Ustawka Nawrockiego jak z "Furiozy". "Patologia, aberracja, naparzanka"
- Karol Nawrocki w przeszłości miał brać udział w kibolskich ustawkach. Sławomirowi Mentzenowi mówił o nich jak o szlachetnym sporcie;
- Piotr Caliński wyjaśniał w TOK FM, że kibolskie bójki to po prostu przejaw agresji środowisk pseudokibiców;
- Zdaniem eksperta takie stawianie sprawy jest niebezpieczne dla młodego pokolenia, które może uznać, że agresja jest okej;
- Caliński wyraził też zaniepokojenie małym dystansem między niedzielnymi marszami poparcia obu kandydatów, co może doprowadzić do starć.
Onet napisał, że Karol Nawrocki w 2009 roku, już jako pracownik Instytutu Pamięci Narodowej, brał udział w bójkach kiboli po stronie Lechii Gdańsk. W rozmowie ze Sławomirem Mentzenem kandydat 'obywatelski' stwierdził, że podczas ustawki towarzyszą emocje jak w pojedynku bokserskim na ringu, bo to też walka sportowa.
Przejaw czystej agresji
- Utożsamianie ustawek ze sportem jest aberracją - powiedział w "TOK360" insp. Piotr Caliński, były komendant Centrum Szkolenia Policji w Legionowie, obecnie z Instytutu Nauk Ekonomicznych Polskiej Akademii Nauk.
- To po prostu przejaw agresji określonych środowisk, przede wszystkim kibolskich - precyzował gość TOK FM. Kwintesencją medialną tego typu zachowań jego zdaniem są filmy z serii "Furioza". - Pokazywała, jak to mniej więcej jest mentalnie zorganizowane i jakiego pokroju ludzie się w takie rzeczy bawią - dodał.
Caliński nawiązał do bitwy, w której miał brać udział Nawrocki. Uczestniczyły w niej dwie 70-osobowe grupy pseudokibiców - Lechii Gdańsk i Lecha Poznań. - Dwie grupy kiboli starły się. Nie wiem, czy na pięści, czy też z innym wyposażeniem, ale to dla mnie nie ma znaczenia. To jest kreowanie przekonania, że agresja jest okej, cool. To jest niebezpieczne dla młodego pokolenia, bo ono, widząc kandydata na Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, dostaje komunikat, że agresja jest czymś, co będziemy lansowali w najbliższej przyszłości - ocenił były policjant.
Gość Filipa Kekusza podkreślił, że ustawki od strony prawnej są po prostu bójką i "wyczerpują znamiona strony przedmiotowej artykułu 158 Kodeksu karnego".
Kandydat marginesu
- Mamy kandydata na prezydenta, który reprezentuje siłę określonych grup marginesu społecznego. Środowisko kiboli to jest specyficzne środowisko grup przestępczych, które tak naprawdę kreuje żołnierzy do grup zorganizowanych - ciągnął Caliński. I dodał, że tak wynika z "banalnych analiz kryminologicznych".
- To są narkotyki, to jest handel różnymi rzeczami nielegalnymi, to jest przede wszystkim kreowanie siły, agresji - zaznaczył.
Caliński opowiadał, jak w praktyce wyglądają ustawki. Kibole skrzykują się przez SMS-y czy media społecznościowe. - Po to, żeby wzajemnie niby się zetrzeć i pokazać, kto jest bardziej szlachetny w walce. A tak naprawdę chodzi o rozładowanie agresji i kultywowanie tego, co ma pokazać, że jesteśmy supermenami, którzy się nie boją stanąć w walce. To jest patologia, to nie jest ring bokserski, to nie jest mata, to nie jest tatami, to jest naparzanka - podkreślił.
Jak jednak dodawał gość TOK FM, policja nie ma większego problemu, żeby rozbić nawet wieloosobową bitwę. - Kłopotem jest tylko to, że jeżeli w kilku miejscach równocześnie takie akcje występują, a zdarzają się takie okoliczności, to policja ma też określone zasoby - zaznaczył.
Clou sprawy jest posiadanie informacji o szczegółach. - To są policjanci, którzy muszą mieć przyłbice, nagolenniki, naramienniki, być może broń gładkolufową i inne tego typu urządzenia, które dają minimum gwarancji, że wyjdzie się bez szwanku. Trzeba się liczyć z tym, że grupy tego typu mają również maczety, kije bejsbolowe, nawet broń czarnoprochową albo innego rodzaju. Skala wyzwań jest ogromna - mówił Caliński.
Do rozbicia 140 walczących, jak w omawianej ustawce, potrzeba zdaniem eksperta 50-80 policjantów. Nie bez znaczenia jest dron, który rejestruje wydarzenie, bo kamerki policyjne w zamieszaniu się nie sprawdzą.
Napięcia między marszami. "Może skończyć się krwią"
W niedzielę w warszawskim Śródmieściu mają odbyć się dwa marsze - Trzaskowskiego i Nawrockiego. Gość Kekusza wyraził zaniepokojenie tym faktem. - To będzie dla policji, komendy stołecznej i dla biura bezpieczeństwa i zarządzania kryzysowego ratusza ogromne wyzwanie, żeby nie doszło do ekscesów. A musimy brać pod uwagę, że jeśli tam pójdą koledzy pana kandydata na prezydenta, to może się skończyć krwią - przewidywał.
Caliński dodał, że nie chce być profetykiem, ale dwa marsze idące w odległości kilkuset metrów od siebie "w sposób naturalny będą budowały napięcia i możliwość przenikania". - Nie spodziewam się strony pacyfistycznej, natomiast grup agresywnych typu Robert Bąkiewicz et cetera. Obym był tylko analitykiem ryzyka, który mówi o teorii, a nie o praktyce. Abyśmy w niedzielę wieczorem mogli podsumować: uff, jak to się dobrze stało, że nic się nie wydarzyło - zaznaczył.