Wybory wygrała "koalicja grilla i kanapy". Kaczyński ma się z czego cieszyć?
Prawo i Sprawiedliwość wygrało wybory samorządowe, ale wszystko wskazuje na to, że w niewielkim stopniu skonsumuje swoje zwycięstwo. Z sondażu exit poll Ipsos wynika, że partia Jarosława Kaczyńskiego zdobyła 33,7 proc. głosów, a Koalicja Obywatelska - 31,9 proc. Ale to formacja Donalda Tuska wygrała w 10 sejmikach, a PiS tylko w 6. Jednak w wielu z nich PiS będzie miało problem z wzięciem władzy, bo partie tworzące teraz koalicję rządową mogą tam zdobyć większość głosów.
- To zwycięstwo PiS-u jest bardzo defensywne. Bo pamiętajmy o tym, że przewagę frekwencyjną miała wieś i małe miasta (w dużej mierze są za PiS - przyp. red.). Natomiast ten elektorat młodszy i z większych miast (głosujący głównie za opozycją) został w domu. Mimo tych sprzyjających dla siebie warunków PiS wygrało nieznacznie. Więc na miejscu prezesa Jarosława Kaczyńskiego i jego akolitów nie dąłbym za bardzo w fanfary - komentował w TOK FM Michał Danielewski, wicenaczelny Oko.press.
Rozmówca Karoliny Lewickiej uznał, że to zły prognostyk dla PiS przed nadchodzącymi wyborami do Parlamentu Europejskiego i przed przyszłorocznym wyścigiem o fotel prezydenta Polski. - Bo trudno sobie wyobrazić, żeby te wybory toczyły się w bardziej przyjaznym środowisku, jeśli chodzi o mobilizację, niż teraz. To będą wybory łatwiejsze dla Koalicji 15 Października - prognozował dziennikarz.
Prowadząca audycję zwróciła jednak uwagę na dobry humor prezesa PiS podczas niedzielnego wieczoru wyborczego. Jak stwierdził Jarosław Kaczyński, zwycięstwo w tym głosowaniu pokazuje, że w wyborach parlamentarnych PiS dzisiaj mogłoby zdobyć władzę. Zacytował nawet Marka Twaina, mówiąc: "Wiadomość o mojej śmierci jest cokolwiek przedwczesna". - Zabrzmiało to dosyć radośnie - podkreśliła Lewicka.
- To prawda, Jarosław Kaczyński był niewątpliwie rozradowany. Ale PiS snuje opowieść o sukcesie w tych wyborach, bo to dla niego dobre paliwo. Czasem łatwo pomylić radość z poczuciem ulgi. Wydaje mi się, że mamy tutaj do czynienia z tym drugim. Czyli PiS ogromnie odetchnęło, że jednak nie idzie na dno, trzyma się powierzchni i na niej może sobie całkiem swobodnie popływać, przynajmniej do wyborów europejskich - stwierdził gość TOK FM.
Wybory samorządowe wygrała "koalicja grilla i kanapy"
Złą wiadomością dla PiS jest również to, że ok. 2,5 mln wcześniejszych wyborców PiS zostało w domu - nie zagłosowali ani na partię Jarosława Kaczyńskiego, ani na żadną inną. Jednak zdaniem prof. Przemysława Sadury ten problem dotyczy nie tylko PiS. - Każde ugrupowanie stara się teraz mówić o zwycięstwie w tych wyborach, a tak naprawdę wygrała "koalicja grilla i kanapy". Bo najwięcej osób zostało w domach. Więcej niż zagłosowało na którykolwiek z komitetów - mówił prof. Przemysław Sadura z Wydziału Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego.
Podał w wątpliwość tezę wielu publicystów, którzy mówią w tym kontekście o nagłej demobilizacji w ostatnich wyborach. Jak wskazał, badania od kilku miesięcy pokazywały, że gotowość np. młodych do wzięcia udziału w wyborach samorządowych i Parlamentu Europejskiego jest niska. - Jesienią partie obecnej koalicji rządzącej dostały od nich kredyt zaufania, ale tylko w postaci jednorazowej pożyczki. Teraz w domach zostało też pokolenie Strajku Kobiet. Może rzeczywiście zniechęcone przez Trzecią Drogę i Szymona Hołownię - podsumował rozmówca Karoliny Lewickiej.