Nie chcą głosować na Orbana, ale muszą? "Boją się, że stracą pracę"
Za tydzień na Węgrzech odbędą się wybory, które zdecydują, czy Viktor Orban po 16 latach pożegna się z władzą. Sondaże dają rywalowi obecnego premiera nawet kilkunastoprocentową przewagę. - Kiedy pytałam wyborców, dlaczego chcą głosować na Magyara, a nie Orbana, powtarzali słowo "dość" - relacjonowała w TOK FM Róża Rzeplińska ze Stowarzyszenia 61, która przyglądała się kampanii z bliska. Z badań wynika też, że większość obywateli obawia się fałszerstw.
- Przed wyborami parlamentarnymi na Węgrzech sondaże wskazują na przewagę opozycyjnej partii TISZA nad Fideszem premiera Viktora Orbana, co mogłoby zakończyć jego 16-letnie rządy;
- O tym, jak wygląda kampania na ostatniej prostej, mówiła w TOK FM Róża Rzeplińska ze Stowarzyszenia 61;
- Do głosowania za granicą zarejestrowała się rekordowa liczba obywateli, co - według niezależnych mediów - może przychylić szalę na stronę opozycji.
Wybory parlamentarne na Węgrzech odbędą się 12 kwietnia. Niezależne sondaże wskazują na przewagę opozycji. W marcowym badaniu firmy Median partia TISZA, kierowana przez Petera Magyara, uzyskała poparcie na poziomie 58 procent wśród zdecydowanych wyborców, a Fidesz premiera Viktora Orbana - 35 proc. Przegrana Orbana oznaczałaby pierwszą od 16 lat zmianę władzy w tym kraju.
"Węgrzy są po prostu zmęczeni"
- To jest mordercza kampania - mówiła w "Poranku TOK FM" Róża Rzeplińska, prezeska Stowarzyszenia 61, która obserwowała ją w czterech węgierskich miejscowościach, uczestnicząc w wiecach zarówno Orbana, jak i jego głównego rywala. - Magyar każdego dnia występuje nawet na sześciu wiecach i na każdym wygłasza przemówienie. Widać, że Orban złapał zadyszkę i nie ma tej energii, która miałaby spowodować, że na każdym ze spotkań wyborcy będą słyszeli i widzieli to samo, z tym samym zaangażowaniem - relacjonowała.
Rzeplińska zwróciła uwagę, że wydarzenia organizowane przez obie strony "bardzo różnią się atmosferą". - Wiece Fideszu mają trochę charakter festynu. Dominują starsi wyborcy, obecna jest też dość liczna na Węgrzech mniejszość romska - opisywała. Zaznaczyła, że imprezy te są starannie przygotowane pod względem wizualnym i medialnym, z profesjonalną oprawą i transmisją w telewizji państwowej.
Z kolei - jak mówiła - po stronie TISZY "widać więcej oddolnej pracy i energii". - W tych wiecach biorą udział autentyczni wolontariusze. Na niektórych stoiskach są breloki, długopisy i ciasteczka, a na innych ulotki i zupełnie inne długopisy - opowiadała gościni TOK FM.
- Kiedy pytałam wyborców, dlaczego chcą głosować na Magyara, a nie Orbana, powtarzali słowo "dość". Widać, że Węgrzy są po prostu zmęczeni - relacjonowała. Mówią o tym, że młodzi wyjeżdżają do pracy za granicę. Porównują się do Polski i zadają sobie pytanie, jak to się dzieje, że jeżdżą po dziurawych drogach, że Budapeszt wygląda naprawdę jak po ciężkim kryzysie - wskazywała.
Rzeplińska podkreśliła również, że obniżenie obowiązku szkolnego do 16. roku życia przez obecny rząd jest przez część społeczeństwa odbierane "element wojny Orbana z własnym społeczeństwem, żeby je ogłupiać i mieć bardziej sterowalnych obywateli".
Presja na wyborców, kupowanie głosów
W sobotę Instytut Publicus opublikował sondaż, z którego wynika, że większość Węgrów obawia się oszustw wyborczych. Co drugi respondent odpowiedział twierdząco na to pytanie, a kolejne osiem proc. odpowiedziało "raczej tak". Jedynie 30 proc. ankietowanych w ogóle się tego nie boi, a trzy proc. "raczej się nie obawia". Spośród tych, którzy obawiają się fałszerstw, dwie trzecie podejrzewa o nie rządzący Fidesz, a 15 proc. - opozycyjną TISZĘ.
Prowadzący audycję Maciej Kluczka przywołał pojawiające się w poprzednich latach doniesienia o praktykach wywierania presji na wyborców. Chodziło między innymi o sytuacje, w których pracownicy, szczególnie w mniejszych miejscowościach, mieli robić zdjęcia kart do głosowania z zaznaczonym poparciem dla Fideszu i przekazywać je pracodawcom jako dowód lojalności. Takie sygnały pojawiały się w relacjach organizacji pozarządowych i mediów przy okazji wcześniejszych wyborów, choć - jak podkreślają obserwatorzy - trudno je systemowo udokumentować ze względu na charakter tych praktyk i obawy samych wyborców.
- To jest przerażające. Ludzie może nawet nie chcą głosować na Orbana, ale muszą - zauważył Kluczka.
Róża Rzeplińska przyznała, że "dotyczy to zwłaszcza na administracji samorządowej". - Wśród tych osób pojawia się obawa, że jeżeli nie pokażą na kogo głosowali, to stracą pracę. A w sytuacji niskich zarobków i ograniczonych możliwości zatrudnienia to staje się ważnym problemem - podkreśliła.
Prezeska Stowarzyszenia 61 zwróciła też uwagę na inne mechanizmy, o których mówią świadkowie i które pojawiają się w materiałach dokumentalnych niezależnych mediów. Chodzi m.in. o sytuacje, w których do kabiny wyborczej wchodzi druga osoba pod pretekstem pomocy, na przykład osobom niepiśmiennym, czy o przypadki przemeldowywania wyborców między okręgami, by wpłynąć na wyniki w jednomandatowych okręgach.
Jak dodała, w niektórych przypadkach mówi się także o kupowaniu głosów. - Orban nie ma jednak pewności, że osoba, która dostała pieniądze, na pewno zagłosuje tak jak jej zostało powiedziane. W związku z tym do lokalu wchodzi ktoś, kto ma to skontrolować - tłumaczyła.
- Takie rzeczy się dzieją kilkaset kilometrów od Polski w państwie, które należy do Unii Europejskiej - podsumowała Rzeplińska.
Rekordowa liczba osób zagłosuje poza krajem
Węgierski portal 444.hu poinformował w piątek, że niemal 91 tysięcy Węgrów zarejestrowało się do głosowania w ambasadach i konsulatach za granicą, co stanowi znaczny wzrost w porównaniu z 65 480 osobami cztery lata temu. Jak zaznaczył portal Telex, "to może być poważną bronią TISZY".
Dotychczasowe wyniki pokazują, że wyborcy głosujący za granicą są bardziej krytyczni wobec rządu niż wyborcy w kraju. W ostatnich wyborach - do Parlamentu Europejskiego w 2024 roku - Fidesz zdobył mniej niż 19 proc. głosów w ambasadach. Węgierskie media zwróciły uwagę, że ugrupowanie Petera Magyara "wyrobiło sobie pozycję naturalnego wyboru młodszych, miejskich i mobilnych wyborców", którzy stanowią znaczącą część osób głosujących poza krajem.
Portal Daily News Hungary zauważył, że rekordowa liczba głosów oddanych za granicą może sprawić, że ostateczny wynik wyborów będzie znany dopiero 18 kwietnia, sześć dni po głosowaniu. Zgodnie z ordynacją wyborczą, głosy oddane za granicą muszą trafić do kraju, gdzie muszą być podliczone najpóźniej szóstego dnia po wyborach.
Sprawdź, czy wiesz, co ważnego wydarzyło się w ostatnich dniach. Tylko najbardziej zorientowani udzielą więcej niż 8 dobrych odpowiedzi.
Quiz: Kolejny tydzień za nami. Sprawdź, co pamiętasz! [QUIZ]
Ukończ quiz i odbierz nagrodę do -40% na TOK FM Premium!
Zniżka zależy od uzyskanego wyniku.
Promocje nie łączą się.
Źródło: TOK FM, PAP