,
Obserwuj
Polityka

Sejm zdecydował ws. Marcina Kierwińskiego. Za co chciał odwołać go PiS?

oprac. Katarzyna Rogowska tokfm.pl
9 min. czytania
10.06.2026 15:10

Sejm odrzucił w środę wniosek Prawa i Sprawiedliwości o odwołanie szefa MSWiA Marcina Kierwińskiego. Opozycja zążadała jego dymisji po tym, jak pod koniec maja br. służby siłowo weszły - po fałszywym alarmie - do mieszkania matki prezydenta Karola Nawrockiego w Gdańsku. Co wiemy o sprawie serii fałszywych alarmów? Ile osób zostało zatrzymanych do tej pory? Z jakich innych powodów PiS chciał dymisji Kierwińskiego? Odpowiedzi na te wszystkie pytania znajdziesz w tym tekście.

Marcin Kierwiński
Marcin Kierwiński
fot. Dawid Wolski/East News

Z tego artykułu dowiesz się:

  • jaki jest wynik głosowania Sejmu ws. wotum nieufności wobec szefa MSWiA Marcina Kierwińskiego;
  • dlaczego PiS żąda odwołania Marcina Kierwińskiego;
  • jakie były okoliczności serii fałszywych zgłoszeń, do której doszło w maju br.;
  • kto został zatrzymany ws. fałszywych alarmów;
  • kto padł ofiarą podobnych incydentów, mających miejsce w okresie rządów PiS.

W środę 10 czerwca Sejm rozpatrzył nagatywnie wniosek grupy posłów Prawa i Sprawiedliwości o wyrażenie wotum nieufności wobec szefa MSWiA Marcina Kierwińskiego. Za wyrażeniem wotum zagłosowało 202 posłów, w tym wszyscy głosujący posłowie PiS i Konfederacji, a także wszyscy głosujący członkowie kół Demokracji, Razem, Konfederacji Korony Polskiej i czterej posłowie niezrzeszeni. Przeciw wotum nieufności było 232 posłów koalicji - 150 z KO, 30 z PSL-TD, 21 z Lewicy, 13 z Polski2050, 15 z Centrum i trzech posłów niezrzeszonych

PiS chciał doprowadzić do odwołania ministra MSWiA. Co mu zarzucają?

  • wprowadzenie "tylnymi drzwiami" małżeństw jednopłciowych - PiS zarzuca Kierwińskiemu, że "stał się wykonawcą politycznej operacji, której skutkiem jest próba pozakonstytucyjnej i pozaustawowej zmiany małżeństwa". Posłowie wskazali, że według konstytucji małżeństwo jest związkiem kobiety i mężczyzny, zaś zmiana tej normy nie może następować rozporządzeniem ministra. Co ciekawe szef MSWiA za wstrzymywanie kontrasygnaty rozporządzenia umożliwiającego transkrypcję zagranicznych aktów małżeństw par jednopłciowych był krytykowany również przez niektórych koalicjantów. Ostatecznie dokument podpisał;
  • dopuszczenie do aktów dywersji na kolei z listopada 2025 r. - opozycja zarzuciła Kierwińskiemu, że podległe mu służby nie zadziałały przed zdarzeniem. "Terroryści przez nikogo nie niepokojeni przekroczyli granice Rzeczypospolitej Polskiej, dokonali aktu sabotażu i bez problemu opuścili nasz kraj. Według publicznych ustaleń osoby podejrzewane o dokonanie tych działań zdążyły opuścić terytorium Rzeczypospolitej Polskiej i przedostać się na Białoruś" - czytamy w uzasadnieniu wniosku o wotum nieufności. Dywersanci mieli wjechać do Polski z Białorusi, bo polskie służby nie miały w bazach danych zdjęcia i pełnych danych biometrycznych jednego z mężczyzn, skazanego wcześniej na Ukrainie. Po ataku na polskie linie kolejowe szefowie MSW Polski i Ukrainy podpisali nową umowę o współpracy w zwalczaniu przestępczości. Dokument zastąpił przestarzałe porozumienie z 1999 roku i uwzględnia walkę z aktami sabotażu, dywersji oraz przestępczości zorganizowanej. Po tych zdarzeniach wojsko rozpoczęło operację "Horyzont", a służby podległe MSWiA - operację TOR, która ma na celu przeciwdziałać zagrożeniom sabotażowym oraz atakom na infrastrukturę krytyczną. Jak podkreślił resort, zadania służb koncentrują się na ochronie obiektów strategicznych i szlaków komunikacyjnych;
  • problemy w Policji - We wniosku zwrócono również uwagę m.in. problemy kadrowe i dużą liczbę wakatów w Policji. Wnioskodawcy wskazali również na niewłaściwe rozłożenie priorytetów szkoleniowych i organizacyjnych w tej formacji. Zastępca szefa KGP nadinsp. dr Rafał Kochańczyk w kwietniowej w rozmowie z PAP zwracał uwagę, że - według stanu na 1 marca 2026 r. - zatrudnienie w Policji wynosiło 101 079 funkcjonariuszy, zaś liczba wakatów - 9630. Przy stanie etatowym 110 709 daje to wakaty na poziomie 8,70 proc. dla całej formacji. Zmniejszyła się również liczba odejść ze służby, a w tym roku - według stanu na 2 kwietnia - odeszło jedynie 1757 policjantów. - Nigdy do tej pory z Policji nie odeszło tak mało ludzi, jak w tym roku - podkreślił Kochańczyk. W Policji wprowadzono również służbę kontraktową, a do służby w Policji wracają doświadczeni funkcjonariusze;
  • "chaos" na granicy zachodniej po doniesieniach o przypadkach przewożenia imigrantów przez niemieckie służby - według PiS nieudolność ministra Kierwińskiego doprowadziła do tego, że w wielu miejscach "obywatele uznali, iż muszą sami się zorganizować, aby obserwować i dokumentować sytuację na granicy". Chodzi o założony przez Roberta Bąkiewicza Ruch Obrony Granic, którego działania, w tym zatrzymywanie samochodów i legitymowanie osób, jako nielegalne krytykowane były m.in. przez Rzecznika Praw Obywatelskich.

Najważniejszym wyrażonym we wniosku zarzutem opozycji jest jednak nieprawidłowa - jej zdaniem - reakcja MSWiA na serię fałszywych alarmów, których skutkiem były interwencje służb w domach osób związanych z prawicą. Co wiemy o tej sprawie?

Redakcja poleca

Seria fałszywych zgłoszeń ws. osób związanych z prawicą [KALENDARIUM]

Seria prowokacji wobec osób związanych z prawicą zaczęła się 13 maja od zgłoszenia ws. fałszywego alarmu bombowego w siedzibie Telewizji Republika przy placu Bankowym w Warszawie. Kolejne zgłoszenie wpłynęło 14 maja - dotyczyło rzekomego pobicia na terenie siedziby stacji.

15 maja policja otrzymała zgłoszenie, z którego wynikało, że w mieszkaniu przy ul. Wiktorskiej w Warszawie "znajduje się osoba, której zachowanie zagraża jej życiu". Na miejsce pojechał patrol policji. Okazało się, że w lokalu mieszka Tomasz Sakiewicz - szef Telewizji Republika. Według szefa prawicowej stacji policjanci wtargnęli do jego domu siłą, twierdząc, że znajduje się w nim "dziecko w zagrożeniu", nie wylegitymowali się, bezprawnie przeszukali mieszkanie oraz zakuli w kajdanki jego asystentkę, która była na miejscu.

Asp. szt. Marta Haberska z Komendy Rejonowej Policji Warszawa II na Mokotowie przekazała później, że kobieta została zakuta w kajdanki ze względów bezpieczeństwa, ponieważ "nie chciała się przedstawić ani współpracować z policjantami". Zaprzeczyła też przeszukaniu mieszkania przy Wiktorskiej. Jak podkreśliła, asystentka pozostała w kajdankach tylko "na czas wyjaśnienia sytuacji" i nie została zatrzymana.

Jeszcze tego samego dnia wieczorem w sprawie fałszywych alarmów został zatrzymany 53-latek, mieszkaniec jednego z podwarszawskich powiatów. Mężczyzna został zwolniony już w niedzielę (17 maja), ponieważ okazało się, że fałszywego zgłoszenia dokonał ktoś inny, wykorzystując jego dane i włamując się na jego pocztę.

W nocy z 16 na 17 maja zamówiono pizzę na adres Sławomira Cenckiewicza. Były szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego poinformował o tym w długim wpisie, podkreślając, że do podobnych incydentów w ciągu ostatnich "kilku dni" doszło także w przypadkach kancelarii należącej do jednego z liderów Konfederacji Sławomira Mentzena oraz wspomnianej Telewizji Republika.

W niedzielę 17 maja przed posesją Jarosława Kaczyńskiego przy ul. Mickiewicza na warszawskim Żoliborzu pojawił się patrol policji, który chciał dokonać przeszukania terenu wokół domu, ponieważ otrzymano zgłoszenie o podłożonym tam ładunku wybuchowym.

18 maja policja weszła do siedziby innej prawicowej stacji - w Polsce24 - po fałszywym zgłoszeniu dotyczącym rzekomych materiałów wybuchowych.

Również 18 maja Ministerstwo Spraw Zagranicznych i Administracji kierowane przez Marcina Kierwińskiego informowało, że między 10 a 15 maja doszło do 12 interwencji funkcjonariuszy służb policji związanych ze zgłoszeniami dotyczącymi "czy to podłożenia ładunków wybuchowych, czy zagrożenia zdrowia i życia".

20 maja (środa) wieczorem doszło do kolejnego fałszywego zgłoszenia dotyczącego Telewizji Republika i prezesa PiS. W trakcie programu Jarosław Olechowski odebrał telefon od pracownika pizzerii chcącego potwierdzić miejsce dostawy kebaba na adres Jarosława Kaczyńskiego. Był to pierwszy z kilku podobnych telefonów do stacji. Oprócz ul. Mickiewicza w fałszywych zgłoszeniach pojawił się też adres w Katowicach.

23 maja (sobota) ofiarą fałszywego alarmu po raz drugi stał się Sławomir Cenckiewicz. "Prowokatorzy sięgnęli również i po adres mojego prywatnego mieszkania i pod pozorem samobójstwa i zaczadzenia dzieci ściągnęli policję, straż pożarną, a całe osiedle postawili na nogi! Interwencja była spektakularna, bo strażacy z dachu osiedla wbili się na balkon… Szczęśliwie - a nie było mnie w domu - służby nie weszły do mieszkania!" - napisał na platformie X były szef BBN.

Również 23 maja, o godz. 19:33, służby dostały SMS-em - jak się potem okazało - fałszywe zgłoszenie dotyczące pożaru w mieszkaniu w Gdańsku, w którym wychował się prezydent Karol Nawrocki i które obecnie zamieszkuje jego matka. Chwilę później nadeszło kolejne zgłoszenie - tym razem dotyczące zatrzymania krążenia. W momencie interwencji w lokalu nikogo nie było, dlaczego strażacy wyważyli drzwi.

W reakcji na doniesienia z Gdańska odbyło się pilne spotkanie służb podległych MSWiA, a następnego dnia - odprawa w Rządowym Centrum Bezpieczeństwa. W poniedziałek 25 maja Prokuratura Okręgowa w Gdańsku wszczęła w tej sprawie śledztwo.

Konsekwencją serii incydentów było także powołanie przez MSWiA zespołu, w skład którego wchodzą specjaliści ds. cyberbezpieczeństwa, specjaliści NASK-u i Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego.

Zatrzymania

Do pierwszego zatrzymania ws. fałszywych alarmów doszło 21 maja. 20-latek o pseudonimie "Bomber" już wcześniej podejrzewany był o udział w grupie odpowiedzialnej za kilkaset fałszywych alarmów. Młodemu mężczyźnie zarzucono udział w zorganizowanej grupie przestępczej - podejrzany nie przyznał się. Decyzją sądu został aresztowany na trzy miesiące.

24 maja zatrzymano drugą osobę - 21-latka. Jak ustaliła prokuratura, mężczyzna kierował grupą i brał udział w wywołaniu kilkunastu fałszywych alarmów. Podejrzany częściowo przyznał się do popełnienia zarzuconych mu czynów. Również został tymczasowo aresztowany.

27 maja Marcin Kierwiński poinformował o trzeciej osobie. Chodziło o zatrzymanego dzień wcześniej 19-letniego Wiktora P. o pseudonimie "Batmanik". Według informacji Onetu rok temu P. zapowiedział zamach bombowy w budynku mieszkalnym, a w sprawie interweniowała ABW. Został zwolniony z aresztu zaledwie trzy tygodnie przed obecnym zatrzymaniem.

28 maja premier Donald Tusk potwierdził informację o czwartej zatrzymanej osobie w sprawie fałszywych alarmów m.in. w sprawie TV Republika.

30 maja policja przekazała, że zatrzymała piątego mężczyznę. "Jest podejrzany o wykonanie w dniu 18 maja br. dwóch połączeń telefonicznych na numer alarmowy 112, informując o groźbie zdetonowania ładunku wybuchowego na terenie jednej ze stacji telewizyjnych. (...) Mężczyzna przyznał się do zarzuconego czynu. Policjanci zabezpieczyli na miejscu dwa telefony komórkowe oraz komputer" - podano w komunikacie. Podejrzany przyznał się do zarzucanego mu czynu.

31 maja Komenda Stołeczna Policji poinformowała o zatrzymaniu 48-letniego adwokata, który - podszywając się pod różne osoby - miał wysyłać do instytucji i organów publicznych zawiadomienia o rzekomych przygotowaniach do zamachów, których ofiarami mieli być m.in. prezydent Karol Nawrocki oraz minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski. Jak zaznaczył szef MSWiA Marcin Kierwiński, zatrzymanie to nie ma związku z serią fałszywych alarmów dotyczących m.in. Telewizji Republika.

Osoba, która stoi za fałszywym alarmem dotyczącym mieszkania matki prezydenta Karola Nawrockiego nie została jeszcze namierzona.

Za czyn polegający na wywołaniu fałszywego alarmu grozi od 6 miesięcy do 8 lat pozbawienia wolności, a jeśli powiadomienia z ostatnich dni były przypisane jednej osobie - nawet do 15 lat.

Przypadki podszywania się pod cudzy telefon w 2022 roku. Wśród ofiar m.in. były szef CBA

Nie każdy pamięta, że w styczniu 2022 roku - w okresie rządów Zjednoczonej Prawicy - również dochodziło do podobnych incydentów.

21 stycznia 2022 roku Paweł Wojtunik, w latach 2009-2015 szef Centralnego Biura Antykorupcyjnego, a dziś członek zarządu Orlenu, zamieścił na platformie X wpis, w którym poinformował o telefonie do jego córki. "Nie wiem, kim jesteście kanalie ani dlaczego to robicie moim dzieciom, ale podszycie się pod mój numer i zadzwonienie wczoraj w nocy do mojej córki z informacją 'Twój tata nie żyje, nie oddycha, dzwonię z jego telefonu' przekracza wszelkie normy i granice…" - pisał Wojtunik. Na jego posesję była także wzywana straż pożarna.

Również w styczniu 2022 roku z telefonu córki obecnego posła KO mec. Romana Giertycha ktoś wykonał serię fałszywych alarmów bombowych. Innym razem ktoś groził jej śmiercią dzwoniąc z numeru mec. Jacka Dubois. "Ktoś metalicznym, komputerowo zmienionym głosem odczytał, że tym razem dawkę trucizny dobiorą prawidłowo" - opisywała Maria Giertych.

Ofiarą oszustów padł także prof. Marcin Matczak, prawnik z Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego. Osoba podszywająca się pod CBA poinformowała go, że nie żyje jego syn - Michał Matczak, znany jako raper Mata.

Głos w sprawie zabrał wówczas rzecznik prasowy ministra koordynatora służb specjalnych Stanisław Żaryn. "To, co tutaj jest ewidentne i co ewidentnie rzuca się w oczy, to dobór tych, którzy zostali zaatakowani; wpisujące się w logikę sporu politycznego w Polsce. Koresponduje też z debatą publiczną w naszym kraju i widać, że te ataki służą do zaogniania sporu politycznego - do wpływania na dyskurs publiczny" - wskazywał wówczas, że sprawę wyjaśniają prokuratura i policja. Nie doszło jednak do żadnych zatrzymań.

Posłuchaj:

Sprawa śmierci studenta polskiego pochodzenia Henry’ego Nowaka w Southampton zdominowała brytyjską debatę publiczną, ale zaczyna się wylewać już na inne kraje, w także Polskę. Dlaczego dyskusja o migracji, zachowaniu policji, relacjach rasowych i polityce migracyjnej nabrała takich emocji? Gościem Anny Piekutowskiej w audycji "Zapytam inaczej" był prof. Łukasz Danel z Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie.

Jak szybko dyspozytor ratownictwa medycznego może ocenić, czy zgłoszenie jest prawdziwe czy fałszywe? Czy system ratownictwa medycznego umożliwia lokalizację osoby dzwoniącej? O jego funkcjonowaniu mówił w TOK FM Michał Borowczyk, główny dyspozytor medyczny w Kujawsko-Pomorskim Urzędzie Wojewódzkim.

Źródło: tokfm.pl, TOK FM, PAP, Onet, x.com, Interia