Przyrodzie grozi masowe wymieranie, a co z człowiekiem? Ekspertka: Możemy runąć w przepaść

Grozi nam wymieranie gatunków na skalę nieznaną od czasów zagłady dinozaurów. - To jak z nitami w skrzydle samolotu: jeśli wyciągniemy dwa, to nic się nie stanie, po wyciągnięciu piątego skrzydło będzie się słabo trzymać, a po kolejnym się złamie, a my runiemy w przepaść - mówiła w TOK FM Katarzyna Karpa-Świderek, rzeczniczka WWF Polska.
Zobacz wideo

Światowy Fundusz na rzecz Przyrody (WWF) ostrzega, że w ciągu 10 lat może wyginąć ponad milion gatunków roślin i zwierząt. Jak dodaje organizacja, rosnące zagrożenia dla środowiska naturalnego powodują, że grozi nam wymieranie gatunków na skalę nieznaną od czasów zagłady dinozaurów.

Katarzyna Karpa-Świderek, rzeczniczka WWF Polska, mówiła w TOK FM, że "presja człowieka na przyrodę jest tak gigantyczna, iż właściwie trudno byłoby znaleźć taki gatunek, na którym nie odciskamy swojego piętna". - Wiele z nich jest w takiej sytuacji, że jeśli nie zmienimy swoich praktyk, to je stracimy, a wtedy będzie przewracanie kostek domina. Bo wyobraźmy sobie, że tracimy szczytowego drapieżnika oceanów, czyli rekina, a niemal wszystkie jego gatunki są już zagrożone wyginięciem. Bez niego nie ma zdrowych oceanów, dlatego będziemy tracić kolejne gatunki morskich zwierząt. Podobnie jest z innymi ekosystemami - wyjaśniała.

Jak dodała, "sytuacja dzikiej przyrody jest po prostu dramatyczna", bo człowiek dokonuje ciągłej ekspansji i zabiera dzikim zwierzętom ich terytoria. Obecnie już tylko 4 proc. ssaków żyjących na lądzie to dzikie zwierzęta, reszta to ludzie, ssaki hodowlane i mu "towarzyszące". - Pozostawiliśmy dzikiej przyrodzie tylko 25 proc. lądów, na której nie ma wiecznej zmarzliny. Wylesiając miliony hektarów lasów, także tych dziewiczych, nie zostawiamy zwierzętom miejsca. Jeżeli był las eukaliptusowy, a teraz go nie ma, to koale po prostu giną. - mówiła.

Co więc zrobić, by zatrzymać masowe wymieranie zwierząt? Zdaniem Katarzyny Karpy-Świderek musimy wyznaczyć większe obszary ochronne dla dzikich zwierząt, zaprzestać gwałtownych połowów w morzach i oceanach. Z kolei na lądzie powinniśmy powstrzymać myślistwo, kłusownictwo i handel dziką przyrodą na masową skalę. - Ale walka z organizacjami sprzedającymi dzikie zwierzęta jest bardzo trudna, bo to biznes wart dziesiątki miliardów dolarów - zastrzegła.

Ekspertka próbowała też odpowiedzieć na pytanie, czy człowiek będzie mógł dalej normalnie funkcjonować po 2030 roku, kiedy - jak wylicza WFF - z mapy świata zniknie milion gatunków zwierząt i roślin. - Bioróżnorodność, czyli różne gatunki zwierząt i roślin są warunkiem naszego bezpieczeństwa. To jak z nitami w skrzydle samolotu – jeśli wyciągniemy dwa, to nic się nie stanie, po wyciągnięciu piątego skrzydło będzie się słabo trzymać, a po kolejnym się złamie, a my runiemy w przepaść. Trudno więc powiedzieć, który wyciągnięty "nit" w przyrodzie przesądzi o tym, że człowiekowi będzie już trudno funkcjonować na planecie, ale z pewnością prędzej czy później doprowadzi do sytuacji, że ludzie nie będą w stanie przetrwać - podsumowała gościni TOK FM.

DOSTĘP PREMIUM