"Nowa ulubiona gospodarcza zabawka" Chin. "Zapotrzebowanie tylko rośnie"
Eksport i nowe technologie - tym stoi teraz chińska gospodarka. Oficjalne dane dotyczące wzrostu pokazują, że znów wraca on na tory, jakie wyznaczyły mu władze w Pekinie. Z nowoczesnych technologii chcą zrobić nową wizytówkę kraju, coraz śmielej wchodząc na najprężniejszy teraz rynek mikroprocesorów, także tych napędzających sztuczną inteligencję. Nieco w cieniu danych, którymi chwali się chiński rząd, są wewnętrzne problemy kraju.
Chińska gospodarka znowu zaczęła się trochę rozkręcać. W tym odcinku powiemy:
- jak nowe ulubione gospodarcze zabawki rządu w Pekinie podbiły wzrost gospodarczy;
- jakie ciemniejsze oblicze ma druga gospodarka świata;
- i jak już wkrótce zmieni się globalna gospodarcza układanka.
Na te liczby czekał cały ekonomiczny świat: druga globalna gospodarka latem rozwijała się w tempie 4,5 procent w skali roku. To zauważalne odbicie w porównaniu z sytuacją z wiosny tego roku, kiedy wzrost był najwolniejszy od trzech lat. Teraz Chiny znów wrzuciły wyższy bieg i dzięki temu mają szansę na osiągnięcie na liczniku wzrostu okolic niezłej prawie piątki za cały rok.
Chiny stawiają na czipy i sztuczną inteligencję. "Nowa wizytówka kraju"
Chiny eksportem stoją, gwałtownie przyspieszającym eksportem, bo rosnącym o jedną trzecią w skali roku. A w tym eksporcie prym wiodą technologie, bo to jest ta nowa ulubiona gospodarcza zabawka rządu w Pekinie. Boom na sztuczną inteligencję napędza popyt na mikroprocesory, a Chiny wyrastają tu na jednego z globalnych liderów. Tylko we wrześniu wysyłały w świat mikroprocesory o wartości dwukrotnie wyższej niż rok temu. Nową chińską gwiazdą jest tu firma ChangXin Memory Technologies, która po swoim rekordowym debiucie giełdowym w lipcu w moment wyrosła na największą firmę w Chinach. Skąd taki wzrost?
Bo na świecie kolejka po mikroprocesory do napędzania sztucznej inteligencji tylko się wydłuża, a w Chinach zapotrzebowanie tylko rośnie, napędzane hojnymi państwowymi dotacjami na rozwój AI. W tej sytuacji rodzima firma produkująca czipy spadła tamtejszym gigantom technologicznym jak z nieba: produkty CXMT kupują Alibaba, Xiaomi, Lenovo oraz właściciel TikToka. Na półprzewodnikowej scenie błyszczy też druga chińska gwiazda, czyli Huawei, którego mikroprocesory bez trudu trenują złożone modele językowe AI, są montowane w autonomicznych samochodach i sterują humanoidalnymi robotami, którymi szczyci się chińska technologia.
Do tego Chiny rzucają rękawicę europejskiemu potentatowi sztucznej inteligencji, czyli holenderskiemu ASML, który produkuje skomplikowane i bardzo zaawansowane maszyny, bez których nie powstaną najmniejsze półprzewodniki, te bez których nie zadziała nasz smartfon, komputer, w szpitalach sprzęt medyczny, a w armii - nowoczesne systemy obronne. Po te maszyny stoi globalna kolejka tak długa, że zamówienia sięgają 2030 roku! Ale Chiny w tej kolejce stać nie zamierzają, dlatego opracowują własne tego typu maszyny. Do tego wszystkiego dokładają się chińskie władze, które z nowoczesnych technologii zamierzają stworzyć nową wizytówkę kraju.
Bo ulubioną zabawką nie są już samochody. Rząd w Pekinie w sektor motoryzacyjny pompował gigantyczne pieniądze, ten przemysł rozrósł się do takich rozmiarów, że chiński rynek nasycił w pełni i teraz zalewa swoją produkcją resztę świata. Chodzi nie tylko o samochody elektryczne, ale też o hybrydowe, którymi Chiny chcą zalać europejski rynek autami hybrydowymi. Bo u siebie nie mają ich gdzie upchnąć - sprzedaż nowych aut skurczyła się w Chinach o jedną czwartą, w związku z tym eksport wzrósł o 70 procent. Liczba marek samochodowych pączkowała w takiej ilości, że na rynku trwa hiperkonkurencja, marże firm są ścinane do absolutnego minimum, więc trzeba szukać nabywców za granicą. Ale to nie tylko domena przemysłu motoryzacyjnego: Chiny produkują tyle i w takim tempie, że u siebie nie mają już gdzie swojej produkcji sprzedawać.
Chińczycy nie chcą wydawać pieniędzy. Dlaczego?
Jednocześnie Chiny mają swoje, wewnętrzne problemy i to jest ta ciemniejsza strona tamtejszej gospodarki. Mimo tej wspomnianej hiperkonkurencji Chińczycy nie chcą kupować - sprzedaż detaliczna rośnie w szczątkowym tempie, choć Chińczycy mają pieniądze - stopa ich oszczędności jest wysoka, mają pracę - bezrobocie jest pięcioprocentowe, czyli stosunkowo niewielkie, choć rośnie wśród młodych ludzi, ale wydawać na zakupach Chińczycy nie chcą. Dlaczego?
Tu kłania się pełzający kryzys na rynku nieruchomości. Chińczycy już nie kupują tylu mieszkań, te które kupili - wzięli na kredyt. Z powodu kryzysu wartość nieruchomości się obniżyła, więc gospodarstwa domowe czują się uboższe. I dlatego wolą nadpłacać kredyty i oszczędzać na gorsze czasy, niż wydawać na bieżącą konsumpcję. Rosną też koszty edukacji i opieki zdrowotnej, więc Chińczycy ani myślą wydawać na większe zakupy - ich priorytetem jest poduszka finansowa na czarną godzinę.
Mimo to Chiny wciąż są światowej czołówce potęg gospodarczych i w przyszłym roku dołączą do nich w tej czołówce Indie. Bo szykuje się wielka zmiana: Indie wyprzedzą Japonię i Wielką Brytanię i staną się czwartą co do wielkości gospodarką świata, wartą ponad 4 biliony dolarów. Takie są szacunki Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Pierwszą trójka nie zmieni się - będą ją tworzyć Stany Zjednoczone, Chiny i Niemcy. Chiny i Indie w globalnej czołówce, to nowe zasady gry - mówią eksperci, bo obie te azjatyckie potęgi będą chciały w coraz większym stopniu kształtować światową gospodarkę.
Źródło: TOK FM