W Lublinie mają nowy pomysł na pomoc uchodźcom z Ukrainy. "Nikt nie ma pieniędzy na udzielanie jej non stop i każdemu"

W Lublinie rusza właśnie punkt wydawania specjalnej pomocy finansowej dla uchodźców i uchodźczyń z Ukrainy. Tym razem, nie chodzi jednak o pomoc dla wszystkch, którzy uciekli przed wojną, jak było na początku, ale o wsparcie dla bardzo konkretnych osób. To wspólny projekt UNHCR, PCPM i miasta.
Zobacz wideo

Od początku wojny w Ukrainie w wielu miastach w Polsce - w tym w Lublinie - wydawano Ukrainkom i Ukraińcom tzw. karty przedpłacone. Na koncie była określona gotówka, którą można było wydać na zakupy spożywcze (poza alkoholem) czy przemysłowe. Karty wydawało kilka organizacji, z reguły była to jedna karta na trzy miesiące. W Lublinie zajmował się tym UNHCR, ale były też karty do jednego z popularnych dyskontów wydawane w Caritasie przez wolontariuszy z Tajwanu. 

Kartę dostawał każdy, kto się zgłosił i okazał paszport z pieczątką świadczącą o przekroczeniu granicy po rozpoczęciu wojny, czyli po 24 lutego. Na karcie było 700, 1000 czy 2000 zł na rodzinę/ osobę (w zależności od organizacji zasady były różne). 

W tej chwili to się zmienia

W Lublinie - jako pierwszym mieście w Polsce - powstało centrum wydawania zapomóg finansowych dla najbardziej potrzebujących. W centrum zostali zatrudnieni obywatele Ukrainy. Do wydania ma być w sumie trzy tysiące kart.  - Jesteśmy w momencie przechodzenia z fazy nagłej odpowiedzi na kryzys humanitarny, w kierunku działań w dłuższej perspektywie. Dużym sukcesem jest to, że obecnie ok. 35 procent dorosłych uchodźców z Ukrainy już jest zatrudnionych i zarabia na swoje utrzymanie - mówi Wojciech Wilk, prezes Polskiego Centrum Pomocy Międzynarodowej.

Realizacja programu zapomóg finansowych dla uchodźców z Ukrainy w LublinieRealizacja programu zapomóg finansowych dla uchodźców z Ukrainy w Lublinie Fot. Polskie Centrum Pomocy Międzynarodowej (https://pcpm.org.pl/w-swiatowym-dniu-uchodzcy-wraz-z-unhcr-rozpoczynamy-realizacje-programu-zapomog-pienieznych-dla-uchodzcow.html#)

Jak dodaje, kończy się płynąca szerokim strumieniem pomoc bezwarunkowa, dla wszystkich. - W każdym kryzysie humanitarnym zasada jest jedna, że pomoc powinna być skupiona na grupach najbardziej potrzebujących. Bo nikt nie ma pieniędzy na udzielanie jej non stop i każdemu. I taka sama sytuacja jest w Polsce - dodaje Wilk.

Dlatego obecnie pomoc ma być skupiona m.in. na osobach starszych - Są to osoby, które uciekły przed wojną, choć nigdy tego nie chciały, nigdy tego nie planowały. Starych drzew się przecież nie przesadza, ale tu nie było niestety wyjścia. Są to więc 70-latkowie czy 85-latkowie, którzy przyjeżdżają, są w pełni zagubieni, bo ich domy zostały zniszczone - mówi Wilk.

Dodaje, że w podobnej sytuacji są rodziny z niepełnosprawnymi dziećmi czy mamy z niemowlakami. - Na tych trzech grupach skupiamy swoją pomoc w postaci zapomóg finansowych. Będą to zapomogi na okres sześciu miesięcy. To jest wsparcie w perspektywie średnioterminowej - tłumaczy Wojciech Wilk. 

W Lublinie wnioski o przyznanie zapomogi będą przyjmowane w online. Trzeba będzie opisać szczegółowo swoją sytuację - wszystko ma być dokładnie sprawdzane. - Planujemy w tym czasie zarejestrować ponad trzy tysiące rodzin uchodźczych. Dzięki współpracy wszystkich stron, UNHCR, miasta Lublin i Fundacji PCPM pomoc trafi do potrzebujących – tłumaczy koordynator bazy danych projektu PCPM, Przemysław Stachura.

Przedstawiciele NGO-sów chcą też namawiać ukraińskie rodziny, by - częściej niż do tej pory - przenosiły się z centrów dużych miast, w tym z Lublina, do mniejszych miejscowości. - Wynajęcie mieszkania choćby na przedmieściach jest dużo tańsze, to samo dotyczy również życia codziennego - tłumaczy Wojciech Wilk. I dodaje, że zapomoga finansowa "idzie" za daną osobą, niezależnie od tego, gdzie zdecyduje się mieszkać. Dlatego nawet, jeśli rodzina dostanie wsparcie w Lublinie, w każdej chwili może się przenieść, a pieniędzy i tak nie straci. 

Zmienia się nastawienie samych ukraińskich rodzin, ich potrzeby

Jak mówi nam Nastia Kinzerska, Ukrainka, mieszkająca w Lublinie od lat, wciąż większość ukraińskich rodzin chce wracać do domu.  Z reguły nie mają planów, by na stałe zostać w Polsce i by tu był teraz ich dom. - Raczej są to plany trzymiesięczne, najwyżej półroczne, na przetrwanie - mówi pani Nastia.

Jednocześnie, jak słyszymy, większość Ukrainek i Ukraińców już wie, że pomaganie na dużą skalę się kończy, muszą próbować radzić sobie sami. - Życie musi się jakoś normalizować. Stąd decyzje np. o przekwalifikowaniu się i podjęciu pracy w innym zawodzie niż wykonywany w Ukrainie. Koniec życia "w zawieszeniu", jak było do tej pory, po 24 lutego. Koniec z obserwowaniem, jak życie biegnie obok nas. Dlatego konieczne jest, by społeczność ukraińska włączała się aktywnie w życie Lublina. To bardzo ważne, by czuć się potrzebnym - mówi Nastia Kinzerska. 

DOSTĘP PREMIUM