,
Obserwuj
Polityka

Sprytna ofensywa Rosji wobec Zachodu. "Cudem uniknęliśmy tragedii"

Aleksandra Gruszczyńska
3 min. czytania
10.09.2025 20:20

- Musimy sobie odpowiedzieć na pytanie, w jaki sposób reagować i bronić naszych granic państwa w sytuacji, w której możemy być poddani dużej skali atakowi powietrznemu przy użyciu tego rodzaju środków, do których naszego systemu obrony powietrznej nie przygotowywaliśmy przez całe lata - mówił w TOK FM szef działu bezpieczeństwa i spraw międzynarodowych Polityka Insight Marek Świerczyński. 

fot. East News
  • Kolejny przypadek naruszenia polskiej przestrzeni powietrznej;
  • W Polsce znaleziono już szczątki 12 rosyjskich dronów i choć Kreml przyznał, że nie Polska była celem ataku, to polskie władze nie dają wiary tym zapewnieniom;
  • - Ta noc przejdzie do historii. Rosja wzmogła działania zbrojne, ale pod progiem, który uznalibyśmy za atak na terytorium Sojuszu Północnoatlantyckiego - powiedział w TOK FM Marek Świerczyński. 

W nocy z wtorku na środę została naruszona polska przestrzeń powietrzna, o czym poinformowały służby oraz premier Donald Tusk. Do tej pory udało się odnaleźć szczątki 12 rosyjskich dronów, które rozbiły się w kilku województwach. 

Jak zauważył w TOK FM Marek Świerczyński, szef działu bezpieczeństwa i spraw międzynarodowych Polityka Insight ta sytuacja pokazuje, że Polska ma problem, nad którym musi się poważnie zastanowić. 

- Ta noc przejdzie do historii. Musimy odpowiedzieć sobie na pytanie, w jaki sposób reagować i jak chronić nasze granice. Takich prowokacji może być zdecydowanie więcej, a my musimy być gotowi na sytuację, w której będziemy poddani dużej skali ataków z powietrza przy użyciu takich środków, do których nasz system obrony powietrznej nie jest przygotowany i nie staraliśmy się go przygotować przez lata - stwierdził gość "Wywiadu Politycznego".

Polecamy

Jak dodał, przez całe lata system obrony powietrznej skupiał się na zupełnie innych zagrożeniach. Świerczyński wymienił rosyjskie rakiety Iskander, bardzo groźne i śmiercionośne. Najpierw zostały rozmieszczone w obwodzie kaliningradzkim, potem na Białorusi, a potem były wykorzystywane do bombardowania Ukrainy. Polska bała się najbardziej właśnie Iskanderów i przez lata inwestowała w system obrony powietrznej, by chronić nasze granice przed rakietami. 

- Zagrożenie dronowe, w tej skali co obecnie, jest nowe. Ono się pojawiło rok, może półtora roku temu i narasta. Rosja w tej chwili stosuje drony już po prostu setkami. Przecież chyba nie wierzymy, że to, co się zdarzyło dzisiejszej nocy, nie było działaniem intencjonalnym, może być też wykorzystywane przeciwko Polsce i tutaj mamy bardzo dużo do nadrobienia i musimy to nadrobić bardzo szybko - wyjaśnił Świerczyński. 

Polecamy

Prowadząca audycję Karolina Lewicka dociekała, czy to jest kolejny etap wojny hybrydowej, bo raczej w tym przypadku o koszmarnej pomyłce nie może być mowy. - Tak mi się wydaję - odparł ekspert Polityki Insight. I dodał, że Rosja najwyraźniej wzmogła kampanię prowadzoną również metodami zbrojnymi, chociaż wciąż pod progiem, który byśmy powszechnie i solidarnie uznali za atak zbrojny na terytorium Sojuszu Północnoatlantyckiego, ale wzmogła działania ofensywne, agresywne i nie tylko wobec Ukrainy, ale wobec Zachodu.

- To, co wleciało do Polski, to nadal są raczej drony wabiki. Takie lżejsze konstrukcje, które mają za zadanie mylenie systemu obrony powietrznej. Jak jednak widać, one są na tyle solidne, że potrafią zrobić dziury w dachu domu jednorodzinnego, więc można powiedzieć, że w zasadzie cudem uniknęliśmy kolejnej tragedii, bo przecież w tym pokoju mógł ktoś być. Strach pomyśleć, co by się działo, gdyby tam doszło do śmierci - skwitował gość Karoliny Lewickiej. 
Źródło: TOK FM