,
Obserwuj
Polityka

"Awaryjne" działanie wojska. Ekspert wskazał słabość naszej obrony powietrznej

Aleksandra Gruszczyńska
3 min. czytania
11.09.2025 06:29

- Polska zareagowała dość dobrze na rosyjską prowokację z dronami. Natomiast było to rozwiązanie "awaryjne" - stwierdził na antenie TOK FM dr Tomasz Pawłuszko ekspert w dziedzinie obronności i polityki zagranicznej. Wyjaśnił także, co powinno zostać zrobione, by na już wzmocnić nasz system obrony powietrznej. 

fot. East News
  • W nocy z wtorku na środę polska przestrzeń powietrzna została poważnie naruszona przez kilkanaście rosyjskich dronów. Do tej pory służby odnalazły 16 z nich;
  • Rosjanie zapewnili, że ich celem nie był atak na nasz kraj i deklarują chęć współpracy i wyjaśnienia tego zdarzenia. Polskie władze nie dają jednak wiary tym zapewnieniom;
  • Zdaniem eksperta ds. obronności dr. Tomasza Pawłuszko do takich incydentów może dochodzić częściej;
  • - To pokazuje braki w systemach obrony przeciwlotniczej całej wschodniej flanki NATO - stwierdził w TOK FM Pawłuszko.

Nie milkną echa po tym, jak na terytorium Polski w nocy z wtorku na środę wleciało kilkanaście rosyjskich dronów. Część z nich została zestrzelona przez polskie wojsko, które skorzystało z pomocy sił sojuszniczych. Jak stwierdził w TOK FM dr Tomasz Pawłuszko, ekspert w dziedzinie obronności i polityki zagranicznej z Uniwersytetu Opolskiego, Polska w zaistniałej sytuacji zareagowała stosunkowo dobrze. Jednak, jak podkreślił, problemem jest to, że cała wschodnia flanka NATO ma dość kiepskie systemy obrony przeciwlotniczej. 

- Polska jest relatywnie dużym krajem i u nas te systemy już częściowo są, a nowe są wciąż budowane, natomiast w pozostałych krajach regionu sytuacja jest zdecydowanie dużo gorsza i oni są zdani na pomoc naszą lub ewentualnie wojsk amerykańskich stacjonujących w Rumunii - wyjaśnił dr Pawłuszko w "TOK360-Posumowanie dnia". Dodał, że systemy obrony przeciwlotniczej są stosunkowo drogie, jak na przykład system Patriot, ale bardzo potrzebne.

- Większość państw we wschodniej flance NATO ma niewielkie siły lądowe i powietrzne. I choć nasi sąsiedzi i sojusznicy zakupują różne zestawy przeciwlotnicze na przykład typu naszego zestawu Piorun, to nie składają się one na całe mechanizmy ostrzegania, reagowania i systemy decyzyjne. W przypadku takich zagrożeń jak szybko lecące pociski, rakiety czy drony, trudno jest w ciągu kilkunastu minut wykryć zagrożenie, namierzyć i zestrzelić taki obiekt. Czas na reakcję jest zbyt krótki. Dlatego myślę, że państwa sojusznicze powinny zadecydować o wzmocnieniu wschodniej flanki NATO i zakupie środków zapobiegawczych dla takich zdarzeń - wyjaśnił naukowiec. 

Polecamy

Gospodarz audycji Adam Ozga dopytywał, czy to znaczy, że mamy do czynienia z wyścigiem z czasem? W ocenie eksperta trochę tak, bo polski system ochrony powietrznej ma być gotowy w 2027 roku, co oznacza, że mamy dwa lata, by radzić sobie zasobami, które mamy i polegać na wsparciu obrony przeciwlotniczej naszych sojuszników. Pawłuszko stwierdził, że najlepszym rozwiązaniem na teraz byłoby "wypożyczenie" odpowiedniego sprzętu od państw, które go posiadają. Wówczas udałoby się uzupełnić lukę w naszym systemie obrony przeciwlotniczej. 

Zapytany, jak polskie siły zbrojne poradziły sobie w tej konkretnej sytuacji, odparł, że w jego ocenie "dość dobrze". Choć, jak podkreślił, nie udało się zestrzelić wszystkich obiektów, to udało się zneutralizować te, które w ocenie wojska zagrażały ludności cywilnej. Gość TOK FM przypomniał, że poderwanie samolotów, do którego doszło, jest w przypadku naruszenia przestrzeni powietrznej danego kraju procedurą standardową. Zwrócił jednak uwagę na ważny szczegół. 

- Pamiętajmy, że w przypadku ataków Rosji na Ukrainę w użycie idzie kilkaset dronów, więc w przypadku takiej zmasowanej akcji nie da się użyć samolotów do ich zestrzelenia. Na to możemy przeznaczyć kilka, może kilkanaście maszyn jeśli poprosimy o pomoc sojuszników, dlatego to było "awaryjne" reagowanie. Natomiast docelowo samoloty nie są odpowiednią bronią do strącania chmary dronów. W naszym przypadku nie możemy mówić jeszcze o agresji Rosji, bo drony nie były masowo wystrzelone, natomiast w przyszłości nie można wykluczyć, że do takiej sytuacji dojdzie - podsumował. 

Polecamy

Źródło: TOK FM