Na piankowych matach chciał robić biznes życia. "Stało się coś ważniejszego"

Mieszkańcy Śląska wysłali kolejny transport darów do Ukrainy. Wśród noktowizorów, butów wojskowych i śpiworów były też maty izolujące. Te zorganizował pan Darek z Katowic. Miał ich pod dostatkiem, bo wiele lat temu chciał robić na takich matach "biznes życia". Ten się niestety nie udał, ale - jak mówi sam zainteresowany - stało się coś ważniejszego.
Zobacz wideo

Na jednym ze śląskich portali pomocowych dla Ukrainy pan Dariusz, mieszkaniec Katowic, zauważył ogłoszenie o zbiórce sprzętu dla jednostki wojskowej 45. brygady artylerii. Serce zabiło mu szybciej, kiedy wśród wielu potrzebnych przedmiotów zauważył prośbę o maty do siedzenia. Identyczne wciąż czekały na swój czas w jego piwnicy.

Patent z festiwalu

- Piankowe maty wypatrzyłem na rosyjskim festiwalu kultury alternatywnej Pustyje Hołmy. Pojechałem tam wraz z kolegami muzykami ze Śląska 12 lat temu. Impreza odbywała się w samym sercu lasu, pod Moskwą. Pustyje Hołmy organizowali ludzie związani z muzyką i teatrem niezależnym, awangardowym - wspomina.

Spora grupa festiwalowiczów używała do siedzenia niewielkich mat, wyciętych z karimat, przez które przeciągnięty był sznurek. Takie siedziska wisiały swobodnie na biodrach, a kiedy ktoś chciał odpocząć - zsuwał je nieco niżej i przysiadał swobodnie, właściwie w każdym miejscu. Siedzisko chroniło przed zimnem i wilgocią. Stanowiło świetną alternatywę dla dużej, nieporęcznej karimaty. Na miejscu nie było żadnych ławek czy krzeseł, więc takie rozwiązanie było idealne dla zmęczonych długim staniem widzów.

- Wtedy pomyślałem, że to świetny pomysł i postanowiłem przenieść ten patent na rodzimy grunt - wspomina pan Darek. - Po powrocie do Polski zacząłem robić pewne doświadczenia. Metodą prób i błędów doszedłem do tego, gdzie robić otwory, jakiej pianki użyć tak, aby seater - jak go nazwałem - okazał się przydatny dla festiwalowiczów - dodaje.

Piankowe maty przekazał UkraińcomPiankowe maty przekazał Ukraińcom prywatne archiwum Darka z Katowic

Własna produkcja

Pierwsze seatery zaczął produkować razem z kolegą w garażu. - To była taka nasza mała manufaktura. Zamówiliśmy kilkaset metrów pianki o określonej grubości. Powstała też forma do wycinania odpowiedniego kształtu. Dobraliśmy do tego parciane paski z klamrą, które - dzięki regulacji - utrzymywały się na biodrach. Stworzyliśmy taki produkt, który mieliśmy nadzieję wypromować na polskich festiwalach, na których też często bywałem. Wyprodukowaliśmy około dwóch i pół tysiąca takich mat - wspomina.

Dziś przyznaje jednak, że seatery to nie był biznes życia. - Niestety nasze plany się nie powiodły - mówi. - Na pierwszym festiwalu rozdaliśmy, w ramach promocji, wiele mat. Natomiast nie udało się ich sprzedać. Seatery wylądowały więc w mojej piwnicy - dopowiada.

Pomoc Ukrainie

Jednak temat powrócił po wielu latach, w momencie wybuchu wojny w Ukrainie. Pan Darek zauważył, że podobne maty, które wyprodukował przed laty, noszą również ukraińscy żołnierze. Od znajomej dowiedział się, że używa ich również polski korespondent wojenny i wolontariusz, który zasłynął w mediach swoimi relacjami z Ukrainy - Mateusz Lachowski.

- Co prawda nie zrobiłem na moich seaterach biznesu życia, ale stało się coś ważniejszego. Maty pojechały do ukraińskich żołnierzy. Muszę przyznać, że byłem tym bardzo wzruszony. Do mat dorzuciłem lornetkę, którą dostałem od mojego nieżyjącego już taty, byłego oficera rezerwy. To była cenna dla mnie pamiątka, ale pomyślałem, że być może komuś uratuje życie, wypatrując wroga - podsumowuje.

DOSTĘP PREMIUM