,
Obserwuj
Polityka

"Marsz Gniewu". "Jeśli budżetówka nie dostanie podwyżek, to obywatelom odbije się to czkawką"

oprac. Marta Zdanowska
2 min. czytania
15.09.2023 10:13
Podwyżka pensji minimalnej, którą ogłosił premier Mateusz Morawiecki, nie dotyczy pracowników budżetówki, którzy w piątek manifestują w Warszawie. Domagają się godnych płac. - To protest gniewu, ale też zwrócenie uwagi na problem, który dotyczy nas wszystkich. Bo w pewnym momencie opustoszeją szkoły, urzędy i posterunki policji - ostrzegała w TOK FM szefowa Forum Związków Zawodowych Dorota Gardias.
|
|
fot. Martyna Niećko / Agencja Wyborcza.pl

Ulicami Warszawy przechodzi Marsz Gniewu - manifestacja pracowników budżetówki, organizowana przez dwie największe centrale związkowe w Polsce. Protest rozpoczął się na placu Defilad, a skończy przed siedzibą Kancelarii Premiera. Hasło marszu to: "Bez nas państwo nie istnieje". Związkowcy z OPZZ i Forum Związków Zawodowych domagają się godnych warunków pracy i godnych wynagrodzeń. W manifestacji miało wziąć udział kilka tysięcy osób.

W czwartek rząd podjął ostateczną decyzję w sprawie wysokości pensji minimalnej. W przyszłym roku najniższe wynagrodzenie wyniesie docelowo 4300 złotych brutto. W porównaniu do obecnej stawki to wzrost o 20 procent. Problem jednak w tym, że jak mówiła w "A teraz na poważnie" w TOK FM Dorota Gardias, przewodnicząca Forum Związków Zawodowych, podwyżka minimalnej pensji nie dotyczy pracowników budżetówki.

- To rząd jest pracodawcą dla tych wszystkich pracowników, którzy jutro zaprotestują. Fajnie jest wyjść i powiedzieć: płacę minimalną podnosimy, ale dla innych pracodawców, natomiast u siebie nie. I wielu ludzi tego po prostu nie wie, myślą, że jak rząd wychodzi i mówi, że praca minimalna jest podniesiona, to dostają ją wszyscy. Otóż nie. Tu obciążają pracodawców, a tu rząd swoich pracowników nie uposaża w odpowiednie pensje - powiedziała Gardias. 

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty "taniej na zawsze". Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>

"Jeśli budżetówka nie dostanie podwyżek, to nam obywatelom też się to czkawką odbije"

Jak podkreśliła gościni TOK FM, z pracownika budżetówki od ośmiu lat nikt poważnie nie rozmawiał. Dlatego zdecydowano się na protest w Warszawie. - To protest gniewu, ale też zwrócenie uwagi na problem, który dotyczy nas wszystkich. Bo to, że budżetówka nie dostanie podwyżek, to nam wszystkim obywatelom też się to czkawką odbije. Bo w pewnym momencie opustoszeją szkoły, urzędy i posterunki policji - alarmowała związkowczyni.

Gardias przypomniała, że jej organizacja wraz z OPZZ przygotowali własną propozycję: 20 proc. w roku 2023 z wyrównaniem od lipca i 24 proc. wskaźnika inflacyjnego od stycznia 2024. Apelowała też o rozwiązania systemowe. - To jest tak jak u pielęgniarek. Dopóki wszyscy nie zrozumieli, że nie będzie się miał kto nami opiekować, to te podwyżki były znikome. I jak zobaczymy puste urzędy i szkoły, to dopiero wtedy wszyscy otworzą oczy, że trzeba to wyrównać. Dlatego to nie jest pierwszy i pewnie nie ostatni protest - podsumowała szefowa Forum Związków Zawodowych.