Lubelskie. Przewieziemy 20 mln ton zboża z Ukrainy? Kolejarze sceptyczni. "Już teraz mamy bardzo dużo pracy"

Polska oficjalnie zapowiada, że pomoże Ukrainie w eksportowaniu zboża i w jego transporcie. Ale - jak mówią nam kolejarze z Hrubieszowa i Zamościa - do tego potrzebni są dodatkowi ludzie i pieniądze. - Już teraz mamy bardzo dużo pracy, bo transportów z Ukrainy jest wiele - słyszymy. Według szacunków - do zabrania jest nawet 20 milionów ton ziarna.
Zobacz wideo

Ukraina to kraj rolniczy, przez wielu nazywany wcześniej "spichlerzem świata". Na dużą skalę uprawiano tu m.in. pszenicę, kukurydzę, jęczmień, słonecznik czy buraki cukrowe. Wojna spowodowała zmiany. Już wiadomo, że zbiory będą dużo mniejsze, a zboże, które jest w magazynach, trzeba z Ukrainy "ewakuować", m.in. po to, by przeciwdziałać klęsce głodu. Zboża z Ukrainy miałyby docierać do polskich portów, by potem - na większą skalę - mogły być przesyłane dalej w świat. 

W dobie blokady portów przez Rosjan nie da się wywieźć zboża drogą morską. Pozostaje głównie kolej. Tyle że ukraińska kolej to szerokotorówka, a w Polsce opieramy się głównie na węższych torach. Owszem, mamy LHS czyli Linię Hutniczą Szerokotorową, która biegnie od przejścia granicznego Hrubieszów-Izov na Lubelszczyźnie do Sławkowa na Śląsk, ale jest to tylko jeden tor. 

Rząd chce stworzyć spółkę, która zajmie się transportem zboża z Ukrainy. Bo towaru do przewiezienia jest ogromna ilość. Chcieliśmy zapytać prezesa LHS (główna siedziba jest w Zamościu) Zbigniewa Tracichleba, jakie są plany i w jakim kierunku zmierza cały pomysł. Odesłał nas do rzeczniczki prasowej spółki. Agnieszka Hałasa zasłoniła się kwestiami bezpieczeństwa. "Spółka PKP LHS na bieżąco analizuje sytuację na granicy oraz zwiększony w ostatnim czasie wolumen towarów importowanych do Polski przez przejście graniczne Izov/Hrubieszów. Podejmujemy szerokie działania mające na celu sprawną obsługę dotychczasowych i nowych potoków ładunków" - wskazała krótko rzeczniczka. 

LHS to jeden tor, ale na poszczególnych stacjach są tzw. mijanki. To oznacza, że pociągi są w stanie się wyminąć. Gdy jeden jedzie, drugi może czekać na mijance. Wszystko jednak musi być dokładnie zaplanowane i zgodne z ustalonym rozkładem. Jak wynika z oficjalnych danych, dziennie po szerokim torze może jechać 12 par pociągów (12 w jedną i 12 w drugą stronę). Maksymalne obciążenie jednego pociągu - ze względów bezpieczeństwa - wynosi do 5 tysięcy ton. Dziennie wychodzi więc maksymalnie ok. 60 tysięcy ton, oczywiście przy założeniu, że w wagonach przez Hrubieszów i Zamość jedzie wyłącznie zboże. To założenie czysto teoretyczne, bo tak przecież nie jest. 

Jak ustaliliśmy, już teraz w Hrubieszowie transportów jest 5-6 w ciągu dnia i tyle samo w nocy. Wojewódzki Inspektorat Ochrony Roślin i Nasiennictwa w Lublinie przekazał nam, że obecnie - po rozpoczęciu wojny - pociągi przez Hrubieszów przewożą głównie rudę żelaza (co stanowi ok. 50 procent ogółu towarów). - Jeśli chodzi o towary pochodzenia roślinnego, to kukurydza paszowa stanowi ok. 35 procent, śruta słonecznikowa 5 procent, rzepak do przetwórstwa 5 procent, ziarno soi 5 procent - podała nam Teresa Wyłupek, Lubelski Wojewódzki Inspektor Ochrony Roślin i Nasiennictwa.

Pociągi stoją i czekają

Jeśli transport jest mocno obciążony - czyli jedzie wiele wagonów z ciężkimi ładunkami - podczepiane są dwie lokomotywy. A tych jest za mało. - Część taboru to lokomotywy, które mają po 40 lat i tak naprawdę nie nadają się do remontu. Trzeba byłoby teraz zainwestować w nowe - mówią nam anonimowo kolejarze. Boją się wypowiadać pod nazwiskiem. 

Przyznają, że słyszeli o rządowych planach stworzenia specjalnej spółki. - Już teraz mamy bardzo dużo pracy, bo transportów z Ukrainy jest wiele. I na razie nie jest to wcale głównie zboże. Mogę sobie wyobrazić, że będzie ich więcej, ale do tego potrzebny jest sprzęt i ludzie - mówi nam pan Andrzej z Hrubieszowa, od wielu lat pracujący na kolei (imię zmienione). Potrzebni byliby choćby dyżurni ruchu, odprawiacze, ustawiacze, manewrowi. Na razie jednak o dodatkowych naborach w Hrubieszowie czy Zamościu nie słyszano. Nie widać też nowych inwestycji na kolei. 

Już teraz po stronie ukraińskiej pociągi ze zbożem stoją i czekają. - Ale pociągi czekały też wcześniej. Bo odprawa jednego składu trwa kilka czy kilkanaście godzin. Pewnie można byłoby to nieco przyspieszyć, ale na pewno nie będzie tak, że pociągi szerokim torem pojadą jeden za drugim - mówią nasi rozmówcy z Hrubieszowa.  

- Mamy taką a nie inną przepustowość linii. Możemy mieć więcej sprzętu, ale pamiętajmy, że tor jest jeden - mówi miłośnik kolei Tomasz Wyrostek, pracownik LHS. - Są oczywiście mijanki, ale liczba torów na nich to jest jeden, ewentualnie dwa - dodaje. 

Przywieźć to jedno, a gdzie rozładować?

Problemem może być też sam rozładunek zboża w Polsce. Brakuje magazynów, a samo przeładowywanie towarów trwa i musi być na to miejsce. Kolejarze z Hrubieszowa przekonują, że teoretycznie można zastosować w wagonach mechanizm zmiany osi tak, aby zmienić "koła" z szerokich na węższe. - Podnosi się wagony i można to zrobić. Ale nie mam pojęcia, czy w tym kierunku to pójdzie. Takie mechanizmy są możliwe, choć nie są na co dzień na większą skalę wykorzystywane - twierdzą nasi rozmówcy. W biurze zarządu LHS nie udało nam się tego potwierdzić. 

"Dzięki stałej współpracy z Koleją Ukraińską reagujemy na nowe wyzwania i wprowadzamy rozwiązania mające na celu usprawnienie przekazywania wagonów na granicy" - napisała nam rzeczniczka LHS, nie precyzując jednak, o jakie usprawnienie chodzi. "Spółka PKP LHS w ramach Grupy PKP aktywnie włącza się także w inicjatywy rządowe dot. rozwoju współpracy polsko-ukraińskiej w obszarze przewozów kolejowych. Z uwagi na sytuację wojenną i znaczenie naszej Spółki oraz położenie linii nr 65, PKP LHS została ujęta jako ważny element działań strategicznych i obronnych" - dodała Agnieszka Hałasa z LHS w Zamościu. 

Potrzebni nowi ludzie i podwyżki

Minister rolnictwa Henryk Kowalczyk w jednym z ostatnich wywiadów powiedział, że potrzeby eksportowe Ukrainy to ok. 4-5 milionów ton miesięcznie. - Natomiast my możemy przewieźć 1-2 mln ton, m.in. ze względu na ograniczenia w taborze kolejowym - powiedział Kowalczyk.  Przyznał również, że  "wąskim gardłem jest polsko-ukraińska granica". 

Związki zawodowe w LHS zwracają uwagę na coś jeszcze - już teraz jest bardzo dużo pracy, bo LHS działa na pełnych obrotach. Transportów z Ukrainy jest bardzo dużo. Dlatego potrzebni są nowi ludzie, ale też podwyżki płac. - Załoga ma zdecydowanie więcej pracy i oczekuje, że będą większe zarobki, bo wiadomo, jaka jest obecnie inflacja, wszystko idzie w górę - mówi Maria Hrynkiewicz, przewodnicząca Związków Zawodowych LHS Zamość.

- Czekamy w tej kwestii na rozmowy z pracodawcą - dodaje pani Maria. - Słyszymy o tym, że ma powstać jakaś dodatkowa spółka. To są inwestycje. To musi być przemyślane. Nie tylko, że "mamy przewieźć", ale to są też sprawy techniczne i logistyczne - dodaje z kolei Krzysztof Sokołowski ze Związku Zawodowego Kolejarz. - Pomysł jest, konkretów nie znamy. Minister zapewne z naszymi prezesami to planują. A jak będzie, zobaczymy - dodaje. 

Co z kontrolą fitosanitarną zboża?

Okazuje się, że z tym jest najmniejszy problem. - Zboża konsumpcyjne i paszowe, które są obecnie importowane przez przejście graniczne w Hrubieszowie, nie podlegają regulacjom fitosanitarnym, a tym samym nie są objęte graniczną kontrolą fitosanitarną w punktach wwozu. Graniczna kontrola fitosanitarna obowiązuje jedynie zboża przeznaczone do siewu importowane z Ukrainy - przekazała nam wojewódzka inspektor Teresa Wyłupek.

W związku z wojną nie ma teraz nawet tzw. kontroli zdrowotności zboża, które wcześniej były prowadzone w ramach monitoringu. - W związku z trwającym konfliktem zbrojnym na Ukrainie, mając na uwadze zachowanie ciągłości dostaw, Główny Inspektor Ochrony Roślin i Nasiennictwa podjął decyzję o odstąpieniu od wykonywania wszystkich kontroli monitoringowych zbóż konsumpcyjnych i paszowych importowanych z Ukrainy - dodaje inspektor Teresa Wyłupek z Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Roślin i Nasiennictwa w Lublinie.

- Chęci do przewiezienia zboża z Ukrainy oczywiście mamy, robimy co możemy, ale ograniczeń na szybko nie da się przeskoczyć. Podobnie jak nie da się na szybko np. zelektryfikować linii LHS. To inwestycja nie na miesiące, ale na lata - słyszymy od kolejarzy. 

DOSTĘP PREMIUM