby wywiezione z Ukrainy. Dostaje jednak apele o pomoc w poszukiwaniu zgubionych podczas ucieczki zwierząt, które trafiły do Polski, ale rodzina nie może ich znaleźć. Zgłosili się też już pierwsi uchodźcy z Ukrainy, którzy chcą adoptować psa czy kota. - Cieszymy się, że także ci, którzy sami zostali bez domu, chcą podarować ten dom komuś innemu - podkreśla Marta Pasieka.

DOSTĘP PREMIUM