Afera podsłuchowa. Nagrania sprzedane rosyjskim służbom? "Możemy mieć do czynienia z potężną aferą szpiegowską"
Marcin W miał opowiedzieć prokuratorowi o wspólnej z Falentą wizycie w Kemerowie w Rosji w maju 2014 r. Wtedy Falenta na godzinę zniknął z Rosjanami. Po powrocie miał stwierdzić, że 'sprzedał wszystko'.
W swoich zeznaniach z 2021 r. stwierdził, że to nie Rosjanie zlecali podsłuchy. Jego zdaniem Falenta wykorzystał sytuację, by zarobić i uregulować dług, jaki miał wobec jednej z rosyjskich firm - podaje 'Newsweek'.
Prokurator, który przesłuchiwał byłego wspólnika Falenty, nie odniósł się do ujawnionych przez niego kontaktów z Rosjanami i sprzedaży im taśm.
Nie zapytał o to ani on, ani śledczy, którzy badali W. wariografem. Gdańska prokuratura regionalna, która prowadzi postępowanie, zaznacza, że 'ten jak i inne wątki poruszone w wyjaśnieniach podejrzanego, a następnie oskarżonego Marcina W. są rozpoznawane w odrębnym postępowaniu, wyłączonym z akt śledztwa zakończonego aktem oskarżenia'.
Tyle że 'Newsweek' ustalił, iż owo odrębne postępowanie dotyczy korupcji gospodarczej i przyjmowania korzyści majątkowych w związku z pełnioną funkcją publiczną oraz ujawnienia tajemnicy służbowej lub zawodowej.
Afera podsłuchowa dotyczyła nagrywania rozmów kilkudziesięciu osób związanych z polityką i biznesem, do którego miało dochodzić w latach 2013-2014 w kilku stołecznych restauracjach, m.in. w lokalu Sowa & Przyjaciele. Wśród nagrywanych byli między innymi: ministrowie rządu Donalda Tuska, ówczesny prezes Narodowego Banku Polskiego Marek Belka czy były prezydent Aleksander Kwaśniewski oraz obecny premier o ówczesny doradca Tuska Mateusz Morawiecki.
Marek Falenta był jedną z czterech zatrzymanych osób, którym zarzucano instalowanie nielegalnych podsłuchów. Został skazany na dwa i pół roku więzienia.