Amerykanie nie przyślą do Polski żołnierzy? "Mleko się wylało"
- To kwestia niezwykle niewygodna dla naszego rządu. Dlatego, być może, wdrożył narrację jak z najbardziej znanej pieśni kibiców: "Polacy, nic się nie stało" - tak sprawę ewentualnego zmniejszenia liczebności wojsk amerykańskich w naszym regionie komentował w TOK FM Marek Świerczyński z Polityki Insight.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Co wiadomo o amerykańskich planach zmniejszenia liczebności wojsk w Europie i być może także w Polsce;
- Czy Warszawa wiedziała wcześniej o planach Waszyngtonu.
Minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz konsekwentnie zapewnia, że plany Amerykanów związane ze zmniejszeniem liczebności żołnierzy USA w Europie nie dotyczą Polski. Po tym jak "Wall Street Journal" poinformował, że odwołano planowane wcześniej rotacyjne przemieszczenie do Polski 2. Pancernej Brygadowej Grupy Bojowej z 1. Dywizji Kawalerii, na którą składa się ponad 4 tys. żołnierzy wraz ze sprzętem, szef MON napisał: "Ta sprawa nie dotyczy Polski - wiąże się z zapowiadaną wcześniej zmianą obecności części sił zbrojnych USA w Europie".
Kosiniak-Kamysz w rozmowie z dziennikarzami zapewnił też, że resort obrony "pracuje zarówno nad zwiększeniem liczebności, jak i zdolności operacyjnych wojska amerykańskiego stacjonującego w Polsce".
"Polacy, nic się nie stało", czyli co Polska wie o planach USA
- To kwestia niezwykle niewygodna dla naszego rządu. Dlatego, być może, wdrożył narrację jak z najbardziej znanej pieśni kibiców: "Polacy, nic się nie stało" - komentował w TOK FM Marek Świerczyński z Polityki Insight.
- Ale gdy prześledzić te doniesienia (...), to nie ulega wątpliwości - i moje źródła wojskowe też na to wskazują, że to dotyczy tej brygady, która była już w trakcie rotacji do Polski. To jest też niezwykle ciekawe, że proces został wstrzymany w trakcie - powiedział rozmówca Adama Ozgi.
Zdaniem Świerczyńskiego "to jest wielce niepokojący sygnał". - Głównie dlatego, że zdaje się, iż polska strona nie była w tej decyzji uprzedzona i poinformowana. Mało tego. To, że odbywały się jakieś nocne telefony pomiędzy rozmaitymi liderami polskiej polityki i władzy wskazuje na to, że oni też nie za bardzo wiedzieli, co z tym zrobić - uważa gość "TOK 360".
Świerczyński przyznał, że nie dziwi się taktyce, jaką przyjęła strona polska w obliczu tego kryzysu. - Bo zapewne jej towarzyszy wymiana - mniej lub bardziej gorączkowa - telefonów (...) pomiędzy stroną polską a Waszyngtonem. Ale z tego, co słyszę, sugestie, że tak się może zdarzyć, trafiały do Polski już wcześniej i Warszawa próbowała od Waszyngtonu wydobyć jakieś potwierdzenie czy wyjaśnienie. I to się do tej pory nie udało. Mleko się wylało w momencie tych publikacji po stronie amerykańskiej - wyjaśnił.
Mniej amerykańskich żołnierzy w Europie?
Oczywiście nic nie jest przesądzone, do momentu - jak dodał gość TOK FM - opublikowania oficjalnych komunikatów przez Amerykanów i NATO.
Świerczyński podkreślił, że ostatnich informacji ws. stacjonowania amerykańskich żołnierzy w Europie, nie można rozpatrywać bez szerszego kontekstu. A to obserwowane od dawna ochłodzenie na linii amerykańsko-europejskiej. Mieliśmy przecież wielki kryzys dotyczący pomysłu Donalda Trumpa na przejęcie przez USA Grenlandii, która jest częścią Danii. Ekspert dodał do tego napięcia, jakie powstały po ataku USA na Iran i konsekwentnego dystansowania się Europy od tego konfliktu.
- Te dwa kryzysy jakoś nas ominęły. Nasze władze próbowały ustawiać się nieco z boku i udawać, że pogorszenie relacji transatlantyckich nas nie dotyczy. Zdaje się, że tym razem dostajemy nie tylko rykoszetem, co strzał ze strony amerykańskiej. Nawet jeżeli to jest wyłącznie potknięcie komunikacyjne, administracyjne, a być może księgowe - argumentował. I wyjaśnił, że amerykańskie siły zbrojne borykają się z kryzysem finansowym związanym z "nagłymi i nieprzewidzianymi działaniami administracji Donalda Trumpa".
- Miejmy nadzieję, że tę wyrwę finansową da się załatać i amerykańska brygada do Polski trafi - podsumował gość Adama Ozgi.
Źródło: TOK FM