"Biedagent z Telegrama" to nie wszystko. "Rosja znalazła czuły punkt" Polski
- Strata takiego agenta dla Rosji jest znikoma i prawdopodobnie traktują ich jako "narzędzie jednorazowego użytku" - mówił w TOK FM dr Michał Piekarski z Uniwersytetu Wrocławskiego. Skomentował w ten sposób informację, że podczas ostatniej akcji Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego zatrzymała trzy osoby działające na szkodę Polski na zlecenie rosyjskiego wywiadu.
Z tego artykułu dowiesz się:
- ABW zatrzymała 55 osób działających na zlecenie rosyjskiego wywiadu;
- Jak mówił w TOK FM dr Michał Piekarski z Uniwersytetu Wrocławskiego, to osoby "z niskim doświadczeniem życiowym, po drugie potrzebujące zajęcia i pieniędzy. Po trzecie, możliwe, że część z nich miała wcześniej drobne konflikty z prawem";
- A jak patrzy na nich Rosja?
Prokuratura Krajowa poinformowała z kolei, że - według ustaleń śledztwa - 21 Ukrainiec, "działając wspólnie z innymi osobami, realizował zadania zlecone przez rosyjskie służby specjalne polegające na przygotowaniu i przekazaniu na Ukrainę przesyłek zawierających urządzenia zapalające i substancje chemiczne mogące spowodować pożar lub eksplozję. Przesyłki te zostały przechwycone przez rumuńskie służby jeszcze przed wybuchem”. Według prokuratury "przesyłki te miały ulec samozapłonowi lub eksplozji w czasie transportu. Celem planowanych działań było zastraszenie ludności oraz destabilizacja państw Unii Europejskiej wspierających Ukrainę".
- Charakterystyczne jest to, że znowu mamy osobę bardzo młodą i prawdopodobnie jest to kolejny raz, kiedy mamy do czynienia z tzw. biedaagentami z Telegrama, czyli osobami, które zostały zrekrutowane, ponieważ potrzebowały jakikolwiek pracy, bardzo szybko i nie zadawały zbędnych pytań - skomentował w TOK FM dr Michał Piekarski z Zakładu Studiów nad Bezpieczeństwem Uniwersytetu Wrocławskiego.
Jak od razu dodał, charakterystyczne jest też to, że po raz kolejny powtarza się motyw próby użycia paczek jako nośnika ładunków wybuchowych.
Dopytywany, czy możemy jakoś przed tym zabezpieczyć, tym bardziej, że dotyczy to nie tylko Polski, odpowiedział krótko: "nie.
- Niestety Rosjanie znaleźli prawdopodobnie słaby punkt, ponieważ uderzają w tym momencie w jeden z kluczowych dla naszej gospodarki sektorów. Dwa: paczek krążą w Europie miliony, przy czym są one przewożone różnymi środkami transportu. Wybuch tylko jednej paczki choćby tylko podczas transportu ciężarówką powoduje spore straty. Wybuch podczas transportu samolotem oznacza groźby katastrofy lotniczej, z kolei spalenie magazynu - koszmarne straty i zablokowanie łańcuchów przesyłu - dodał w rozmowie z Agnieszką Lichnerowicz.
Co gorsza, podkreślił, bardzo trudno jest w tym momencie wdrożyć środki bezpieczeństwa, bo trudno wyobrazić sobie sytuację, że będziemy prześwietlać każdą paczkę, którą nadajemy.
"Oni są tani i jest ich dużo i to jest problem"
A co jeszcze można powiedzieć o "biedaagentach"? Gość "Światopodglądu" wyliczył, że to osoby "z niskim doświadczeniem życiowym, po drugie potrzebujące zajęcia i pieniędzy. Po trzecie, możliwe, że część z nich miała wcześniej drobne konflikty z prawem". Stąd, jak tłumaczył, mogą być niechętne, żeby kontaktować się z policją - nawet jeżeli staje się jasne, że propozycja dotyczy np. podłożenia ognia.
- Zaczyna się jednak od prostych rzeczy, czyli np. "Wykonaj napisy na murze" albo "Zrób zdjęcia". Te osoby początkowo nie mają świadomości, w co się pakują, a potem pojawia się mechanizm: "Patrz na nasze zlecenie, wykonywałeś np. zdjęcia pociągów. Robiłeś zdjęcia magazynom. Robiłeś zdjęcia bazie lotniczej. Jeżeli będziesz się opierać, to my na ciebie doniesiemy na policję i to ty pójdziesz siedzieć" - dodał dr Michał Piekarski.
Zastrzegł jednak od razu, że jest jednak druga strona metalu, bo nie są to zawodowcy. - To nie chcą wyszkoleni, profesjonalni dywerstanci, którzy stosowaliby zaawansowany sprzęt. Oni są tani i jest ich dużo i to jest problem - podkreślił.
Zwrócił także uwagę, że "dla Rosji nie jest problemem, że tacy ludzie wpadną". - Przecież praktycznie nic nie widzą. Nie są w stanie np. podać rysopisów ludzi, którzy ich prowadzą, bo kontaktują się przez Internet. Stąd strata takiego agenta dla Rosji jest znikoma i prawdopodobnie traktują ich jako "narzędzie jednorazowego użytku" - skwitował w TOK FM.
Źródło: TOK FM, PAP