,
Obserwuj
Polityka

Motyka w TOK FM ostro o dziennikarzu "Sieci". "Totalny odlot tego pana"

oprac. Marta Zdanowska
3 min. czytania
09.09.2025 18:30

Minister energii Miłosz Motyka w TOK FM w mocnych słowach zdementował ustalenia dziennikarza tygodnika "Sieci" odnośnie budowy elektrowni jądrowej. - Co za bzdura. Pan Wikło kłamie w kilku sprawach - stwierdził. 

Miłosz Motyka
Miłosz Motyka
fot. East News
  • Jakie było stanowisko rządu przed wizytą Karola Nawrockiego w Waszyngtonie?
  • Dlaczego minister Motyka krytykował artykuł w tygodniku "Sieci"?
  • Jakie są plany rządu dotyczące budowy drugiej elektrowni atomowej?
  • Z kim rząd planuje współpracę przy budowie elektrowni atomowych w Polsce?

W stanowisku rządu przed wizytą Karola Nawrockiego w Waszyngtonie był punkt - "nie deklarować wsparcia dla amerykańskiego podmiotu przy budowie drugiej elektrowni atomowej". W rozmowie z ministrem energii Miłoszem Motyką Karolina Lewicka sięgnęła do tygodnika “Sieci”. - Nie - od razu zareagował polityk PSL-u.

Mimo to prowadząca "Wywiad Polityczny" w TOK FM zacytowała artykuł na ten temat: “Co do durnych podpowiedzi, trudno inaczej rozumieć tę zawartą w instrukcji, by nie wspierać budowy elektrowni jądrowej wraz z amerykańskim podmiotem. Przecież 3 lata temu podpisano już listy intencyjne między Westinghouse z 22 polskimi firmami, które mają brać udział w budowie elektrowni atomowej w naszym kraju. Podkreślmy jednak, że działo się to w czasie rządów Zjednoczonej Prawicy, a gabinet Tuska ma chyba inny pomysł. Po faktycznym wypchnięciu z Polski kontrahenta koreańskiego przyszedł chyba czas na pozbycie się Amerykanów. Wszystko po to, by technologię przynieśli nam nasi europejscy przyjaciele. Czego nie rozumiecie?”.

Minister Motyka: To totalny odlot tego pana

- Co za bzdura. Pan Wikło [autor tekstu - red.] kłamie w kilku sprawach - od razu oburzył się Motyka. Jak tłumaczył, redaktor “Sieci” myli pierwszą elektrownię z drugą, myli aspekty związane z deklaracjami, a także instrukcje MSZ ze stanowiskiem rządu. - Nasz projekt jądrowy, jeden jedyny rządowy projekt, jest realizowany przy współpracy z firmami amerykańskimi - wskazał minister.

Jeśli zaś chodzi o drugą lokalizację, minister zapewniał, że rząd chce przeprowadzić postępowanie konkurencyjne. - Dlatego wystosowaliśmy zapytania do kilku państw - do Francuzów, do Koreańczyków, do Kanadyjczyków i do Amerykanów - przekonywał. I zapewnił: "Będziemy podejmowali tę decyzję z punktu widzenia bezpieczeństwa energetycznego i portfeli Polek i Polaków".

Według Motyki zaś pisanie o "jakimś wypchaniu Koreańczyków" "to totalny odlot tego pana, który to pisał". - Bo nie rozumie on, że Koreańczycy nadal są w procesie. Zostało do nich wysłane konkretne zapytanie, a powody, z jakiego wycofali się z półkomercyjnego projektu, były czysto związane z ich umową z Amerykanami. Bo jakoś tak się złożyło, że wycofali się także ze Słowenii, ze Szwecji, z Holandii. Wycofali się także z Polski i kilku państw w Europie. I nie ostatnio, a kilkanaście miesięcy temu. Te decyzje pierwsze zapadały jeszcze za rządów Prawa i Sprawiedliwości - podkreślił gość TOK FM.

Redakcja poleca

- Więc dobrze by było, by pan Wikło pisał o rzeczach, o których pojęcie ma, natomiast nie wikłał się w sprawy, w których szkodzi polskiemu interesowi. Mówię o tym bardzo odpowiedzialnie. Jeżeli chce realizować interesy koreańskiego czebola, który nadal może realizować projekty jądrowe w Polsce, to niech się przeniesie do Korei Południowej. Ja będę realizował interesy zgodne z polską racją stanu - skwitował minister energii.