"Masowo brali sobie dziewczyny z ulicy i to nie był żaden problem". Nie rozumieli, że "karmią potwora"
Poniższy fragment pochodzi z książki "Włochy prawdziwe. Podróż śladami mafii, migracji i kryzysów" autorstwa Mateusza Mazziniego, która ukaże się 9 kwietnia 2025 nakładem Wydawnictwa Szczeliny.
(...) Wciąż jednak nie wiem, co poprowadziło Nigeryjczyków właśnie do Włoch.
- Chcesz wiedzieć, kto jest temu wszystkiemu winien? - pyta Sergio.
- Tak, ale ty to wiesz na pewno?
- Wiem, bo to nie jest ani głupie, ani trudne pytanie.
- No to kto? Berlusconi? Cosa nostra? Jakieś gangi, o których nawet nie wiem, że istnieją?
- Nie stary, to jest znacznie prostsze - mówi, z typowym schematem: buch-oprawki-nerwowy ruch ręką - winien wszystkiemu jest włoski mężczyzna.
Jakub żyje w 'najbardziej zapalnym miejscu' Polski. Mówi, kiedy zaczął się bać
I kontynuuje:
- Zaczęło się od prostytucji. Jeszcze przed denominacją, zanim weszło euro. Wiesz, ile kosztowała wtedy afrykańska dziewczyna na ulicy? 20 tysięcy lirów. To jest jakieś dziesięć-piętnaście euro na dzisiejsze. Kawa chodziła po 1400 lirów, za piętnaście filiżanek kawy w barze miałeś noc z Nigeryjką. W czasie operacji Restore Freedom włoska policja odkryła konta założone w Western Union przez zgarniętych wtedy nigeryjskich bossów. Wiesz, ile kasy wysłali z powrotem do Nigerii w dwa lata?
- No ile?
- Miliard lirów. Miliard, k***a, lirów. Podziel to sobie. To jest 50 tysięcy nocy. 50 tysięcy stosunków, 50 tysięcy momentów, w których włoski facet podchodził do nigeryjskiej dziewczyny na ulicy i zabierał ją do auta albo szedł z nią do jednej z tych rozwalających się kamienic, gdzie mafia je najczęściej lokuje. 50 tysięcy w dwa lata. 25 tysięcy rocznie. Dwadzieścia trzy lata temu.
- Nikt nie próbował interweniować? Zmienić tego?
- Tu się kłania percepcja, przyjacielu. Prostytucja i narkotyki zawsze były we Włoszech postrzegane jako przestępstwa nieszkodliwe społecznie. Trąbiliśmy o mafii, zajmowaliśmy się strzelaninami, terroryzmem politycznym, Bóg wie, czym jeszcze. Dla wielu przestępstwem był zwykły małżeński rozwód. Ale już to, że faceci masowo brali sobie dziewczyny z ulicy, żaden problem. Że pół Mediolanu wciągało koks w latach osiemdziesiątych - żaden problem. Nawet była na to moda przecież. W ogóle nie rozumieliśmy, że karmimy potwora. Ten miliard lirów znikąd się przecież nie wziął.
Utuczeni na pieniądzach z prostytucji nigeryjscy przywódcy mafijni inwestują w narkotyki. Zaczynają przerzucać, potem dilować. Tu wchodzą w spór z cosa nostrą czy camorrą - dalszy ciąg jest znany. Konfrontacje, oferty finansowe, wreszcie układ. Nigeryjczycy nie są jednak jedynymi podwykonawcami włoskich mafii. Logistykę, przynajmniej na terenie Europy, kontrolują na przykład Albańczycy. Czarny Topór, Vikings czy inne grupy doskonale jednak znają swoje miejsce w szeregu. Na terenie Włoch nie zabijają, nie prowadzą rozliczeń. Nie próbują poszerzyć przydzielonego im terytorium. Nie atakują tych, których atakować im nie wolno. Uczą się, jak pracować w cieniu - i to od najlepszych.
Przez wszystkie wypowiedzi, monologi, maile, które wymieniam z Sergiem, przebija jednak ciągle ta sama myśl - że my Włosi, my Europejczycy ciągle za mało o nigeryjskich mafiach wiemy. I nie chodzi o ich sposób działania na Półwyspie Apenińskim, tylko tam, skąd się wywodzą. Krótko mówiąc, nadal mamy niewystarczającą wiedzę o Nigerii jako państwie i społeczeństwie. A to przecież największa gospodarka Afryki i jednocześnie najbardziej ludny kraj. Jeszcze w 1982 roku mieszkało tam mniej niż 80 milionów ludzi, dziś ta liczba przekracza prawdopodobnie 224 miliony, mamy więc do czynienia z trzykrotnym wzrostem populacji w zaledwie cztery dekady. Według symulacji demograficznych ONZ do 2050 roku, czyli w ciągu zaledwie dwudziestu pięciu lat, dojdzie do kolejnego gigantycznego wzrostu do poziomu 377 milionów mieszkańców, czyli sporo więcej niż mają w tej chwili chociażby Stany Zjednoczone. Trzeba przy tym sobie uzmysłowić, że to nie są rozmowy ani o odległej czasowo przyszłości, ani odległej geograficznie rzeczywistości - z Abudży do Rzymu leci się zaledwie pięć godzin, mniej więcej tyle, ile z Warszawy do Lizbony. Europie pod bokiem rośnie nowa populacyjna i geopolityczna potęga na skalę globalną, a my wciąż mamy na jej temat niemal zerową, często opartą na uprzedzeniach i zabobonach wiedzę.
Kościół zabrał jej syna. Tak w Watykanie 'rezerwowano' dzieci dla rodzin z USA
Dlatego pisanie o nigeryjskich mafiach we Włoszech to literalnie pisanie reportaży o przyszłości. Choćby nie wiem, jak mocno władze w Rzymie starały się to zjawisko zwalczać - a w tej chwili akurat niespecjalnie się tym zajmują - nie będą w stanie tego zrobić same. Tak samo jak żadne europejskie państwo nie będzie w stanie w pojedynkę rozwiązać problemów związanych z migracją. Potrzeba nie tylko koordynacji na szczeblu unijnym, ale też współpracy z rządami krajów, z których ta przestępczość się wywodzi. O ile w przypadku miejsc takich jak Libia, gdzie istnieją dwie równoległe administracje, a kraj jest podzielony na pół, ze znacznym udziałem różnych bojówek i grup terrorystycznych w sprawowaniu władzy, jest to z grubsza niemożliwe, o tyle już w Nigerii, przynajmniej teoretycznie, jest z kim rozmawiać. Odbywają się tam wybory, władza podlega międzynarodowej i obywatelskiej kontroli, uczestniczy w gremiach multilateralnych. Żeby to się jednak udało, potrzeba przede wszystkim woli politycznej i chęci, by słuchać się wzajemnie. Bo wbrew obiegowej opinii to nie Afryka jest winna całemu złu.
Gruzińskie gangi jak Pruszków i Wołomin? 'Do lat '90 jeszcze nam daleko'
Jeszcze w czasach rządów Silvia Berlusconiego, na początku poprzedniej dekady, nigeryjski ambasador w Rzymie pisał do kancelarii włoskiego premiera listy ostrzegające przed rozrostem nigeryjskich mafii i planowaną przez nie ekspansją na terytorium Włoch. Już tu wtedy byli, wszystkie strony wiedziały to od ponad dziesięciu lat, niemniej Berlusconi - sam mocno skoligacony ze światem kryminalnym - nic z tym nie zrobił. Wtedy dominował paradygmat zamiatania problemów z przestępczością pod dywan, żeby nie szkodzić międzynarodowemu wizerunkowi Italii. Poza tym grzebanie w nigeryjskich mafiach oznaczałoby naruszenie pozycji i interesów wielkich włoskich klanów, a to nie wchodziło za bardzo w grę. O problemie więc zapomniano, aż przypomniał o sobie sam ze znacznie większą siłą. (...)
Posłuchaj: