Sukces Konfederacji to nie wszystko. "Putin siedzi i zaciera rączki"
Wybory do Parlamentu Europejskiego skończyły się wygraną Koalicji Obywatelskiej. Jak poinformowała Państwowa Komisja Wyborcza, KO zebrała 37,06 procent głosów. Na drugim miejscu znalazło się Prawo i Sprawiedliwość, 36,16 proc., na trzecim Konfederacja, którą poparło 12,08 proc. wyborców, a na czwartym Trzecia Droga z 6,91 proc. głosów. Jeszcze słabszy wynik zanotowała Lewica, która zebrała tylko 6,30 proc. głosów.
Konfederacja wprowadzi do PE sześcioro swoich reprezentantów. Mandaty zdobyli: Grzegorz Braun, Ewa Zajączkowska-Hernik, Anna Bryłka, Tomasz Buczek, Marcin Sypniewski, Stanisław Tyszka. Sławomir Mentzen - obok Krzysztofa Bosaka jeden z liderów partii - w czasie wieczoru wyborczego podkreślał, że jest to największy sukces wyborczy tego ugrupowania i zapowiadał, że kolejne wybory będą przynosiły poprawianie tego wyniku.
Konfederacja rośnie, bo maluje się jako partia 'zdrowego rozsądku'. Ale w Brukseli może mieć problem
Kogo cieszy sukces skrajnej prawicy w wyborach do PE?
Sukces Konfederacji wpisuje się w wyraźny trend, który pokazały zakończone w niedzielę wybory. W nowym europarlamencie zwiększy się delegacja skrajnych ugrupowań prawicowych. Pokazał to bardzo dobry wynik niemieckiej AfD oraz wygrana we Francji Zjednoczenia Narodowego Marine Le Pen. Jak oceniła w TOK FM Róża Thun, 'jest niezwykle niebezpieczne dla nas wszystkich'.
- Putin siedzi i zaciera rączki, bo jego największą ambicją jest osłabienie Unii Europejskiej. Dla niego mocna UE jest czymś niezwykle niewygodnym. Nam to daje bezpieczeństwo, ale Putin wcale nie chce, żebyśmy mieli wysoki poziom bezpieczeństwa. To jest ewidentny sukces wojny, którą on już prowadzi w internecie. Bardzo dużo osiągnął, mnóstwo mu się udało, a niektórzy wpadają w to jak śliwki w kompot - komentowała polityczka Polski 2050 w "Wyborach w TOK-u".
Jak prognozowała była już europosłanka, rozpoczynająca się kadencja Parlamentu Europejskiego będzie wyjątkowo trudna. - Wiemy jak oni (skrajna prawica - red.) się zachowują: krzyczą, wrzeszczą, tupią nogami, wyrzucają do kosza. Nie budują niczego, a my mamy wojnę tuż za ścianą, ocieplenie klimatu, migrację. Przed nami bardzo trudne wyzwania. A tymczasem wchodzi do parlamentu znaczna grupa europosłanek i europosłów, którzy będą sprowadzać debatę do poziomu rynsztoka - oceniła polityczka, która zasiadała w PE od 15 lat.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty "taniej na zawsze". Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
Róża Thun nie będzie europosłanką. 'Ofiara partyjnego układu'
Przypomnijmy, że Róża Thun była 'jedynką' Trzeciej Drogi w okręgu nr 12, obejmującym Dolny Śląsk i Opolszczyznę, nie zaś w Małopolsce, z której pochodzi. Liderem małopolskiej listy Trzeciej Drogi był Adam Jarubas z PSL-u. Prowadząca 'Wybory w TOK-u' Dominika Wielowieyska powiedziała polityczce, że jest ona 'ofiarą partyjnego układu', w wyniku którego musiała opuścić macierzysty okręg. - Może to był błąd? - pytała dziennikarka.
'Eksport obciachu'. Co po wyborach? 'To zapewne nie spodoba się PiS-owi'
Była europosłanka zapewniła, że 'absolutnie nie żałuje' swojej decyzji. - Kandydowałam z Dolnego Śląska i z województwa opolskiego dlatego, żeby tam wzmocnić team spirit. Zostałam poproszona, żeby tam być, więc byłam i mam nadzieję, że dodałam trochę głosów. Uważam, że w demokracji potrzebujemy wyboru, więc bardzo zależy na tym, żeby takie formacje jak Polska 2050 ten kryzys przetrwały i podniosły się z niego. I dlatego się zgodziłam - przekonywała w TOK FM Róża Thun.