,
Obserwuj
Świat

Zakaz kłamstwa dla polityków? Ekspertka sceptycznie o pomyśle: Rodzi dużo problemów

oprac. Katarzyna Rogowska tokfm.pl
3 min. czytania
31.07.2026 08:28

Walia chce, jako pierwsza na świecie, karać polityków za świadome kłamstwo. Brzmi to świetnie, ale - jak zwróciła w TOK FM uwagę Marlena Sztyber-Popko - tylko w teorii. - To mogłaby być to broń polityczna - uważa radczyni prawna i medioznawczyni z Uniwersytetu Warszawskiego.

Parlament Walijski (Senedd)
Parlament Walijski (Senedd)
fot. BEN BIRCHALL / POOL / AFP

Z tego artykułu dowiesz się:

  • jakie są założenia ustawy z Walii, która ma karać polityków za kłamstwo;
  • jakie zagrożenia - według gościni TOK FM - może nieść wejście tego prawa w życie;
  • jakie przeszkody stoją na drodze wprowadzenia podobnego prawa w Polsce;
  • co mówią przeprowadzone w Polsce badania na temat karania hejtu w sieci.

Walijski parlament dąży do wprowadzenia ustawy delegalizującej kłamstwa polityków. Według jej założeń polityk, który publicznie dopuścił się kłamstwa, miałby na wycofanie swoich fałszywych oświadczeń 14 dni. W przypadku prawomocnego skazania groziłby mu zakaz wykonywania swojego zawodu przez okres czterech lat.

Radczyni prawnej i medioznawczyni Marlenie Sztyber-Popko podoba się założenie walijskich parlamentarzystów. Ma ona jednak sporo wątpliwości co do praktycznego zastosowania takiego prawa. Bo co w sytuacji, gdy ktoś podał fałszywą informację przez pomyłkę? - Kłamstwo jest świadome, to celowa intencja wprowadzenia w błąd. Co, gdy ktoś oparł się na danych z raportu, które zostały mu przez kogoś przekazane? Kolejny problem to media społecznościowe. Przecież informacje czerpiemy nie tylko ze źródeł bezpośrednich, ale także pośrednich, więc w jaki sposób to zweryfikować? - zwróciła uwagę gościni "Niedzielnego Poranka TOK FM".

Drugą kwestią jest wybór gremium, które miałoby oceniać, czy dane stwierdzenie jest kłamstwem, czy nie. - Czy to byłaby jakaś niezależna instytucja złożona z ekspertów? Bo przecież nie z polityków. Gdyby politycy mogli oceniać sami siebie, to mogłaby być to broń polityczna, instrument, który byłby wykorzystywany przeciwko przeciwnikom - wskazała rozmówczyni Michała Tomasika.

Ekspertka z Uniwersytetu Warszawskiego obawia się też tzw. efektu mrożącego. - Co możemy w końcu powiedzieć? Bo w sumie nie wiemy. To może lepiej nie mówić nic niż powiedzieć za dużo, bo nie wiemy, czy później ktoś uzna to za kłamstwo, czy nie. Ten projekt rodzi dużo problemów, natomiast prace nad nim się kończą, więc zobaczymy - stwierdziła.

Redakcja poleca

W Polsce kłamstwo karane "nie bezpośrednio"

Co na temat kłamstwa mówi polskie prawo? - Nie ma prawa do kłamstwa. Oczywiście mamy wolność wypowiedzi, którą gwarantuje nam konstytucja. Normy unijne także pozwalają nam wyrażać swoje opinie, ale pamiętajmy, że ta wolność nie jest wolnością absolutną. To znaczy nie możemy powiedzieć wszystkiego - podkreśliła Marlena Sztyber-Popko.

Mimo to polscy politycy, którzy (celowo bądź nie) szerzą dezinformację to nie jest w Polsce rzadkie zjawisko. Do planów walijskiego rządu odniósł się wicepremier i minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski. "Jestem za podobnym rozwiązaniem w Polsce wobec polityków i dziennikarzy" - skomentował w mediach społecznościowych.

Jak zwróciła uwagę gościni TOK FM, polskie prawo nie jest jednak wobec kłamstwa bezbronne. - Mamy różnego rodzaju instrumenty prawne, które pozwalają na to, aby wypowiedzi polityków, osób, które mają wpływ na kształt debaty publicznej, były weryfikowane i oceniane pod kątem tego, czy są prawdziwe, czy nie. Mamy na przykład w postępowanie cywilne, artykuł 23 i 24 Kodeksu cywilnego, które mówią o naruszeniu dóbr osobistych - wymieniła.

Jak wskazał w odpowiedzi Michał Tomasik, właśnie te "straszne" przepisy są chętnie wykorzystywane do wytaczania tzw. procesów SLAPP-owych (Strategic Lawsuits Against Public Participation), których celem jest zastraszanie i uciszanie krytyków (8 lipca Sejm przyjął ustawę, która chroni przed takimi pozwami dziennikarzy, aktywistów i organizacje pozarządowe).

- Trochę tak, dlatego że katalog dóbr osobistych w ustawie Kodeks cywilny jest przykładowy. To znaczy, że m.in. w związku z rozwojem technologii pojawiają się nowe dobra osobiste, ale też pojęcia takie jak godność, dobre imię, cześć, nie są jasne, te granice są bardzo szerokie. Więc musimy pamiętać o tym, że jeżeli każdy ma prawo do godności i dobrego imienia, to jeżeli ja moim kłamstwem spowoduję, że naruszę dobre imię drugiej osoby, to to kłamstwo będzie karane nie bezpośrednio, ale przez środki pośrednie - tłumaczyła radczyni prawna.

Źródła: TOK FM, BBC, uw.edu.pl