Komisja do spraw Pegasusa nie daje rady? "Będziemy maglować delikwentów"
Sejmowa komisja śledcza do spraw Pegasusa mierzy się z coraz większą krytyką. Zarówno pierwsze przesłuchanie Jarosława Kaczyńskiego, jak i środowe Michała Wosia nie są uznawane przez komentatorów za sukcesy.
Dominika Wielowieyska o krytykę pytała w TOK FM wiceszefa komisji Tomasza Trelę. Poseł Lewicy przekonywał, że krytycy komisji nie prześledzili dobrze jej ostatniego posiedzenia.
Zdaniem gościa "Poranka Radia TOK FM" komisji udało się pokazać, że były minister Michał Woś nie wie, z kim ustalał zakup Pegasusa, oraz kwotę 25 mln zł na ten cel. Ato przecież Woś podpisał dokumenty, z którym wynika, że musiał wypłacić 25 mln za kupienie Pegasusa. - Od samego początku sprawa była polityczna - przekonywał.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
Gość TOK FM stwierdził, że błędne jest myślenie, że komisja zajmie się od razu nielegalnymi podsłuchami. Porównał to do sytuacji z oglądaniem końcówki meczu piłkarskiego i zastanawianiem się, co było wcześniej. - Żeby pokazać cały mechanizm, jaki w tej sprawie funkcjonuje, to trzeba zacząć od samego początku - uważa Trela. Przekonywał, że ważne są intencje zakupu szpiegowskiego oprogramowania oraz odpowiedzi na wiele pytań, np. o błyskawiczne tempo zakupu, trwało to około dwóch miesięcy. - Dlaczego zakupiono go tak szybko? Dlaczego ludzie, którzy podejmowali decyzję, tak naprawdę nie wiedzieli, co podpisują, tylko dostawali polityczne polecenia? - pytał Trela.
Przeszukanie u Ziobry to 'Pegasus Plus'. 'Miało być lepiej, a nie jest'
- Od samego początku mówiłem, że to nie jest komisja, która w ciągu dwóch miesięcy wszystko sprawdzi, załatwi i wyjaśni - podkreślił rozmówca Dominiki Wielowieyskiej.
Pegasus i zamydlanie rzeczywistości
Trela powtórzył, że jego zdaniem przesłuchanie Michała Wosia skończyło się sukcesem. - W moim przekonaniu, gdy miał okazywane przez członków komisji dokumenty, to już się tak gubił, że mówił "nie wiem, nie pamiętam". Według polityka, jeśli ktoś nie pamięta, jak wydawał 25 mln zł, robił sobie żarty, że Pegasus to latający koń to coś jest na rzeczy. - Wszystkie zeznania będą konfrontowane, weryfikowane z dokumentacją - mówił wiceszef komisji śledczej.
Polityk przyznał, że zdaje sobie sprawę, iż wszyscy czekają, aż komisja zajmie się "etapem realizacyjnym afery Pegasusa". Czyli okresem, w którym za wykorzystanie Pegasusa odpowiadali przyboczni Jarosława Kaczyńskiego, czyli Mariusz Kamiński i Maciej Wąsik. - Wtedy będziemy maglować delikwentów, żeby sprawdzić, kogo tak naprawdę podsłuchiwali i po co - zapowiedział.
Trela nie ma wątpliwości, że były przypadki, w których używanie Pegasusa było potrzebne. Ale przypomniał o inwigilacji przedstawicieli opozycji, krytyków rządu Zjednoczonej Prawicy, takich jak Krzysztof Brejzaa, Roman Giertych, Ewa Wrzosek, Michał Kołodziejczak. O tym, że te osoby były podsłuchiwane, informowali eksperci z kanadyjskiego Citizen Lab. Jak stwierdził gość TOK FM, jeżeli komisji uda się udowodnić, że inwigilowano przeciwników politycznych, to "ostatecznie zdefiniujemy rządy Prawa i Sprawiedliwości".
Burza wokół Ewy Wrzosek i jej walki o TVP. 'Na to pytanie nie chce odpowiedzieć'