Złudna cisza na rynku gazu: Czy Europę czeka gwałtowne przebudzenie? [materiał promocyjny]
Europejski rynek energii obserwuje w ostatnich dniach intrygujące zjawisko. Notowania gazu ziemnego spadają do poziomów niewidzianych od blisko dwóch lat, mimo że fundamenty podażowe sugerują, iż sytuacja jest znacznie bardziej napięta, niż wskazują na to wykresy. Czy obecny optymizm inwestorów jest uzasadniony, czy też mamy do czynienia z „ciszą przed burzą”? Analizują to eksperci OANDA TMS Brokers - Łukasz Zembik i Krzysztof Kamiński.
Paradoks cenowy a stan magazynów
Kontrakt miesięczny na holenderskim hubie TTF (będącym wyznacznikiem cen dla Europy) osunął się w okolice 27 EUR za MWh. Jest to najniższy poziom od dwudziestu miesięcy. Teoretycznie powinno to świadczyć o pełnym bezpieczeństwie energetycznym kontynentu. Jednak dane dotyczące zapasów malują zupełnie inny obraz.
Poziom wypełnienia magazynów gazu w Unii Europejskiej wynosi obecnie 74%, co jest wartością wyraźnie niższą niż w analogicznym okresie ubiegłego roku oraz poniżej wieloletnich norm sezonowych. Sytuacja wygląda jeszcze poważniej u naszego zachodniego sąsiada. W Niemczech zapełnienie magazynów spadło do zaledwie 65,6%. Jak na początek kalendarzowej zimy, jest to poziom relatywnie niski i budzący uzasadniony niepokój ekspertów.
Skąd bierze się rynkowy optymizm?
Mimo słabnących zapasów, rynek zachowuje się z dużą dozą samozadowolenia. Analitycy wskazują na dwa główne filary tej „świątecznej beztroski”:
- Prognozy pogody: Zapowiedzi wyraźnie wyższych temperatur w nadchodzącym tygodniu, co czasowo ograniczy popyt na ogrzewanie.
- Podaż LNG: Utrzymujący się solidny napływ skroplonego gazu ziemnego do europejskich terminali.
Krótkowzroczna narracja i realne zagrożenia
Eksperci ostrzegają jednak, że obecna wycena może być efektem myślenia życzeniowego. Zima dopiero się rozpoczęła, a historia pokazuje, że przed Europą prawdopodobnie jeszcze kilka fal silnych mrozów.
Według szacunków Bloomberg New Energy Finance (BNEF), scenariusze dla europejskich magazynów nie są optymistyczne:
- Scenariusz bazowy: Przy średnim tempie opróżniania magazynów (bazując na danych z ostatnich 10 lat), zapasy mogą skurczyć się do ok. 30% pod koniec sezonu grzewczego.
- Scenariusz negatywny: Wystarczy pojedynczy, silniejszy epizod chłodów pod koniec grudnia, aby poziom zapasów na koniec marca spadł do ok. 28%.
Taki poziom zapasów na koniec zimy oznaczałby drastyczne ograniczenie marginesu bezpieczeństwa przed kolejnym sezonem napełniania magazynów.
Amerykański czynnik ryzyka: Malejąca atrakcyjność eksportu
Nowym, kluczowym elementem układanki jest sytuacja w Stanach Zjednoczonych. Ceny gazu na rynku amerykańskim (Henry Hub) wzrosły do trzyletniego maksimum, osiągając w przeliczeniu ok. 14,8 EUR za MWh.
Ma to bezpośrednie przełożenie na rynek europejski poprzez mechanizm arbitrażu:
- Różnica cenowa (spread) między europejskim TTF a amerykańskim Henry Hub jest najmniejsza od trzech lat.
- Po uwzględnieniu kosztów logistyki i skraplania, zysk z eksportu LNG do Europy staje się marginalny.
- Jeśli ceny w Europie pozostaną niskie, a w USA wysokie, przekierowanie ładunków LNG do Europy przestanie być opłacalne właśnie wtedy, gdy Stary Kontynent będzie ich najbardziej potrzebował.
Podsumowanie
Obecna sytuacja na rynku gazu przypomina stąpanie po cienkim lodzie. Połączenie niskich stanów magazynowych (szczególnie w Niemczech), wysokiej zmienności pogody oraz wąskiej różnicy cenowej z USA tworzy strukturalne ryzyko gwałtownego wzrostu cen.
Rynek wydaje się ignorować fakt, że obecne wyceny nie odzwierciedlają realnej sytuacji podażowo-popytowej. Wystarczy jedna fala mrozów lub przekierowanie statków z LNG na inne rynki, by „świąteczny spokój” zamienił się w nerwowe poszukiwanie surowca przy znacznie wyższych stawkach.