,
Obserwuj
Polityka

Tak może wyglądać pierwsza minuta wojny w Polsce. "Rosjanie będą nas 'spalać'"

7 min. czytania
10.10.2026 09:50

"Dla przeciętnego obywatela sam atak będzie niezauważalny. I może on wcale się nie pokrywać z oficjalnym początkiem wojny. To dlatego że ten atak odbędzie się w cyberprzestrzeni. Obywatel zorientuje się dopiero wtedy, kiedy podejdzie do bankomatu i nie będzie mógł wyjąć z niego pieniędzy albo nie będzie w stanie połączyć się ze stroną internetową lub na lotnisku zostaną skasowane loty". Prezentujemy fragment książki "Wojna w Polsce. O ślepocie, błędach i zaniedbaniach polityków przed wojną z Rosją", której autorem jest Marcin Wyrwał. 

Przejście graniczne z Białorusią w Terespolu
Przejście graniczne z Białorusią w Terespolu
fot. Jakub Orzechowski/Agencja Wyborcza.pl

Poniższy fragment pochodzi z książki Marcina Wyrwała pt. "Wojna w Polsce. O ślepocie, błędach i zaniedbaniach polityków przed wojną z Rosją", która ukazała się 23 września 2026 roku nakładem wydawnictwa Czerwone i Czarne.

Dwa scenariusze rozpoczęcia wojny

Wojna w Polsce będzie wyglądać nieco inaczej niż w Ukrainie. Wprawdzie oba kraje są nizinne, ale w Ukrainie mamy olbrzymie obszary stepowe, gdzie na otwartym terenie różnego rodzaju sprzęt może strzelać do siebie na dystansie kilku kilometrów. W Polsce natomiast mamy więcej terenów zalesionych, które będą naturalnymi przeszkodami. Dystans wymiany ognia będzie więc krótszy, poniżej półtora kilometra.

Paradoksalnie minusem dla naszej obrony będzie to, że mamy znacznie lepszą sieć dróg niż w Ukrainie. Tam Rosjanie nacierali głównie wzdłuż dróg, bo wiadomo, że sieć dróg pozwala nie tylko na swobodne przemieszczanie się sprzętu wojskowego, ale też na szybkie podciąganie zaopatrzenia dla frontu.

Rosjanie rozpoczną wojnę w jednym z dwóch scenariuszy. Żaden z nich nie będzie dla nas stuprocentowym zaskoczeniem. Przy dzisiejszych możliwościach rozpoznania pełne zaskoczenie przeciwnika jest praktycznie niemożliwe.

W pierwszym scenariuszu konflikt będzie narastać powoli. Rosja będzie wywierać coraz większą presję, podobnie jak to było w przypadku Ukrainy. Rosjanie najpierw wywierali presję polityczną, by następnie stopniowo koncentrować wojska wokół ukraińskich granic. To jest scenariusz, w którym będziemy mieć czas, żeby zwiększyć stany osobowe w armii, ogłosić mobilizację, podjąć działania przygotowawcze.

W drugim scenariuszu tego czasu możemy mieć nieco mniej. To jest opcja, w której Rosjanie, przypuszczalnie wraz z Białorusinami, będą tradycyjnie organizować ćwiczenia pod naszą granicą i wtedy uderzą, aby zaskoczyć nas przynajmniej w pewnym stopniu.

Dlatego tak ważne jest, aby równolegle do ich ćwiczeń prowadzić własne po swojej stronie granicy. Jeszcze do 2025 roku NATO reagowało na rosyjsko-białoruskie ćwiczenia w ograniczony sposób, organizując niewielkie manewry czy zwiększając monitoring granicy. Jednak w 2025 roku na ćwiczenia Zapad, w których według różnych źródeł wzięło udział od trzynastu do trzydziestu tysięcy żołnierzy, kraje NATO po raz pierwszy odpowiedziały dużymi, zsynchronizowanymi ćwiczeniami Żelazny Wojownik, w których uczestniczyło trzydzieści, czterdzieści tysięcy żołnierzy z Polski i krajów sojuszniczych. To był jasny sygnał dla Rosjan, że atak na jeden z krajów granicznych jest atakiem na cały Sojusz Północnoatlantycki.

Sygnały, że wojna już blisko

Patrzę na to z perspektywy czysto wojskowej, czyli jak to oceniają oficerowie wywiadu wojskowego. Ważne są sygnały związane z zabezpieczeniem medycznym. U Rosjan to było rozwijanie na dużą skalę szpitali polowych, a także opróżnianie w przyfrontowych miejscowościach szpitali z cywilnych pacjentów i przenoszenie ich do szpitali w głębi Rosji. Do szpitali polowych dowożono też duże ilości krwi. Krew ma ograniczony termin przydatności, więc jeśli się ją dowozi do takich szpitali, to znaczy, że rozpoczęcie działań wojennych jest bliskie.

Bardzo mocnym sygnałem było wydanie żołnierzom pełnego zapasu amunicji, tak zwanej jednostki ognia. Moglibyśmy z dużym prawdopodobieństwem spodziewać się ataku, jeśli dostalibyśmy analizę wywiadu, z której wynika, że Rosjanie pobierają jednostki ognia na wszystko, czyli wydawana jest broń pokładowa od bojowych wozów piechoty po czołgi. Także desant, czyli piechota, pobiera przydziałową amunicję bojową. Mało tego, żołnierze pobierają uzbrojenie jednorazowe, czyli granatniki przeciwpancerne i granaty ręczne. Je się wydaje w zasadzie tylko na wojnę. Samo wydanie z magazynów pewnych typów uzbrojenia powoduje, że to trzeba wystrzelić i to do magazynu już nie wróci. W pewnym momencie Rosjanom zaczęto wydawać takie uzbrojenie i to w olbrzymich ilościach. To był już mocny sygnał, że wojna wkrótce się rozpocznie.

Ostatecznym sygnałem będzie malowanie na rosyjskich pojazdach znaków taktycznych, po których mogą się rozpoznawać na polu walki - Z, X, O, w zależności od odcinka frontu. Podobnie ostatnim dzwonkiem będzie rozwinięcie rosyjskich systemów przeciwlotniczych i ich praca na częstotliwościach bojowych, a nie ćwiczebnych.

Redakcja poleca

Niedostrzegalny początek wojny

Dla przeciętnego obywatela sam atak będzie niezauważalny. I może on wcale się nie pokrywać z oficjalnym początkiem wojny. To dlatego że ten atak odbędzie się w cyberprzestrzeni. Obywatel zorientuje się dopiero wtedy, kiedy podejdzie do bankomatu i nie będzie mógł wyjąć z niego pieniędzy albo nie będzie w stanie połączyć się ze stroną internetową lub na lotnisku zostaną skasowane loty.

Kolejny krok też będzie niezauważalny dla większości ludzi, ale będzie zauważalny, i to w tragiczny sposób, dla żołnierzy stojących przy płocie na granicy z Białorusią. Oni po prostu zostaną zastrzeleni przez snajperów. Rosjanie zlikwidują ich po to, aby umożliwić przeniknięcie na nasz teren wojskom rosyjskim, białoruskim, wagnerowskim, nieważne. Istotne jest to, że będą to grupy dywersyjne, rozpoznawcze oraz dywersyjno-rozpoznawcze. Te grupy będą oczywiście próbowały wkradać się na nasze terytorium tak, aby nasze jednostki graniczne ich nie zauważyły, ale zapewne nie wszystko pójdzie zgodnie z planem, więc zakładam, że do pierwszego kontaktu ogniowego dojdzie podczas przenikania tych grup.

Rola tych grup jest niezwykle ważna. W Polsce informacje o roli dywersantów w Ukrainie albo słabo się przebiły do wiadomości publicznej, albo w ogóle nie były upubliczniane, ale takie grupy działały w Kijowie od pierwszych minut działań wojennych, a nawet wcześniej. Gdyby nie duże siły ukraińskie, w tym brygada prezydencka, której celem było działanie przeciwdywersyjne, to niewiele brakowało, aby już na samym początku Zełenski dostał się w rosyjskie ręce.

Część rosyjskich grup dywersyjnych znajdzie się w Polsce jeszcze przed atakiem. One będą działać w oparciu o ukraińską emigrację z 2022 roku, kiedy praktycznie otwarto granice i wielu ludzi wchodziło do nas bez kontroli. Wiemy, że Rosja wykorzystała tę emigrację, żeby ulokować w Polsce własną agenturę. Tamte grupy przeniknęły do Polski bez żadnego wyposażenia. Ich zadaniem jest przygotowanie gruntu dla kolejnych, które wraz z rozpoczęciem wojny będą przenikać do Polski już w ciężkim uzbrojeniu. Wesprą też sprzętem już funkcjonujące tu grupy.

Grupy dywersyjno-rozpoznawcze to jest najwyższa półka. U nas do tego typu działań są szkolone Wojska Specjalne. Takie rosyjskie grupy mogą działać w ubraniach cywilnych lub przebrani w nasze mundury. Będą operować wieloma dronami rozpoznawczymi i być może dronami uderzeniowymi. Zadania takich jednostek będą zróżnicowane, od ataków na cele nieruchome po uderzanie w konkretnych ludzi. To nie musi być od razu prezydent, ale na przykład dowódcy jednostek broniących kraju lub ich rodziny. Czy zakładamy, że Rosjanie nie wiedzą, gdzie mieszkają dowódcy? W którym budynku, które to okno w ich mieszkaniu? Jaki problem wysłać drona, który eksploduje w tym mieszkaniu, jeszcze zanim się zacznie wojna? Ktoś powie, że jest małe prawdopodobieństwo, aby taki dowódca był w mieszkaniu w momencie mobilizacji. Ale jak to wpłynie na jego morale, jeśli on się dowie, że właśnie został zaatakowany jego dom i jego rodzina? Nie musi być więc tam samego dowódcy, żeby cel został osiągnięty.

To są rzeczy, do których nie jesteśmy przygotowani, nadal wydają nam się bardzo filmowe. Tylko że mówimy o zdolnościach, jakie obie walczące w Ukrainie armie już posiadają i już je prezentowały w różnych okolicznościach.

Jeżeli jednak rozwiniemy naszą Tarczę Wschód z jej wszystkimi elektronicznymi systemami alarmowania i śledzenia, takie przeniknięcia będą ekstremalnie trudne, być może nawet niemożliwe. Wtedy agresor będzie musiał zrezygnować z tego elementu. Ale na razie tego nie ma.

W końcu nadchodzi pierwsza minuta wojny, a po niej pierwsza godzina, dzień, tydzień, miesiąc. Tę symulację skończę w momencie, w którym Rosjanie stają na linii Wisły.

Redakcja poleca

Pierwsza minuta

Od samego początku działań zbrojnych Rosjanie będą chcieli uzyskać sytuację dla nich optymalną, czyli zaskoczyć nas jednocześnie strategicznie i operacyjnie. W tym celu będą nieustannie prowadzić jakieś ćwiczenia na Białorusi przy granicy z Polską, żebyśmy nie znali dnia ani godziny ataku. Na Białorusi znajdują się duże stałe rosyjskie bazy wojskowe. W tych ćwiczeniach będzie brać udział coraz większa liczba żołnierzy, aż do kontyngentów liczących dwieście tysięcy ludzi.

Wojsku, które wyczekuje ataku, bardzo trudno jest utrzymywać permanentny stan wysokiej gotowości. Wymuszając na nas gotowość przez bardzo długi czas, Rosjanie siłą rzeczy będą nas nieco usypiać. Będą to robić dlatego, aby w odpowiednim momencie uzyskać maksymalny efekt zaskoczenia.

Właściwe rozpoczęcie wojny nadejdzie wraz z uderzeniami artyleryjskimi, powietrznymi i dronowymi w rejonie przygranicznym, gdzieś do około dwudziestu kilometrów w głąb naszego terytorium. W pierwszej grupie ataku znajdzie się artyleria lufowa i rakietowa bardzo bliskiego zasięgu. W drugiej wejdą bomby szybujące, których obecnie Rosjanie produkują siedemdziesiąt tysięcy rocznie. Warto zauważyć, że przed wojną nie produkowali ich w ogóle, więc do tej liczby doszli w zaledwie trzy lata - to à propos lekceważenia przez niektórych zdolności rosyjskiego przemysłu zbrojeniowego. I w końcu będą drony. W ich produkcji i wykorzystaniu Rosjanie nabyli bardzo duże doświadczenie. Czyli istnieje duże prawdopodobieństwo, że odnosząc się do określenia generała Andrzejczaka, to Rosjanie będą nas "spalać" w tym rejonie. (To aluzja do słów generała Rajmund Andrzejczaka, który w lutym 2024 roku w programie Patrycjusza Wyżgi w WP.pl powiedział: "Będziemy prosić grzecznie i bardzo długo, żebyście nas nie dotykali, będziemy używać wszystkich form negocjacyjnych, nawet na jedno kolano przyklękniemy, żeby nie doszło do tragedii, ale jak nas dotkniecie, to »spalimy« was do trzystu kilometrów" - przyp. M.W.).

Rosyjskie pociski będą także spadać na infrastrukturę dużych miast w pasie przygranicznym, do głębokości powiedzmy stu pięćdziesięciu do dwustu kilometrów. W tych miastach będą atakowane w pierwszej kolejności obiekty uznawane przez Rosjan za wojskowe, czyli wszelkiego rodzaju koszary jednostek wojskowych. One będą w dużej części opróżnione z wojsk i sprzętu, które wtedy powinny znajdować się już w rejonach alarmowych. Jednak koszary i tak zostaną zniszczone, choćby dlatego że istnieje tam infrastruktura magazynowa, warsztatowa, garażowa, a poza tym są to miejsca, w których kwaterowano by szkolone rezerwy. (...)

Posłuchaj: