,
Obserwuj
Polityka

"Osobliwy" incydent podczas wizyty Nawrockiego w USA. Służby zareagowały od razu

oprac. Katarzyna Rogowska tokfm.pl, PAP
2 min. czytania
22.09.2025 09:47

Pierwszy dzień wizyty prezydenta Karola Nawrockiego w USA przyniósł niecodzienny incydent z udziałem członka Polonii. Jak relacjonował "Fakt" służby zareagowały natychmiast, a wydarzenie nie zagrażało bezpieczeństwu prezydenta.

fot. x.com/prezydentpl
  • W niedzielę Prezydent Karol Nawrocki i pierwsza dama Marta Nawrocka uczestniczyli w mszy świętej w Narodowym Sanktuarium Matki Bożej Częstochowskiej w Doylestown, nazywanym "amerykańską Częstochową";
  • Nabożeństwo zakłócił jeden z mieszkańców Doylestown, który pojawił się w świątyni przebrany za księdza;
  • Incydent trwał kilkanaście sekund, nie zakłócił przebiegu uroczystości i msza była kontynuowana bez przeszkód.

Od niedzieli Karol Nawrocki przebywa w USA, gdzie we wtorek ma wziąć udział w debacie generalnej 80. Sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ. Pierwszego dnia wraz z pierwszą damą Martą Nawrocką prezydent odwiedził Narodowe Sanktuarium Matki Bożej Częstochowskiej w Doylestown, nazywane "amerykańską Częstochową". Para prezydencka uczestniczyła w uroczystości odsłonięcia tablicy upamiętniającej b. premiera Jana Olszewskiego, a potem we mszy świętej.

Mężczyzna w przebraniu księdza zakłócił mszę z udziałem Nawrockich

Na nabożeństwie był także redaktor naczelny "Faktu" Michał Wodziński, który opisał mającą tam miejsce "niecodzienną, osobliwą sytuację". W pewnym momencie na mszy pojawił się fałszywy ksiądz. Jak podkreślono "służby zareagowały błyskawicznie", a bezpieczeństwo Karola Nawrockiego nie było zagrożone nawet przez chwilę.

Według Wodzińskiego intruz był "osobą znaną przedstawicielom tutejszej Polonii", której już wcześniej zdarzało się zakłócać nabożeństwa. Pierwszy raz zdarzyło się jednak, by robił to w przebraniu księdza - Najpierw z okolic ołtarza wyprowadził go jeden z księży biorących udział w mszy świętej. W następnej kolejności przejęły go służby bezpieczeństwa - mówił. Podkreślił też, że w sanktuarium obowiązywały szczegółowe procedury bezpieczeństwa. - Każda osoba wchodząca (…) była przez służby dokładnie sprawdzana. (…) Każdy przechodził też przez wykrywacz metalu, zatem nie było możliwości, by ta osoba wniosła (…) niedozwolone przedmioty lub substancje - przekazał Wodziński.

Redakcja poleca

Całe zdarzenie trwało kilkanaście sekund i zakończyło się spokojnym wyprowadzeniem mężczyzny. - Sprawca zamieszania został dyskretnie wyprowadzony i msza była kontynuowana bez przeszkód - dodał redaktor naczelny "Faktu".

Sprawę w rozmowie z "Faktem" skomentował także członek polskiej delegacji. - Nie powiem, że ta sytuacja nie została przez delegację niezauważona. Ta osoba zachowywała się dziwnie, ale nikt z nas nie czuł się w żaden sposób zagrożony. Pewnie nie wszyscy zdawali sobie nawet sprawę, co się wydarzyło - powiedział.

Posłuchaj:

Źródło: Fakt/PAP