Skażenie Odry. Czy KGHM respektował pozwolenia wodno-prawne? Na czym one polegają?

Czy Odra została skażona, czy może śnięte ryby w rzece są skutkiem połączenia naturalnych - choć w tym przypadku śmiercionośnych - procesów? KGHM oskarżany o doprowadzenie do skażenia, powołuje się na pozwolenia wodno-prawne. Czym są takie pozwolenia, kto powinien o nie wystąpić i czy spółka skarbu państwa je respektowała?

Skażona Odra. Z rzeki wyłowiono tony martwych ryb, a przyczyna nadal nie jest znana

Eksperci ciągle badają przyczyny śnięcia ton ryb w Odrze, a część komentatorów już feruje wyroki i wskazuje winnych.

Marek Sawicki, przewodniczący komisji gospodarki wodnej i żeglugi śródlądowej, wspomniał w TOK FM o podejrzeniu rozcieńczenia wody w rzece przez służby, w celu zmniejszenia stężenia zanieczyszczeń. Sawicki w rozmowie z Mikołajem Lizutem zastanawiał się, jakiego typu zanieczyszczenie mogło mieć miejsce i dlaczego władze państwa trzymały to w tajemnicy.

Jako jeden z możliwych sprawców skażenia wody został też wskazany zakład KGHM — miedziowa spółka skarbu państwa. O tym, że zakład dokonywał cyklicznych zrzutów wody do Odry i że trwają kontrole poselskie, poinformował Piotr Borys z KO.

Poseł dowodził, że wyrzut dużej ilości słonej wody, która jest produktem ubocznym w procesie pozyskiwania miedzi, mógł zaburzyć naturalne procesy w rzece.

KGHM ma pozwolenia wodno-prawne. Marcinkowska-Bartkowiak: "nie potrafimy pompować wody w górę rzeki"

Spółka skarbu państwa wydała oświadczenie w sprawie zrzutów do Odry. Powołała się na pozwolenie wodnoprawne, które posiada, wskazując dodatkowo, że zrzuty na przełomie lipca i sierpnia były znacznie mniejsze niż zwykle. Do tego — jak dowodziła Lidia Marcinkowska-Bartkowiak, dyrektor naczelna ds. komunikacji w KGHM — zrzut odbywał się daleko (w dół rzeki) od miejsca odkrycia pierwszych śniętych ryb.

"Nasz zrzut wody miał miejsce w Głogowie, to ponad 100 km w dół rzeki w stosunku do Oławy, gdzie wykryto skażenie" — powiedziała Marcinkowska-Bartkowiak podczas konferencji prasowej i krytycznie odniosła się do oskarżeń rzucanych przez Piotra Borysa. Dodała też, że KGHM nie potrafi tłoczyć wody w górę rzeki.

"Nie przekraczamy norm i pozwolenia wodno-prawnego. Zrzuty uwzględniają aktualny przepływ rzeki i jej zasolenie" - pojawiło się wyjaśnienie na oficjalnym profilu KGHM na Twitterze.

Czym jest pozwolenie wodnoprawne? Należy o nie wystąpić do jednej z trzech instytucji

Każdy podmiot — także osoba fizyczna — który chce korzystać z wód w Polsce, musi dokonać zgłoszenia wodno-prawnego lub uzyskać pozwolenie wodno-prawne.

Zgłoszeniu podlegają takie czynności w obrębie wód jak wykonanie pomostu, postój na wodach płynących na cele mieszkaniowe lub usługowe np. barka mieszkalna czy statek — restauracja, wykonanie stawów, przebudowa rowów i wiele innych.

Do wielu działań prowadzonych w okolicach wód, nie wystarcza jednak zgłoszenie. Wymagane jest uzyskanie pozwolenia, którego wydanie obwarowane jest dodatkowymi procedurami związanymi z monitorowaniem stanu wody i kontrolami jej jakości.

Takie pozwolenie w ściśle określonych warunkach dotyczy między innymi zrzutów odpadów płynnych do rzek.

Zgłoszeniami i pozwoleniami zajmują się trzy instytucje:

  • regionalne zarządy gospodarki wodnej,
  • zarządy zlewni,
  • Ministerstwo Infrastruktury.

Jak powstrzymać niekontrolowane zrzuty do rzek? Pozwolenia wodnoprawne do rewizji

Nie wszyscy użytkownicy wód występują o pozwolenia wodnoprawne. Ministerstwo Klimatu i Środowiska, Ministerstwo Infrastruktury, Wody Polskie oraz Główny Inspektorat Ochrony Środowiska chcą doprowadzić do zmian legislacyjnych i zwiększyć skuteczność ochrony wód przed zanieczyszczeniami. Takie działania w grudniu zeszłego roku zapowiedziała minister klimatu i środowiska Anna Moskwa.

Wody Polskie podczas weryfikacji prowadzonych na terenie całej Polski zidentyfikowały ponad 20 tys. wylotów do rzek, z czego ok. 7 tys. nie posiada aktualnych pozwoleń wodno-prawnych lub ich właściciel nie jest znany — poinformował portal prawu.pl

Inny problem dotyczący czystości polskich rzek poruszył działacz na rzecz ochrony przyrody i dziennikarz związany z "Gazetą Wyborczą" Adam Wajrak.

Ekolog zwrócił uwagę, że zarządzanie w Polsce wodą i ekosystemami wodnymi to sprawa resortu środowiska, a nie infrastruktury.

"Chciałbym usłyszeć, że przestaną traktować rzeki jak kanały, "drogi wodne", miejsca powstawania kolejnych zapór i zbiorników, że zerwą z logiką przekopu i betonu rodem z XIX w. Chciałbym się dowiedzieć, że wody, jej mieszkańcy i skomplikowane ekosystemy przestaną być traktowane jako "zasób". - napisał Wajrak na swoim Facebooku.

Podczas debat na temat trwającej katastrofy ekologicznej na Odrze, padały też ze strony ekspertów postulaty, aby zrewidować wszystkie wydane pozwolenia wodnoprawne. Wymaga tego zmieniające się środowisko wodne w obliczu katastrofy klimatycznej i panujących susz. Nawet wydane i przestrzegane pozwolenia mogą zagrażać dziś polskim wodom.

DOSTĘP PREMIUM