,
Obserwuj
Świat

W odbudowie Ukrainy pomoże... Białoruś? "Jak w 'Ojcu Chrzestnym'"

oprac. Katarzyna Rogowska tokfm.pl
7 min. czytania
14.06.2026 07:57

"Prawo ukraińskie przewiduje, że zakazy przestają obowiązywać w momencie zakończenia lub odwołania stanu wojennego oraz zakończenia przez Rosję 'nieprzyjaznych działań przeciwko Ukrainie'. Rozejm oznacza uchylenie stanu wojennego. Choćby ze względu na konieczność przeprowadzenia wyborów. Wówczas Ukraina wraca do biznesu z Rosją jak zawsze" - prognozował Dyplomata X w rozmowie ze Zbigniewem Parafianowiczem. Publikujemy fragment książki "Kłopot z Zełeńskim".

Prezydent Zełenski podczas wizyty w Bukareszcie
Prezydent Zełenski podczas wizyty w Bukareszcie
fot. MIHAI BARBU/AFP/East News

Poniższy fragment pochodzi z książki autorstwa Zbigniewa Parafianowicza pt. "Kłopot z Zełenskim", która ukazała się 3 czerwca 2026 roku nakładem wydawnictwa Czerwone i Czarne.

Dyplomata X: Zacznijmy od sprawy najważniejszej. Polacy myślą, że oczywiste jest, że w odbudowie Ukrainy będzie uczestniczyć tylko Zachód, że tylko my podzielimy się tortem. Tymczasem chwilę po zawarciu rozejmu wejdzie tam również Białoruś, która dużo lepiej potrafi uprawiać postsowiecki biznes. Myślimy, że to niemożliwe, że Ukraińcy nie pozwolą. Pozwolą, dla nich to jak w "Ojcu chrzestnym" - nic osobistego, to tylko biznes.

Menedżer polskiej spółki z udziałem skarbu państwa działającej na Ukrainie:Jeśli ktoś chce zrozumieć, jak niejednoznaczna jest kwestia współpracy z Białorusią, ale i z Rosją przy odbudowie, musi prześledzić regulacje ukraińskie dotyczące sankcji. Do 2025 roku Ukraińcy kupowali nawet gaz rosyjski, mimo uchwały rządu z czerwca 2023 roku zakazującej wwozu tego surowca. Zresztą chwilę po jej przyjęciu poluzowano ten zakaz. Gaz rosyjski mógł być kupowany, ale punktem wejścia musiało być połączenie międzypaństwowe z członkiem UE i Mołdawią. Dzięki temu trikowi interkonektorem Węgry - Ukraina za unijne pieniądze na Ukrainę trafiał rosyjski gaz, zasilając wojenny budżet Putina. Nie wspomnę już o prądzie, który Ukraina po atakach na infrastrukturę energetyczną kupowała od Węgier. Ten prąd był wytwarzany w elektrowni w Paks, którą dla Węgrów rozbudowuje właśnie rosyjski Rosatom. 

Redakcja poleca

Dyplomata X: Moglibyśmy mnożyć przykłady. Znane nam są lokalizacje ukraińskich baz naftowych w pobliżu Delty Dunaju i na wybrzeżu czarnomorskim, które są magicznie omijane przez rosyjskie pociski i drony. Może dlatego, że gromadzone tam paliwa pochodzą od spółek tureckich, a te spółki kupują ropę z Rosji.

Dyplomata X: Podczas wojny duże pieniądze na dostawach paliw zarabiał Orlen. Może nie tak duże jak węgierski MOL poprzez swoje spółki, ale jednak zarabialiśmy sporo. Aby Orlen mógł po wojnie istnieć na rynku ukraińskim, musielibyśmy doprowadzić do zmiany ukraińskiego systemu sankcyjnego wobec Rosji i Białorusi. Krótko mówiąc, żeby ani paliwa, ani diesel, ani polimery czy asfalt powstający w koncernach paliwowych nie mogły pochodzić z Rosji i Białorusi i nie mogli go sprzedawać pośrednicy. Niestety, w prawie ukraińskim nie było regulacji, które by tego zabraniały. Już w czasie wojny do czołgów ukraińskich lano diesel na ropie rosyjskiej produkowany przez MOL w rafineriach na Słowacji. Obawiamy się, że po wojnie to białoruski Mozyrz, a nie Płock będzie głównym dostawcą produktów koniecznych do odbudowy. Białoruś ma szeroki tor z Ukrainą. I jest tańsza. (...)

"Kłopot z Zełeńskim", Zbigniew Parafianowicz
fot.

Czerwone i Czarne

Dyplomata X: Już dziś olej napędowy na Ukrainie pochodzi z rosyjskiej ropy na Węgrzech i na Słowacji. Czyli w dwóch najbardziej nieprzyjaznych Ukrainie państwach UE. Okazuje się, że dla Ukraińców udostępnienie własnego terytorium do ataku rosyjskiego (Białoruś) czy blokowanie integracji europejskiej i pomocy finansowej (Węgry i Słowacja) to zwykły biznes.

Menedżer polskiej spółki z udziałem skarbu państwa działającej na Ukrainie: Lobbowaliśmy za tym, aby Ukraina przyjęła ustawą całkowity zakaz handlu z podmiotami z Białorusi oraz podmiotami powiązanymi w jakikolwiek sposób kapitałowo z firmami zarejestrowanymi na Białorusi. W wariancie optymalnym byłoby dorzucenie do tego zakazu transakcji i operacji tranzytowych przy wykorzystaniu terytorium Białorusi. Tylko wówczas w pełni opłacalne staną się kapitałochłonne inwestycje w infrastrukturę transportową między UE a Ukrainą z pominięciem Białorusi jako kraju tranzytowego.

Dyplomata X: I tu pojawia się problem zasadniczy. Do gry o Białoruś włączył się w 2025 roku Donald Trump. Planował wpuścić trochę powietrza do reżimu Łukaszenki. Amerykanie nie tłumaczyli nam, po co to robią. A my z takiej polityki mieliśmy ograniczone korzyści. W optyce Trumpa należało wyjąć Łukaszenkę spod sankcji w zamian za ustępstwa takie jak zwolnienie więźniów politycznych. Dyktator oczywiście wszedł w ten handel. Wypuścił ponad pięćset osób. Trump zdjął sankcje na białoruskie nawozy i linie lotnicze Belavia. Pokazywał w ten sposób Putinowi, że jest sprawczy, jeśli chodzi o wyciąganie spod sankcji. Dawał do zrozumienia, że w ten sposób można z nim zrobić deal w sprawie Nord Stream 2. Że USA mogą wykupić udziały w Nord Stream, przejąć istniejącą i niezniszczoną rurę i zacząć znów handlować rosyjskim gazem w Europie. Białoruś wyciągana spod sankcji stała jednak w sprzeczności z polskimi interesami dotyczącymi odbudowy. W optyce Trumpa Białoruś była pomostem na osi Bałtyk - Morze Czarne, ale z udziałem Litwy i Ukrainy. Z Kłajpedy, przez Mozyrz, do Odessy. Po co zatem Ukraińcy mieliby przyjmować ustawę o sankcjach na Białoruś. Myśli pan, że to przypadek, że w odbiorze zakładników politycznych zwalnianych po mediacji USA brał udział szef ukraińskiego wywiadu wojskowego generał Kyryło Budanow? Znów byliśmy w dupie. Do końca 2025 roku na wolność nie wyszedł nawet Andrzej Poczobut. Dodatkowo działy się rzeczy na linii gospodarczej, które podważały mit o wielkich żniwach podczas odbudowy. Po co Ukraińcom i Amerykanom Polska, skoro można skorzystać z tańszych surowców, produktów i paliw na rosyjskiej ropie i z pośrednictwem białoruskich firm.

Redakcja poleca

Dyplomata X: To samo dotyczy sankcji ukraińskich na Rosję. Prawo ukraińskie przewiduje, że zakazy przestają obowiązywać w momencie zakończenia lub odwołania stanu wojennego oraz zakończenia przez Rosję "nieprzyjaznych działań przeciwko Ukrainie". Rozejm oznacza uchylenie stanu wojennego. Choćby ze względu na konieczność przeprowadzenia wyborów. Wówczas Ukraina wraca do biznesu z Rosją jak zawsze. Jeśli poskłada się do kupy te wszystkie puzzle, widać wyraźnie, dlaczego Niemcom tak bardzo zależało na wyłapaniu wszystkich dywersantów ukraińskich zaangażowanych w wysadzenie Nord Stream. Jak rozumiem, chodziło o wywołanie efektu mrożącego, aby nikt nie pomyślał o niszczeniu tak cennego aktywa - istniejącej ostatniej nitki gazociągu pod Bałtykiem - które mogło być żyłą złota dla niemieckiej gospodarki po zakończeniu wojny.

Prezes dużej firmy budowlanej z Polski: Lata 2024 i 2025 to czas wzmożenia w mojej branży w kwestii tego, ile moglibyśmy zarobić na Ukrainie. Politycy dużo naobiecywali. W branży głosy były podzielone. Jedni wierzyli w gorączkę złota, inni studzili nastroje.

Minister w KPRM: Biznes mówi, że dużo naobiecywaliśmy? Nie. To nie my obiecywaliśmy. To nie my - politycy - będziemy inwestować na Ukrainie. Biznes sam musi wiedzieć, czego chce. A czy wie? Wątpię. Na początku 2024 roku premier poinformował, że polskie firmy są mile widziane w przetargach na budowę odcinków autostrady z Korczowej do Równego. Inwestycja miałaby być finansowana z międzynarodowych pieniędzy. W przyszłości strona polska mogłaby być również koncesjonariuszem tej autostrady. Czy któraś z polskich firm wykazała zainteresowanie? Do dziś nikt nawet nie staje do przetargów.

Prezes dużej firmy budowlanej z Polski: Nie stajemy do przetargów z prostego powodu - bezpieczeństwo. Nie możemy wysłać naszych ludzi do kraju, który jest ogarnięty wojną. Poza tym nie funkcjonujemy w tym samym paradygmacie co Ukraińcy. Nie mamy mapy uwarunkowań korupcyjnych. Wiemy, jak trudno dochodzić swoich praw przed ukraińskimi sądami. Nalegaliśmy, aby spory były rozstrzygane w międzynarodowym arbitrażu. Na każdej konferencji o odbudowie mówiliśmy o tym Pawłowi Kowalowi, który pełnił funkcję pełnomocnika rządu do spraw Ukrainy. Nie udało się nic w tej sprawie zrobić. (...)

Redakcja poleca

Prezes dużej firmy budowlanej z Polski: We wrześniu 2025 roku w Poznaniu odbywała się konferencja dotycząca odbudowy Ukrainy. Któraś z kolei. W poprzednich latach był na niej nawet raz Andrzej Duda. W 2025 roku były pustki. Nie pojawił się nawet ambasador Ukrainy. Zresztą jeśli chodzi o VIP-ów z Ukrainy, to zawsze był z tym problem. Był za to Paweł Kowal. Podczas konferencji udzielił wywiadu i wtedy szlag mnie trafił. Wspominał o inwestycjach strategicznych i polskiej liście inwestycji strategicznych na Ukrainie. Dziennikarz zapytał, jakie to będą konkretnie inwestycje. I wie pan, co odpowiedział Paweł Kowal? Że jeszcze nie wie. Że trwają prace nad ustaleniem tego. Ręce opadają. 2025 rok, który to był rok wojny? Czwarty? Dobrze liczę? W czwartym roku wojny polski rząd zastanawiał się, jakie inwestycje mogą być dla niego strategiczne na Ukrainie.

Menedżer polskiej spółki z udziałem skarbu państwa działającej na Ukrainie: To, że Kowal nie wiedział, jakie inwestycje strategiczne ma realizować państwo polskie, stanowi zaledwie ułamek problemu. Aby móc marzyć o udziale w eldorado ukraińskiej odbudowy, trzeba lobbować za konkretnymi rozwiązaniami, które pozwoliłyby Polsce na swobodne poruszanie się na rynku. Nie słyszałem o armii polskich lobbystów w Radzie Najwyższej. Tymczasem to tam rozstrzygały się losy odbudowy. Ukraińscy posłowie wprowadzali do ustaw zapisy, które eliminowały konkretne firmy z rynku. Robili to za pieniądze. My nawet nie mieliśmy rozpoznanej mapy interesów ani mapy ludzi, którzy tym się zajmowali.

Minister w rządzie Donalda Tuska: Powiedzmy szczerze: Ukraińcy nas nie chcą. W 2026 roku planowaliśmy zorganizować w Polsce poświęconą odbudowie konferencję z udziałem szefów rządów, prezesów banków i spółek. Pilnował tego Paweł Kowal. Pomysł był bardzo dobry. Wszystko wskazywało na to, że się uda. Miał błogosławieństwo Tuska. Kiedy wydawało się, że wszystko jest dograne, Ukraińcy zaczęli marudzić. My pojechaliśmy dogrywać szczegóły konferencji, a oni nagle wypalają: a może zorganizujemy tę konferencję w Austrii, może w Paryżu. Szlag mnie trafił. Zachowywali się jak prostytutki szukające bogatszego klienta. Finalnie chyba jednak się uda. Na czerwiec 2026 roku zaplanowano tę konferencję w Gdańsku. Ale szczerze? Sam Paweł Kowal nie był przekonany, że z niej coś wyniknie. Z sondaży wychodzi, że Polacy nie wierzą w odbudowę. I Kowal przestał się wokół tego kręcić. Nie widział korzyści politycznych. Nie oceniam tego. Jest politykiem. Ma prawo do takiej oceny.

Posłuchaj: