,
Obserwuj
Gospodarka

Bilety lotnicze zdrożeją. Branża nie ma już wyjścia. Tak będą wyglądać ceny

Wojciech Kowalik
4 min. czytania
06.10.2026 07:24

Paliwo lotnicze zdrożało w tym roku już trzykrotnie, ale na razie przewoźnicy mieli jeszcze zakontraktowaną kerozynę po starych cenach. I te kontrakty będą się niedługo kończyć, więc trzeba będzie kupować paliwo po obecnych, rekordowych cenach. Eksperci branży mówią, że w związku z tym nie uda się utrzymać niższych cen biletów (w tym roku, jak na warunki rynkowe, zaskakująco niskich!) i podwyżki mogą zacząć się już wkrótce.

Co dalej z cenami biletów lotniczych
Co dalej z cenami biletów lotniczych
fot. Waldek Sosnowski / Forum

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Liniom lotniczym dłużej nie uda się trzymać niskich cen biletów;
  • Drogie paliwa zbierają żniwo: są pierwsze ofiary i wnioski o upadłość
  • I czy może już teraz kupować bilety na przyszłoroczne wakacje?

Cena paliwa lotniczego - czyli kerozyny - jak wystartowała z początkiem wojny na Bliskim Wschodzie, tak nie zniża się ani na moment, W tym roku zdrożała już trzykrotnie i doszła do poziomu blisko 200 dolarów za baryłkę. A ponieważ paliwo to nawet 40 procent kosztów linii lotniczych, to eksperci wiosną ostrzegali: tegoroczne lato będzie dla pasażerów najdroższe od lat. Później przyszło jednak coś, co wszystkich wprawiło w osłupienie. Bo bilety na wakacje nie zdrożały. A wręcz - można było znaleźć naprawdę dobre oferty. Dlaczego?

Trzy powody, dlaczego bilety nie zdrożały 

Po pierwsze - linie lotnicze miały zakontraktowane - "zahedżowane" jak mówi się lotniczym slangiem - paliwa po starych cenach. A najwięcej zakontraktowany był Ryanair - potentat europejskiego nieba - dlatego mógł sobie pozwolić na to, żeby cen biletów nie podnosić.

Po drugie, duży może więcej, a w tym przypadku - wpływać na cały rynek. Bo, jak mówi Ryanair, tak robi reszta, przynajmniej wśród przewoźników niskokosztowych, którzy po pierwszym testowaniu, o ile wyższe ceny pasażerowie zaakceptują, zrezygnowali - i postanowili nie wychodzić przed szereg.

Po trzecie - i to nasz, polski przypadek - konkurencja. Obserwatorzy rynku mówią wprost, że Ryanair próbuje grać na wykrwawienie swojego nieco mniejszego konkurenta, czyli Wizzaira. Mowa jest nawet o wojnie - od barw obu firm - żółto-landrynkowej! To wojna na kierunki, bo Irlandczycy natychmiast dublują na lotniskach kierunki, do których zaczynają latać Węgrzy, no i wojna na ceny, te podstawowe, w taryfach, bo to one w pierwszym momencie decydują, czyj bilet pasażer kupi.

Czyli dla nas, pasażerów - raj, nic tylko brać plecak i lecieć na urlop. Ale ten raj właśnie się kończy.

Redakcja poleca

Koniec lotniczego raju 

Bo kończą się rezerwy w miarę taniego paliwa. Nawet Ryanairowi: dotychczas linia miała 85 proc. zakontraktowanych potrzeb na paliwo w cenie 67 dolarów na baryłkę, tyle że te kontrakty wygasną wiosną i wtedy linia będzie musiała kupować paliwo po rynkowych - wtedy - cenach. Hedge'ować się teraz jest bardzo trudno, bo nie wiadomo, czy linia nie przestrzeli, jeśli paliwo zaczęłoby tanieć - zostałaby z zapasami drogiej kerozyny. A to wszystko zmierza do droższych biletów!

O ile, bo są już sygnały z branży - powiemy za moment, a na razie o tym, jak już teraz linie próbują sobie radzić w nadchodzącym sezonie jesienno-zimowym. Otóż tną połączenia na potęgę. Wygląda to tak: najpierw linia głośno zapowiada na jesienno-zimowy rozkład mnóstwo nowości, a później po cichutku tnie rozkłady: najczęściej na wielu trasach lata rzadziej, ale zdarza się im też dopiero co szumnie ogłaszać połączenie, a chwilę później je zlikwidować. Na razie to jest alternatywa dla podwyżek cen.

Tak linie będą upychać podwyżki 

Ale w końcu i taka perspektywa stanie - z jednej strony przed przewoźnikami, a z drugiej - przed pasażerami. To już się powoli zaczyna - mówią eksperci, a szczytu podwyżek spodziewają się na początku przyszłego roku. O ile? Z branży padają szacunki rzędu 15-20 procent - w samych biletach. Ale do tego linie niskokosztowe mają cały arsenał miejsc, w których mogą te podwyżki poupychać: podwyżka bagażu, pierwszeństwa wejścia na pokład, wyboru miejsc: dla Wizzaira te usługi dodatkowe to jest nawet do 50 proc. wszystkich przychodów, dla Ryanaira - około 40 proc.. Jest gdzie i co podnosić!

Linie lotnicze kombinują, jak koń pod górkę, ale drogie paliwa zbierają już żniwo: dwaj europejscy przewoźnicy z tego powodu właśnie złożyli wnioski o upadłość. Po pierwsze: to łotewski AirBaltic, linię którą znamy także z polskich lotnisk. Jest zadłużona po uszy na prawie 700 milionów dolarów, składa więc wniosek o ochronę przed wierzycielami i będzie próbowała wyjść na prostą. Nie uziemia samolotów, ale kasuje połączenia na potęgę - w tym z Warszawy, a przed nim długa i trudna próba wyjścia na prostą. A po drugie: niemal w tym samym momencie drogie paliwo pogrążyło też hiszpańską linię Volotea - ma ponad 350 milionów euro długów, stoi nad finansową przepaścią i ma czas do grudnia, żeby się dogadać z wierzycielami.

A hiszpańskie organizacja konsumenckie ostrzegają potencjalnych pasażerów: do czasu aż sytuacja się wyklaruje, lepiej ostrożnie z kupowaniem biletów u tego przewoźnika. Jeśli sytuacja z paliwem lotniczym się nie ustabilizuje, w końcu dopadną pasażerów wieszczone od dawna podwyżki. A prezes Ryanaira mówi wręcz: bilety na przyszłoroczne wakacje kupujcie już teraz. Choć prognozy kontrowersyjnego szefa tej linii lotniczej nie zawsze się sprawdzają.

Źródło: TOK FM