Jak będzie wyglądał lot Dudy i Tuska do USA? Gen. Koziej: Przed 2010 r. nie było takich przepisów
We wtorek wizyty w USA złożą: prezydent Andrzej Duda i premier Donald Tusk. Politycy spotkają się z prezydentem USA Joe Bidenem w 25. rocznicę wstąpienia Polski do NATO. Zgodnie z obowiązującymi zasadami lotów najważniejszych osób w kraju, określanych jako HEAD, głowa państwa i szef rządu polecą do USA na pokładach różnych maszyn.
- W jednym samolocie nie mogą znaleźć się dwie najważniejsze osoby w państwie, bo gdyby stało się coś niedobrego, to nie miałby kto kierować państwem. Dlatego zostało ustalone, że prezydent nie może lecieć razem z premierem - zaznaczył w rozmowie z PAP prof. dr hab. Stanisław Koziej, generał brygady w stanie spoczynku, w latach 2010-2015 szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego (BBN).
Jak podróżują najważniejsze osoby w państwie? Gen. Koziej tłumaczy
Podkreślił, że przepisy regulujące loty najważniejszych osób w państwie wprowadzono po katastrofie smoleńskiej z 2010 r.
- Ma to na celu zapewnienie ciągłości kierowania państwem w każdej awaryjnej sytuacji. Nie pamiętam, by od wprowadzenia tej procedury zanotowano jakieś drastyczne jej naruszenia. Nie słyszałem, żeby wszyscy członkowie rządu lecieli jednym samolotem. Nie pamiętam, aby była sytuacja, w której prezydent leciał razem z premierem albo z marszałkiem Sejmu - wskazał.
- Przed 2010 r. nie było w Polsce takich przepisów. Pewnie wszyscy liczyli na zdrowy rozsądek, który podpowiada, że nie powinno się zbierać w jednym samolocie np. wszystkich dowódców wojskowych. Ale - jak się okazało - wówczas zabrakło tego zdrowego rozsądku i trzeba było wprowadzić formalne regulacje prawne, żeby takie sytuacje już się nie zdarzały - powiedział Koziej.
Dodał, że zgodnie z wprowadzonymi regułami głowa państwa nie może lecieć jedną maszyną np. razem z marszałkiem Sejmu, bo w razie wojny, gdyby prezydent nie mógł sprawować swej funkcji, to właśnie marszałek musi przejąć kierowanie obroną kraju.
- Razem nie może też lecieć więcej niż połowa członków Rady Ministrów, Rady Bezpieczeństwa Narodowego, więcej niż połowa członków Kolegium ds. Służb Specjalnych i konstytucyjnych dowódców wojskowych - szef Sztabu Generalnego i dowódcy rodzajów sił zbrojnych. Jednym słowem, członków kluczowych organów kierowania państwem w razie zagrożenia czy wojny - opisał.
Gen. Koziel o 'różnicach biurokratycznych interesów'
Koziej przyznał, że w ubiegłej dekadzie w opracowanym w BBN po katastrofie smoleńskiej raporcie na temat bezpieczeństwa transportu VIP postulował, by utworzyć zintegrowaną komórkę bezpieczeństwa lotów najważniejszych osób w systemie kierowania państwem. Mogłaby ona być ulokowana albo w kancelarii premiera, albo w odpowiednio zreformowanym ponadresortowym Rządowym Centrum Bezpieczeństwa lub też w ówczesnym Biurze Ochrony Rządu.
- Różnice biurokratycznych interesów stanęły na przeszkodzie, aby uzgodnić taką scentralizowaną odpowiedzialność za bezpieczeństwo. Wszystkie cztery kancelarie najważniejszych osób w państwie - prezydenta, premiera, marszałka Sejmu i marszałka Senatu - odpowiadają za bezpieczeństwo swoich szefów, ale są im narzucone reguły generalne, których muszą przestrzegać - zastrzegł.
- Myślę, że jak na razie to rozwiązanie się sprawdza. Zwłaszcza teraz, gdy mamy większą liczbę samolotów do przewozu VIP-ów. Gdy tych maszyn nie było, organizacja takich lotów była bardziej skomplikowana, kiedy trzeba było np. korzystać z rejsowych samolotów. Teraz flota powietrzna jest bogatsza i łatwiej realizować obowiązujące ustalenia i reguły. Nie ma problemu, by prezydent leciał jednym samolotem, a premier drugim - ocenił.
Posłuchaj:
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty "taniej na zawsze". Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>