Dostają 2350 zł na rękę miesięcznie. Pracownicy socjalni w Łodzi protestują i chcą podwyżek. Kolejny raz blokowali ulice

W Łodzi trwa protest pracowników pomocy społecznej, którzy w środę kolejny raz blokowali przystanek Piotrkowska Centrum. Domagają się podwyżek i tego, by władze miasta zaczęły z nimi rozmawiać. Dotychczasowe propozycje urzędników odrzucają. Władze Łodzi przyznają, że do porozumienia jest daleko.
Zobacz wideo

Około 200 pracowników socjalnych Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej we wtorek blokowało skrzyżowanie "marszałków", a w środę - przystanek Piotrkowska Centrum. Chodzili w kółko po skrzyżowaniu, nie przepuszczając tramwajów i samochodów. Spacerowali z transparentami, na których wypisane były hasła m.in.: "Coraz więcej zadań i kwalifikacji bez docenienia i gratyfikacji", "Hanno Zdanowsko, niech Pani trzeźwo spojrzy na pracowników MOPS" czy "Hanna Zdanowska Caryca Łodzi, żadna afera jej nie zaszkodzi".

2350 netto miesięcznie pensji

Protestujący twierdzą, że ich zarobki są dramatycznie niskie - średnio jest to od 2350 zł do 3000 zł na rękę. Dlatego domagają się podwyżek w wysokości 1200 zł miesięcznie. - Jesteśmy tutaj, aby dać znak władzom miasta, że chowają głowę w piasek, w ogóle nie przystępują do żadnych rozmów, nie podejmują żadnych konstruktywnych działań, nie myślą ani o nas, ani o mieszkańcach Łodzi - mówi pracowniczka socjalna Alicja Nowakowska. 

Pracownicy socjalni twierdzą, że miasto nie chce z nimi rozmawiać na poważnie. - Dzisiaj mamy godzinną blokadę skrzyżowania ulic Mickiewicza i Kościuszki, ale wcześniej byliśmy w Urzędzie Miasta i po raz kolejny odbiliśmy się od drzwi. Wiceprezydent Adam Pustelnik odmówił rozmów z nami, natomiast prezydent Łodzi Hanny Zdanowskiej nie spotkaliśmy - mówi Sylwester Tonderyk ze Związku Zawodowego Pracowników Socjalnych MOPS w Łodzi. 

Protest pracowników łódzkiego MOPS-u. Blokada przystanku Piotrkowska CentrumProtest pracowników łódzkiego MOPS-u. Blokada przystanku Piotrkowska Centrum Katarzyna Giedrojć

Urzędnicy oferują pracownikom socjalnym dodatek do pensji w wysokości 400 zł miesięcznie za obsługę uchodźców z Ukrainy z wyrównaniem od marca, a do tego jednorazową premię 500 zł. Jednak zdaniem protestujących to za mało. 

- Te rozwiązania są niegodne człowieka. Miasto jako uzupełnienie pensji proponuje nam pieniądze, które otrzymało na dodatki, a które należą się nam za obsługę uchodźców z Ukrainy. Urzędnicy chcą to potraktować jako formę podwyżki w ramach sporu zbiorowego. Dla nas to nie jest rozwiązanie. Niczego nie załatwia i jest tylko tymczasowe, bo wchodziłoby w grę tylko do grudnia - dodaje Nowakowska.

Pracownicy socjalni zapewniają, że w proteście bierze udział większość zatrudnionych w MOPS-ie. Nie wszyscy wychodzą na ulice, ale demonstrujących i blokujących przejścia wspierają ci, którzy przebywają na zwolnieniach lekarskich. Jak mówili w czasie protestu, w pracy w MOPS-ie na posterunku jest zaledwie 20 pracowników socjalnych na 270 zatrudnionych. - Trudno, żeby ta garstka osób była w stanie realizować zadania ustawy o pomocy społecznej, które są obowiązkowe i subwencjonowane przez wojewodę - stwierdza Sylwester Tonderyk.

Protestujący podkreślają, że są rozżaleni i skarżą się na postawę miasta. - Nie rozumiemy, dlaczego tyle to trwa, dlaczego ta sytuacja się przedłuża, dlaczego Urząd Miasta nie reaguje na nas, nie podejmuje rozmów. Urzędnicy nie reagują na sytuację kryzysową w mieście. Ale my nie przestaniemy strajkować tak długo, aż ktoś decyzyjny nie usiądzie z nami do stołu i nie zacznie konkretnie rozmawiać z naszym zarządem - mówi pracowniczka socjalna Anita Gutowska.

Miasto: Porozumienie jest daleko

Zdaniem urzędników osiągnięcie porozumienia będzie bardzo trudne. Prezydent Łodzi 8 czerwca oficjalnie zerwała rozmowy z protestującymi, jako powód podając zmieniające się postulaty. Urzędnicy sugerują, że na początku pracownicy socjalni z MOPS-u domagali się niższych podwyżek. Teraz te wartości wzrosły.

Protest pracowników łódzkiego MOPS-u. Blokada przystanku Piotrkowska CentrumProtest pracowników łódzkiego MOPS-u. Blokada przystanku Piotrkowska Centrum Katarzyna Giedrojć

Protestujący: Jedziemy do Warszawy

- Według wstępnych planów w piątek jedziemy do Warszawy i chcemy wręczyć petycję pani minister polityki społecznej. Chcemy też zajrzeć do siedziby Platformy Obywatelskiej. Może uda nam się spotkać z panem Donaldem Tuskiem, do którego już wysłaliśmy pismo z prośbą o zdyscyplinowanie swojej koleżanki partyjnej, która nas lekceważy - mówi Alicja Nowakowska.

Prawdopodobne jest, że w przyszłym tygodniu pracownicy socjalni znów wyjdą na ulice i będą blokować główne skrzyżowania w Łodzi.

DOSTĘP PREMIUM