Rząd znów zmienia zdanie w sprawie szczepień. Do nauczycieli dołączył pozostałych pracowników szkół

Szczepienia nauczycieli trwają. Z części szpitali dochodzą sygnały, że spora część nauczycieli - mimo wcześniejszych zapisów - na szczepienia się nie zgłasza. - Boją się m.in. szczepionki AstraZeneca - przyznają lekarze. Od teraz, w grupie z nauczycielami, szczepione mają być też szkolne woźne, pracownicy sekretariatów czy stołówek.
Zobacz wideo

Nauczyciele są szczepieni preparatem AstraZeneca i to budzi u części z nich wątpliwości. Słychać głosy, że to szczepionka nie do końca znana i że ma dużo skutków ubocznych, choć eksperci zapewniają, że odczyny poszczepienne mogą być podobne jak przy szczepionkach innych firm.

- Niektórzy mają obawy, że to nowa szczepionka, pytają dlaczego tylko dla nauczycieli? Gdzieś te obiegowe, nie do końca sprawdzone informacje biorą górę i część nauczycieli ciągle się zastanawia, czy się zaszczepić - mówił w rozmowie z TOK FM dyrektor Szkoły Podstawowej nr 51 w Lublinie, Marek Krukowski.

Niektórzy, zapisani na szczepienia, ostatecznie na nie nie przychodzą. W Łodzi urzędnicy rozesłali do szkół pisma, przypominając, że szczepionka to towar deficytowy i niedopuszczalne jest jej marnowanie. 

Problem z absencją widać też w innych miastach. Tylko w ubiegłym tygodniu w Szpitalu Klinicznym nr 4 przy ul. Jaczewskiego w Lublinie - z grupy nauczycielskiej - nie stawiło się ponad 60 zapisanych wcześniej osób. Część tłumaczyła, że liczyli na szczepionkę Pfizer, a nie AstraZeneca. - Ale nic się nie zmarnuje - zapewnia koordynator szczepień w szpitalu, dr Arkadiusz Smaga - Te szczepionki mają długi termin ważności i możemy je zużyć wtedy, kiedy na szczepienia zgłoszą się kolejne osoby - dodaje.

Tymczasem na profilu #SzczepimySię na Twitterze właśnie pojawiła się informacja, że do grupy nauczycieli dołączają inni pracownicy szkół.

To coś, o co zabiegały m.in. związki zawodowe. Od wielu dni słychać było głosy, że szczepienie samych nauczycieli to absurd, bo z dziećmi spotykają się też szkolne woźne, panie na stołówkach czy w szkolnych sekretariatach. Teraz szczepieni mają być wszyscy.

Zdaniem eksperta do spraw zarządzania kryzysowego, Marcina Samsela, szczepionki dla wszystkich powinny być zaplanowane od początku. To podstawowy warunek jak najszybszego powrotu dzieci do szkolnych ławek. Ekspert postulował - i pisał o tym m.in. do urzędników ministerstwa - by szczepienia nauczycieli odbywały się na miejscu, w szkołach i by odpowiadały za to zespoły mobilne. Dzięki temu, w krótszym czasie udałoby się zaszczepić większą grupę. Tak się jednak nie stało - szczepienia odbywają się w szpitalach węzłowych. Nie ma też - sugerowanej przez eksperta - szerokiej kampanii edukacyjnej skierowanej do nauczycieli, by nie bali się szczepionki AstraZeneca.

Eksperci podkreślają, że nagłe ogłoszenie włączenia do grupy aktualnie szczepionych - kolejnych osób nie jest profesjonalne. Bo świadczy o działaniu ad hoc, a nie o - wymaganym przy zarządzaniu kryzysowym - postępowaniem zgodnie ze szczegółowo zaplanowanym harmonogramem szczepień. - Grupa "0" dalej niezaszczepiona, nauczyciele dopiero zaczęci, a ci znowu łamią własne rozporządzenie. Słów już zaczyna brakować. Jak tych szczepionek, które nie wiadomo gdzie są - pisze na Twitterze prof. Jacek Jaworski z Wyższej Szkoły Bankowej w Gdańsku.

Urzędnicy to hura - optymiści?

Z profilu #SzczepimySię można się również dowiedzieć, że szczepienia nauczycieli mają się zakończyć za dwa tygodnie.

Skąd takie optymistyczne prognozy? Nie wiemy. Dla przykładu, w Szpitalu Klinicznym nr 1 przy ul. Staszica w Lublinie na liście do szczepień jest 1500 nauczycieli. Dziennie szczepionych jest 50, czyli tygodniowo 250. To oznacza, że zaszczepienie 1500 osób zajmie co najmniej sześć tygodni. Do tego dojdą inni pracownicy szkół, więc proces na pewno jeszcze się wydłuży.

DOSTĘP PREMIUM