"Nie radzimy sobie z Rosją". Unijne sankcje po śmierci Nawalnego będą "pluszowe"?
Szefowie dyplomacji państw Unii Europejskiej zdecydowali w poniedziałek o rozpoczęciu procedury nałożenia na Rosję sankcji w związku ze śmiercią opozycjonisty Aleksieja Nawalnego, który zmarł 16 lutego po trzech latach przebywania w kolonii karnej. Szczegóły dotyczące nowych środków ograniczających oraz osób objętych sankcjami powinny być znane w tym tygodniu.
Mimo już trzynastu pakietów sankcji, nałożonych na Rosję przez Unię Europejską, nie wszystkie restrykcje są skuteczne. A szumnie zapowiadana na początku wojny zapaść rosyjskiej gospodarki nie nastąpiła. Jak ocenił prowadzący audycję "A teraz na poważnie" Mikołaj Lizut, "niektóre z sankcji okazały się nieistotne, a wręcz pluszowe" - Jak będzie tym razem? - zastanawiał się.
Zdaniem byłego premiera, i ministra spraw zagranicznych, a dziś europosła Włodzimierza Cimoszewicza nieskuteczność sankcji wynika między innymi ze słabości unijnych służb, w tym służb celnych. - Nie są przygotowane do tego, żeby egzekwować sankcje. Kiedy np. towary zakazane w obrocie z Rosją są wywożone pod fikcyjne adresy, nasze służby europejskie są bezradne - ocenił polityk w TOK FM.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty "taniej na zawsze". Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
Choć - jak wskazał Cimoszewicz - niektóre z nałożonych na Rosję sankcji spełniły swoją funkcję. - Mimo wszystko pewne sankcje gospodarcze, dotyczące niektórych rodzajów technologii - zwłaszcza związanych z przemysłem gazowym, są skuteczne. A Rosja ma spory kłopot z podtrzymaniem skali produkcji i skali eksportu. Więc to nie jest sytuacja czarno-biała - zaznaczył gość Mikołaja Lizuta.
Ogólny bilans - jak przyznał były szef polskiej dyplomacji - nie nastraja jednak zbyt optymistycznie. -Decyzja o wprowadzeniu kolejnych sankcji jest politycznie i psychologicznie zrozumiała, ale generalnie nie radzimy sobie z Rosją, to jest prawda - ocenił.
Niepokojące słowa gen. Andrzejczaka o wojnie z Rosją. 'Trzeba się szykować'
Sikorski mówi, co zrobić z zamrożonymi aktywami Rosji. "Drobiazgi"
Minister spraw zagranicznych w rządzie Donalda Tuska - Radosław Sikorski w ostatnich dniach wysunął propozycję przeznaczenia odsetek od zamrożonego na Zachodzie kapitału rosyjskiego na pomoc zbrojną Ukrainie. Włodzimierz Cimoszewicz na antenie TOK FM pochwalił ten pomysł.
- Dobrze, że Sikorski to mówi. Kiedy ponad rok temu mówiłem o potrzebie konieczności skonfiskowania ponad 200 miliardów euro rosyjskich pieniędzy zamrożonych przez państwa unijne, nikt wtedy tego nie popierał. Dzisiaj jest to oficjalne stanowisko PE wpisane do co najmniej dwóch rezolucji - podkreślił były premier.
Niestety - jak zwrócił uwagę Cimoszewicz, nawet jeśli dojdzie do realizacji postulatu Radosława Sikorskiego, nadal będzie to "kropla w morzu potrzeb". - Musimy uświadomić sobie, że Rosja, prowadząc wojnę w Ukrainie, wydaje na ten cel rocznie około 100 miliardów dolarów. Ukraina wydaje około 80 miliardów euro. W połowie ze swoich pieniędzy, w połowie pieniędzy pomocowych. No i, jak wiemy, to się niestety zahamowało w związku z tym co dzieje się w amerykańskim Kongresie. Dlatego przeznaczenie odsetek od tych kapitałów sięgające maksimum kwoty dwóch, trzech miliardów euro rocznie to są drobiazgi - skomentował europoseł w TOK FM.
Rosja miała 'zaraz się wywalić', a wojna trwa. 'Serka francuskiego nie będzie, ale Krym jest nasz'