Tak linie lotnicze ukręciły bat na siebie. Kulisy żółto-landrynkowej wojny
Po wybuchu wojny na Bliskim Wschodzie i kryzysu paliwowego to kerozyna do samolotów cenowo oberwała najmocniej. Linie lotnicze w panice podnosiły ceny biletów i doliczały dodatkowe opłaty paliwowe. Wieszczono, że na wakacje taryfy wystrzelą, ale... nie dość, że nie wystrzeliły, to wręcz są niżej niż rok temu, a eksperci wprost mówią o "aberracji" na tym rynku. Jak do tego doszło? O tym w kolejnym odcinku "Codziennego podcastu gospodarczego".
Z tego artykułu dowiesz się:
- Dlaczego, mimo wystrzału cen paliwa lotniczego, nie wystrzeliły ceny biletów
- Co ma z tym wspólnego tocząca się po cichu lotnicza wojna na polskim rynku
- I dlaczego te tanie bilety teraz mogą być tylko odroczonym wyrokiem
Kiedy wybuchła wojna na Bliskim Wschodzie, a statki z ropą i gotowym paliwem stanęły w cieśninie Ormuz, paliwo lotnicze było tym, które oberwało najmocniej. W moment zdrożało przeciętnie o 100 procent, a jego baryłka poszybowała do rekordowych 200 dolarów! Takie wzrostu w swoich budżetach nie przewidział żaden przewoźnik, dlatego linie lotnicze w panice podniosły ceny biletów i wprowadziły dodatkowe opłaty paliwowe. Tyle, że tym samym ukręciły bat na siebie. Dlaczego?
Dla linii lotniczych jest coś znacznie gorszego niż drogie paliwo: to pusty samolot. A po wybuchu wojny na Bliskim Wschodzie nasza skłonność do latania zaliczyła twarde lądowanie. Rzuciliśmy się do rezerwowania wakacji w kraju, więc samoloty za granicę zaczęły się wypełniać wolniej. Eksperci mówią wprost o aberracji na tym rynku, bo ceny biletów powinny być faktycznie już zdecydowanie większe. Natomiast wciąż jest problem z popytem. Przewoźnicy muszą więc go stymulować, a najlepszym do tego sposobem są promocje na ceny biletów. To jedna sprawa. Ale jest jeszcze druga, charakterystyczny dla polskiego rynku, na którym mamy do czynienia z żółto-landrynkową wojną - i o tym więcej za moment.>>> POSŁUCHAJ CAŁEGO ODCINKA ZA DARMO <<<
Źródło: TOK FM