Wpadka za wpadką podczas ćwiczeń kryzysowych. "Wymyślono, że terroryści zażądali pizzy"
Zgodnie ze scenariuszem ćwiczeń kryzysowych "Sokrates-24" polskie służby pokonały Rosjan i ocaliły stolicę. Marcin Wyrwał w "Półce z książkami" w tokfm.pl opowiedział o tym, czego nie można było usłyszeć od polityków i przeczytać w mediach. - Trochę tych absurdów było - komentował w podcaście tokfm.pl dziennikarz i autor książki "Wojna w Polsce. O ślepocie, błędach i zaniedbaniach polityków przed wojną z Rosją".
Z tego artykułu dowiesz się:
- o czym jest książka Marcina Wyrwała "Wojna w Polsce";
- czy - zdaniem autora - Amerykanie obronią Polskę przed Rosjanami;
- co rozmówcy Marcina Wyrwała mówią o współpracy polsko-ukraińskiej;
- jak wyglądały kulisy ćwiczeń kryzysowych w Warszawie w 2024 r.
NATO obroni Polskę przed Rosją? "To my jesteśmy NATO"
W 2030 r. Polska ma mieć największą i najsilniejszą armię w Europie. W 2026 r. nasz budżet na obronność wyniósł rekordowe 200 mln zł. Czy to oznacza, że możemy spać spokojnie? Odpowiedzi na to pytanie szukał Marcin Wyrwał w rozmowach z 14 specjalistami od wojskowości, medycyny pola walki, bezpieczeństwa i obrony cywilnej. Efektem jest książka pt. "Wojna w Polsce. O ślepocie, błędach i zaniedbaniach polityków przed wojną z Rosją", która ukazała się 23 września 2026 roku nakładem wydawnictwa Czerwone i Czarne.
Autor, który gościł w podcaście tokfm.pl "Półka z książkami" ocenił, że od czasu zakończenia II wojny światowej żyliśmy w "dywidendzie pokoju". - Myślimy, że Amerykanie nas obronią, NATO nas obroni, nie rozumiejąc, że to my jesteśmy NATO. (...) Skąd my mamy wiedzieć, że Amerykanie z nieobliczalnym prezydentem Trumpem przyłączą się do wojny? Tego, że amerykańscy żołnierze nie będą bić się bezpośrednio z Rosjanami, jestem stuprocentowo pewny. Mam nadzieję, że dadzą nam przynajmniej wywiad, satelity, logistykę, sprzęt i amunicję, bo tego na taką wojnę nie mamy pod dostatkiem - mówił Marcin Wyrwał w rozmowie z Anną Sobańdą.
Fragment książki "Wojna w Polsce. O ślepocie, błędach i zaniedbaniach polityków przed wojną z Rosją" Marcina Wyrwała możesz przeczytasz tutaj.
Polskie drony na ukraińskich poligonach. "Bardzo źle sobie radzą"
"Kiedy do Ukrainy przyjeżdża ekipa wojskowych z Polski, to są tylko w Kijowie w jakimś dowództwie. Kawa, wódeczka. To wszystko" - opisywał anonimowo jeden z generałów w wydanej w lutym br. książce Edyty Żemły "Wojsko z tektury". Także rozmówcy Marcina Wyrwała potwierdzają, że nie czerpiemy z ukraińskiego know-how tyle, ile powinniśmy. Jednak - jak podkreślił - "Ukraińcy w tym wszystkim nie są bez winy". - Wiedzą, że mają w ręku coś unikalnego. My mówimy: "Przecież daliśmy wam tyle czołgów, tyle wszystkiego". Ale z drugiej strony mamy do czynienia z krajem, który walczy o własne przetrwanie, w związku z czym oni będą handlować do upadłego tym, co mają. Możemy być wobec nich twardzi, ale nie możemy mieć do nich pretensji. A zatem ta wymiana technologii jest bardzo trudna - ocenił dziennikarz.
Polska armia i polskie firmy zbrojeniowe - jak wynika z relacji przedstawionych w książce "Wojna w Polsce"- unikają też testowania swojego sprzętu na ukraińskich poligonach. - Dlaczego się tego boją? Jak twierdzą, pewnie częściowo nie bez racji, jak tylko taki sprzęt trafi w ręce Ukraińców, to oni od razu wszystkie te technologie ukradną. Ale z drugiej strony jesteśmy tak daleko za nimi, że tam naprawdę nie ma za bardzo czego kraść. Tomasz Darmoliński (ekspert w dziedzinie technologii obronnych - red.) mówi, że polskich firm jest tam jak na lekarstwo. A jak już przyjeżdżają, to ich drony bardzo źle sobie radzą - dodał Marcin Wyrwał.
Quiz: 10 pytań o najważniejsze wydarzenia tygodnia. Znasz odpowiedzi? [QUIZ TOK FM]
Ukończ quiz i odbierz nagrodę do -40% na TOK FM Premium!
Zniżka zależy od uzyskanego wyniku.
Promocje nie łączą się.
"Tam się zrobi bardzo nerwowo". Co się działo na ćwiczeniach "Sokrates-24"?
Dużo miejsca w rozmowie poświęcono bezpieczeństwu obywateli w obliczu zagrożenia, a konkretnie aplikacji "Gdzie schron". Tyle tylko, że - jak zauważył gość "Półki z książkami" - schronów tam jest niewiele. Mamy za to tzw. miejsca doraźnego schronienia, czyli np. piwnice. A i tam niekoniecznie będziemy bezpieczni. - Ta piwnica musi mieć strop żelbetowy, żeby budynek, który się zawali, nie nas pogrzebał. (...) Wszedłem do aplikacji i zobaczyłem, jakie są miejsca schronienia w mojej bezpośredniej okolicy. Jedno miejsce mnie bardzo zaskoczyło, bo to był odkryty parking. Więc zupełnie tego nie rozumiem - dziwił się gość tokfm.pl.
Książka "Wojna w Polsce" odsłania także kulisy szeroko zakrojonych ćwiczeń kryzysowych pod kryptonimem "Sokrates-24", które odbyły się w czerwcu 2024 roku w Warszawie. Według scenariusza mieliśmy bronić stolicy przed rosyjskimi terrorystami próbującymi założyć ładunki wybuchowe na terenie Filtrów przy ulicy Koszykowej.
- Ostatnio bardzo popularne w użyciu są tzw. jammery - sprzęt, który zakłóca całą komunikację wokół nas. Jeżeli dron na nas leci, to po włączeniu jammera, gubi się i spada gdzieś indziej. Ktoś wpadł na znakomity pomysł, żeby jammer zastosować w stosunku do terrorystów, ponieważ ładunki wybuchowe miały być odpalane z telefonów. Wszyscy przyklasnęli. Ale człowiek, który obsługiwał jammer bardzo przytomnie powiedział: "Chyba nie wzięliście pod uwagę paru rzeczy. Tu obok jest ambasada Izraela. Tam się zrobi bardzo nerwowo. Mam nadzieję, że nikt nie wyskoczy z ostrą bronią, bo to Izrael. Obok mamy szpital. Karetka nie wjedzie i nie wyjedzie, bo nie otworzy się szlaban. Kierowca karetki nie połączy się z operatorem, żeby dowiedzieć się, że musi jechać do człowieka po zawale. Obok jest trasa, którą samoloty lądują na Okęciu. Pilot nie połączy się z wieżą kontroli lotów. Na sam koniec mamy też centrum bankowe, więc możecie narobić strat na parę miliardów" - opisywał Marcin Wyrwał w "Półce z książkami".
To nie jedyna wpadka, do której doszło w trakcie ćwiczeń. - Było sporo problemów, gdzie trzeba było odwlekać coś w czasie. Dochodziło np. do sytuacji, gdzie któraś ze służb nie mogła dojechać, więc wymyślono sobie, że terroryści zażądali pizzy i trzeba im tę pizzę dowieźć. Trochę tych absurdów było. Zaczęła się zbliżać godzina 15., a panowie urzędnicy zaczęli nerwowo patrzeć na zegarki, bo o godz. 15. trzeba iść do domu, prawda? Na samym końcu wszyscy ogłosili wielki sukces - podsumował dziennikarz.
Jak podkreślał na koniec autor "Wojny w Polsce", jego książka nie ma na celu straszyć. - Głęboko wierzę w to, bo bardzo uważnie dobierałem moich rozmówców, że ta książka daje wiedzę, która z jednej strony pomoże nam dopytywać nasze władze i egzekwować pewne rzeczy, a z drugiej - pomoże przygotować samych siebie - zaznaczył Marcin Wyrwał w podcaście tokfm.pl.
Źródło: tokfm.pl