,
Obserwuj
Gospodarka

Ozempic, serek wiejski i "GLP1-friendly". Czy Polska wykorzysta swoją szansę?

Anna Augustyn, Wojciech Kowalik
5 min. czytania
12.05.2026 21:00

To będzie odcinek o rewolucji, której jesteśmy codziennymi świadkami wśród sklepowych półek. Na naszych oczach dzieje się wielka zmiana. Miejsce czipsów zajmuje szpinak, a kurczak zastępuje boczek. Będzie o zaskakujących awansach na gwiazdy przemysłu spożywczego, za którymi stoi pewien lek oraz zgrany duet: generacja Zet ramię w ramię z TikTokiem.

Polska jest trzecim największym producentem mleka w Unii Europejskiej
Polska jest trzecim największym producentem mleka w Unii Europejskiej
fot. MARIUSZ GRZELAK/REPORTER

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jaką spożywczą rewolucję napędzają wspólnie Generacja Zet, leki na odchudzanie i TikTok?
  • Jak zmienia się w sklepach lodówka z gotowymi daniami i dlaczego triumfy święci serek wiejski?
  • Dlaczego my w Polsce, w środku tej rewolucji, siedzimy na górze białego złota?

Zacznijmy od lodówki, konkretnie od tej jej części, do której zagląda się stosunkowo rzadko, bo przechowuje produkty kupione na najczarniejszą kulinarną godzinę. Czyli do zamrażarki. A tam pizza wielkości samochodowego koła i gotowe pyzy z mięsem, które pamiętają lepsze czasy. Za tę zamrażarkę zabrał się właśnie przemysł spożywczy i pisze receptury gotowych dań kompletnie od nowa. Nestlé, Kraft Heinz, marki własne największych sieci marketów i dyskontów, wszyscy zaczynają od początku. Efekt? W sklepowych chłodniach zamiast de volaille'a z ziemniakami makaron z kurczakiem i szpinakiem, czyli białkiem i błonnikiem. Na etykiecie tłustym drukiem deklaracja: "GLP-1 friendly". Co to takiego?

Znak czasów

GLP-1 to skrót od nazwy hormonów, które organizm produkuje po posiłku i które przekazują mózgowi, że trzeba zarządzić koniec jedzenia. Leki naśladujące działanie tych hormonów zostały wprowadzone na zachodnie rynki trzy lata temu i od razu wzięły je przebojem. Na Zachodzie otyłość stała się chorobą cywilizacyjną, która kosztuje gospodarki dziesiątki miliardów dolarów. Najbardziej znane leki z rewolucyjnej serii to Wegovy, Ozempic czy Mounjaro. Z tymi nazwami na pewno już się spotkałeś.

Wszystkie idą na świecie jak woda, liczba chętnych rośnie w postępie geometrycznym, a fabryki farmaceutyczne nie nadążają z produkcją. Bo te nowoczesne leki pozwalają schudnąć właściwie bez wyrzeczeń, ich przyjmowanie ogranicza apetyt i bezwysiłkowo zmienia zwyczaje żywieniowe. W samych Stanach Zjednoczonych bierze je już co ósmy dorosły. Globalny rynek semiglutydu - bo tak nazywa się substancja czynna o rewolucyjnym działaniu - wart dzisiaj rekordowe 100 miliardów dolarów, za kilka lat ma podwoić wartość. I tu pojawia się problem, który spędza sen z powiek całemu przemysłowi spożywczemu. Jak przekonać do jedzenia tych, którzy wcale nie są głodni.

Semiglutyd sprawia, że przyjmująca go osoba nie odczuwa ciągłego głodu, co w leczeniu otyłości czy zwykłym odchudzaniu jest sprawą kluczową. Jej posiłki są mniej kaloryczne, o mniej więcej jedną piątą. Skromniejsze posiłki równa się mniejsze zakupy spożywcze i mniejsze wydatki, o jakąś jedną trzecią. Szczególnie na żywność wysoko przetworzoną jak chrupki, czipsy, słodycze, ciasta i ciastka, napoje gazowane czy lody. Wystarczy to zakupowe ograniczenie przemnożyć przez miliony klientów, by zdać sobie sprawę z rozmiaru dziury. Leki na otyłość wyrwały przemysłowi spożywczemu miliardy dolarów dotychczasowego zysku. Dlatego coś, co wielkie koncerny spożywcze lekceważyły trzy lata temu jako chwilową modę, zmusza je teraz do przeprowadzenia rewolucji na sklepowych półkach.

Jaką mają strategię? Otóż płyną z prądem i uważnie badają nowe zwyczaje żywieniowe. Posiłki mają być mniejsze, ale pożywne, z odpowiednią zwartością białka i błonnika. Ma być szybko i niedużo. Bo człowiek w terapii otwiera lodówkę nie dlatego, że jest głodny, ale dlatego, że musi coś zdrowo zjeść. I teraz flagowa odpowiedź branży, odpowiedź nieoczywista czyli... pizza! Ale pizza 2.0, mniejsza i białkowa. Na przykład z filetem z kurczaka oraz z błonnikiem, na przykład szpinakiem. Ta mini pizza jest dziś jedną z najgorętszych kategorii w całym przemyśle spożywczym, który daje branży nadzieję na dobrą przyszłość. Bo na największym rynku spożywczym sprzedaż mrożonek ogółem spadła o 2 procent, ale sprzedaż mrożonek z wysoką zwartością protein wzrosła o ponad sześć. A po nowe produkty opatrzone napisem "GLP1-friendly" sięgają nawet ci, którzy nigdy wcześniej nie kupowali gotowych dań, ale chcą jeść lepiej. A to tylko część zmiany. Bo prawdziwa bitwa o dusze i żołądki toczy się na większej półce.

Góra białego złota

Tu wchodzimy w świat, który do niedawna kojarzył się wyłącznie z siłownią i proteinowymi shake'ami dla kulturystów. Głównymi bohaterami są... serek wiejski i serwatka. Ten pierwszy stał się bohaterem zbiorowej spożywczej wyobraźni z dwóch powodów: to media społecznościowe i generacja Zet.

Serwatka: ten skromny produkt uboczny produkcji sera, który przez dekady lądował w świńskich korytkach, stał się jednym z najgorętszych surowców na globalnym rynku spożywczym. W ciągu ostatniego roku cena koncentratu białka serwatkowego (znajdziecie go w składach produktów spożywczych jako WPC 80) wzrosła o blisko 90 procent. Łatwo przyswajalne białko z serwatki z impetem wjechało na spożywcze salony, wraz z zapotrzebowaniem na wysokobiałkowe dodatki do żywności, które pozwalają jeść mało i mieć się dobrze. Problem polega na tym, że serwatkowa gorączka stale rośnie, a produkcja za tym wzrostem nie nadąża.

I to, pomimo że zwiększać moce przerobowe rzuciły się największe europejskie koncerny mleczarskie jak Arla, Campina czy Danon, które do produkcji serwatkowego koncentratu białkowego stawiają w Europie całe nowe fabryki. Podobne decyzje zapadają zresztą w Ameryce, gdzie największa firma mleczarska DFA przestawiła dwie fabryki z produkcji mleka na serki wiejskie z dodatkiem serwatki. Bo jak oceniają specjaliści, na Zachodzie trwa coś na kształt konsumenckiego szturmu na białko mleka, w tym zawarte w niedocenianym wcześniej antybohaterze śniadań z dzieciństwa, czyli w serku wiejskim.

Za drugą młodością serka stoi nierozłączny duet, czyli generacja Zet z Tik Tokiem. A zaczęło się niecałe trzy lata temu od serkowych lodów. Wiralowy filmik błyskawicznie zaliczył milion odtworzeń, a przez tak zwane soszjale zaczęła wtedy przechodzić nabiałowa powódź i do dzisiaj nic się w tej kwestii nie zmieniło. W ten sposób produkt kojarzony z oldskulową dietą dla dziadersów stał się nagle jednym z najbardziej poszukiwanych produktów spożywczych na świecie. Na bazie serka wiejskiego w kuchniach na całym świecie powstają pasty, ciasta, racuchy, babeczki, bajgle i biszkopty. Hasztag "cottage cheese" ma miliony filmów na TikToku. Jego fenomenem zajęli się naukowcy dietetycy i orzekli: serek wiejski jest tani, łatwo dostępny i pasuje idealnie do obsesji na punkcie białka, która ogarnęła generację Zet.

Efekt jest policzalny: w USA sprzedaż serka wiejskiego rosła systematycznie o kilkanaście procent kwartał po kwartale przez dwa lata bez przerwy. W Europie jeden z największych koncernów mleczarskich zwiększył sprzedaż o blisko 20 procent. W Wielkiej Brytanii w ubiegłym roku wzrost wyniósł 40 procent. Do fabryk ustawiają się kolejki. Są takie, które mogłyby produkować o jedną trzecią więcej, ale nie mają jak.

Na koniec o Polsce. Bo Polska jest trzecim największym producentem mleka w Unii Europejskiej i jak każdy wielki producent sera, produkuje przy okazji ogromne ilości serwatki. Tej samej, która podrożała w ciągu roku niemal dwukrotnie. Problem w tym, że sprzedaje ją w postaci standardowego niskobiałkowego proszku z ceną 25 razy mniejszą niż poszukiwany produkt z wysoką zawartością białka. Wniosek? Siedzimy na górze białego złota, trzeba je tylko wydobyć. Bo świat potrzebuje coraz więcej i więcej białka.

źródło: TOK FM