Nawet 350 miliardów złotych na inwestycje. Ile z tych pieniędzy zostanie w Polsce?
Do 2035 roku Grupa ORLEN planuje przeznaczyć na nakłady rozwojowe od 350 do 380 mld zł. Jaka część z planowanych inwestycji może trafić do polskich firm i czy krajowi dostawcy zdobędą dzięki temu kompetencje, które pozwolą im konkurować także za granicą? Podczas debaty o local content na Igrzyskach Wolności uczestnicy wskazywali, że samo zdobycie zamówienia przez polską firmę nie wystarczy. Liczy się również to, jaka część wartości powstanie w kraju i jakie umiejętności pozostaną tu po zakończeniu inwestycji.
Skala planowanych przedsięwzięć to szansa dla krajowych wykonawców. Dla Diany Batko, Wiceprezes Zarządu ds. Logistyki i Zakupów ORLEN, to właśnie na rodzimym rynku przedsiębiorstwa mogą najlepiej przygotować się do międzynarodowej rywalizacji. - Firma wygrywająca krajowe kontrakty buduje swoją przewagę konkurencyjną, zdobywa umiejętności, kompetencje, technologie i przede wszystkim też referencje - tłumaczyła podczas debaty. To doświadczenie, poparte spełnieniem rygorystycznych wymogów jakości i terminowości, może stać się dla polskich biznesów przepustką do startu w zagranicznych przetargach.
Polska firma na fakturze to jeszcze nie sukces
Local content oznacza udział krajowych firm w inwestycjach, ale nie powinien być mierzony wyłącznie liczbą zamówień trafiających do podmiotów zarejestrowanych w Polsce. Paweł Wojciechowski, główny ekonomista Business Centre Club, zwracał uwagę, że sama obecność polskiej firmy w łańcuchu dostaw nie przesądza o tym, gdzie powstaje wartość dodana. Pośrednik może przecież sprowadzać gotowe produkty z zagranicy, a jego udział w projekcie nie musi oznaczać rozwoju krajowego know-how.
Ważne jest więc, co firma rzeczywiście robi: czy projektuje, produkuje, rozwija technologię, zatrudnia specjalistów i buduje doświadczenie, które będzie mogła wykorzystać w przyszłości. Celem nie powinno być tylko zdobycie pojedynczego kontraktu. Chodzi o to, by przedsiębiorstwa przesuwały się wyżej w łańcuchu wartości: od prostych dostaw do bardziej zaawansowanych usług, produkcji i rozwiązań technologicznych.
Ekspert BCC przestrzegał zarazem przed ogłaszaniem końca wolnego handlu i stawianiem fałszywego wyboru między wspieraniem krajowych firm a otwartością na świat. -Ani globalizacja się nie kończy, ani to, co nazywamy local content, nie jest takim czystym protekcjonizmem - przekonywał Wojciechowski. Sens takiego podejścia polega na tym, by inwestycje pomagały rozwijać umiejętności i technologie, a nie tylko zwiększały udział krajowych pośredników.
Taki rozwój ma znaczenie również dla inwestora. Krajowi dostawcy mogą nie tylko uczestniczyć w budowie instalacji, lecz także odpowiadać za ich późniejszy serwis i utrzymanie. To ważne w branżach strategicznych, w których dostępność usług i części może mieć znaczenie dla bezpieczeństwa.
Baltic Power: czego Polska uczy się na morskiej energetyce wiatrowej
Przykładem jest morska energetyka wiatrowa. Przy pierwszym projekcie ORLENU, Baltic Power, udział krajowy wynosi 21 proc. w całym cyklu życia inwestycji. Polski rynek dopiero rozwija potencjał w tej branży. - Nie produkujemy w Polsce turbin, nie mamy statków instalacyjnych, nie mamy tego typu technologii - diagnozowała sytuację Diana Batko, uzasadniając konieczność sięgania po globalne łańcuchy dostaw.
Nie oznacza to jednak, że krajowe firmy nie uczestniczą w projekcie. Wykonują między innymi konstrukcje stalowe, dostarczają kable i realizują usługi towarzyszące. Kolejna inwestycja, Baltic East, ma już zakładać 45-procentowy udział krajowy.
Większy udział polskich firm można budować już na etapie przygotowań do inwestycji. Krajowe podmioty wykonują m.in. badania środowiskowe, geotechniczne i badania dna morskiego. To proces, którego nie da się przyspieszyć samą decyzją administracyjną. Kwalifikacje i doświadczenie potrzebne do realizacji złożonych projektów powstają dzięki kolejnym inwestycjom, współpracy z zagranicznymi partnerami i stopniowemu poszerzaniu zakresu prac wykonywanych w kraju.
Ogromnym bodźcem dla branży jest także rozwój infrastruktury. Doskonale ilustruje to przypadek portu w Świnoujściu, który może służyć również zagranicznym inwestycjom, oraz fakt, że globalna firma Vestas rozpoczęła w Polsce produkcję części do turbin. To pokazuje, jak pierwsze przedsięwzięcia tworzą warunki do rozkwitu kolejnych.
Państwo może pomóc, ale nie zastąpi konkurencyjności
Uczestnicy debaty nie sprowadzali local content do prostego nakazu, by zamówienia trafiały wyłącznie do polskich firm. Adam Pustelnik, pierwszy wiceprezydent Łodzi, mówił o roli samorządów i publicznych inwestycji w tworzeniu warunków do rozwoju przedsiębiorstw. Samorząd może łączyć lokalnych podwykonawców z dużymi inwestorami i pomagać im poznawać wymagania stawiane przy realizacji dużych projektów.
To podejście różni się od protekcjonizmu. Chodzi nie o zamykanie rynku, lecz o to, by lokalne przedsiębiorstwa miały realną szansę przygotować się do udziału w inwestycjach. W zamówieniach publicznych można stosować odpowiednio uzasadnione kryteria jakościowe, o ile są zgodne z obowiązującymi przepisami.
Sama cena nie powinna być zresztą jedynym kryterium wyboru ofert. - Ważna jest jakość, ważna jest terminowość. Cena jest jednym z elementów oceny, ale nie najważniejszą i nie jedyną - argumentowała wiceprezeska ORLENU.
Publiczne zamówienia mogą pomóc firmom zdobyć pierwsze referencje i rozwinąć działalność, ale nie zapewnią im trwałej przewagi, jeśli nie będą w stanie konkurować jakością, ceną i terminowością. W dłuższej perspektywie celem jest rozwój kompetencji firm, a nie uzależnianie ich od preferencyjnego traktowania.
Wielkie inwestycje potrzebują stabilnych reguł
Znaczenie rzetelnego przygotowania dostrzega również Magdalena Niewęgłowska z Portu Polska, mówiąc o planowanych inwestycjach kolejowych. Rozwijanie krajowych kompetencji wymaga czasu, współpracy z partnerami oraz korzystania z wiedzy, której na początku może brakować na polskim rynku. Know-how zdobyte podczas przygotowania inwestycji zostaje jednak w kraju i służy przy kolejnych przedsięwzięciach.
Port Polska współpracuje z polskimi uczelniami, dzieląc się wiedzą, materiałami i modelami analitycznymi. Wypracowane zasoby mogą być nie tylko wykorzystywane lokalnie, ale w przyszłości stać się również towarem eksportowym. Efektem inwestycji będzie więc nie tylko nowa infrastruktura, lecz także wytyczne techniczne i doświadczenie inżynierów.
Rozwój krajowego zaplecza wykonawczego wymaga jednak przewidywalnych warunków prowadzenia inwestycji. Firmy muszą wiedzieć, jakie projekty będą realizowane, jakie standardy będą obowiązywać i kiedy będą potrzebne ich usługi. Niezbędny jest też czas na certyfikację i przygotowanie pracowników. Odwołując się do wieloletnich opóźnień związanych z budową lotniska Berlin Brandenburg, ekspertka spółki podkreśliła, że ten przykład powinien być dla Polski cenną lekcją planowania i bezpieczeństwa, a nie powodem do rezygnacji z ambitnych projektów.
Konkurencyjność zamiast protekcjonizmu
Dla ORLENU plan inwestycji o wartości 350–380 mld zł oznacza ogromną szansę na rozwój sieci krajowych dostawców. Baltic Power pokazuje, że udział polskich firm można stale zwiększać wraz ze zdobywanym doświadczeniem i przygotowaniem do kolejnych przedsięwzięć. Ostatecznie liczyć się będzie jednak nie tylko to, kto otrzyma zamówienie, lecz także to, jakie technologie i umiejętności pozostaną w Polsce po zakończeniu budowy.
Ignacy Morawski, moderator debaty, podsumował to trafnym wnioskiem: „Postawmy na konkurencyjność, nie na protekcjonizm”. W ten sposób gigantyczne inwestycje przestaną być jedynie polem starcia o zlecenia, a staną się trampoliną dla polskiego przemysłu.