Poseł Sośnierz żałuje podpisu pod wnioskiem do TK ws. aborcji. "Nie zawsze człowiek wszystko dobrze przemyśli"

Poseł Porozumienia Andrzej Sośnierz był jednym z ponad setki posłanek i posłów, którzy podpisali wniosek do Trybunału Konstytucyjnego w sprawie zakazu aborcji ze względu na wady płodu. - Żałuję, że się podpisałem. Nie zawsze człowiek wszystko dobrze przemyśli - stwierdził po ponad roku polityk.
Zobacz wideo

Wniosek do Trybunału Konstytucyjnego o zbadanie, czy przepisy dotyczące aborcji ze względu na ciężkie wady płodu są zgodne z konstytucją, złożyła jesienią 2019 roku grupa 119 posłów PiS, Konfederacji i PSL-Kukiz’15. Wśród nich był m.in. minister spraw zagranicznych Zbigniew Rau czy wiceminister sprawiedliwości Sebastian Kaleta. Wniosek podpisał również Andrzej Sośnierz, członek Porozumienia i poseł KP PiS, który po ponad roku stwierdził, że nie była to przemyślana decyzja. 

- W tej sytuacji nie ma dobrego rozwiązania, co by nie zrobić zawsze będzie z tego jakieś napięcie. To są sprawy od wielu lat nierozwiązane - ocenił Sośnierz na antenie Radia Zet. Pytany, po co w takim razie był wniosek do Trybunału, poseł odparł, że "być może nie wszyscy przewidzieli jego skutki".

Poseł zaznaczył jednak, że "jest epidemia". - Trzeba też wziąć pod uwagę, że te protesty to wyładowanie pewnych emocji. Nie zawsze one by były, gdyby była inna sytuacja epidemiologiczna. Przez miesiące, prawie już rok, ludzie są uwięzieni w domach, mają problemy własne egzystencjalne, są problemy gospodarcze - ocenił. 

Na pytanie, czy ma pretensje do kolegów z klubu, którzy zdecydowali się podpisać pod wnioskiem do Trybunału Konstytucyjnego, Sośnierz przypomniał, że sam się pod nim podpisał, nie przewidując konsekwencji. - Żałuję tego - oświadczył.

- Żałuję, że się podpisałem. Nie zawsze człowiek wszystko dobrze przemyśli. Zresztą, kto mógł przewidzieć, że nastąpi pandemia, że nastąpi takie napięcie - stwierdził. - Czasem polityk popełnia błąd - dodał.

W reakcji na komentarz dziennikarki, że przyznaje się do błędu i dziś by wniosku do TK nie podpisał, polityk odparł, że "dzisiaj nie". Zdaniem Sośnierza, być może trzeba będzie zająć się projektem prezydenckim, "nawet jeśli jest niedoskonały, bo w tej sytuacji, żadnego doskonałego pomysł nie będzie".

- Najlepiej, żeby trwał ten tzw. kompromis aborcyjny. On pozwolił przez wiele, wiele lat funkcjonować ocenił Sośnierz. Na uwagę, że sam się podpisał pod wnioskiem do TK, który ten tzw. kompromis zniósł, polityk odparł, że "nie przewidywał, że całkowicie zniesie". Chodzi, jak wyjaśniał, m.in. o wyeliminowanie przypadków przerywania ciąży z powodu zespołu Downa.

Zdaniem Sośnierz, propozycja prezydenta "jest do rozważenia". - Projekt zawsze można zmienić w toku prac legislacyjnych. Można go, jeśli będzie miał luki, uzupełnić czy poprawić. Ale to jest materiał nad którym możemy pracować, żeby jakieś wyjście znaleźć - zaznaczył.

Decyzja TK opublikowana w Dzienniku Ustaw. Protesty w całej Polsce

Manifestacje odbywały się w piątek nie tylko w Warszawie, ale w prawie 40 miastach w całej Polsce - nawet w małych miejscowościach takich jak Polkowice, Węgorzewo czy Złotów. - Jest ciężko, ale widać, że poparcie tego strajku jest. Przyłączają się do nas różne inne grupy - mówiła w TOK FM Hanna Kustra z Ogólnopolskiego Strajku Kobiet. - Małymi krokami, jak kamyczek rusza lawinę, pójdziemy do przodu. Na pewno codziennie będzie coraz więcej osób - zapewniała.

Podczas demonstracji w Warszawie zatrzymano sześć osób, z których cztery zostały przewiezione do komisariatów w Nowym Dworze Mazowieckim i Wołominie. - Te osoby (zatrzymane) są wywożone do Wołomina, Legionowa, Piaseczna, Pruszkowa, żeby nie było tzw. solidemo pod komisariatami, i po to, żeby obrońcom utrudnić i uprzykrzyć wykonywanie czynności - tłumaczyła w TOK FM Sylwia Gregorczyk-Abram. 

- Wywożenie do dalszych komisariatów to nowa technika stołecznej policji. Kiedy w sierpniu 2020 po demonstracji solidarnościowej z aktywistką Margot zatrzymywano ponad 50 dzieciaków, jakoś wszyscy zmieścili się na terenie Warszawy, a teraz jakimś dziwnym trafem się nie mieszczą - ironizowała Gregorczyk-Abram. 

DOSTĘP PREMIUM