,
Obserwuj
Gospodarka

Szybciej, taniej i wygodniej. Europa przesiada się do pociągów

Anna Augustyn, Wojciech Kowalik
4 min. czytania
14.05.2026 20:18

To będzie odcinek o kolejkach po bilety na wakacje, ale nie takich, jak myślicie. Europa już nie stoi w ogonkach do kas na lotniskach (umownie rzecz jasna). Europejczycy ustawiają się karnie i coraz liczniej zupełnie gdzie indziej, bo na wakacje chcą jechać bez ryzyka, wybierają się więc bliżej i za mniejsze pieniądze. Bo latanie na krótkich trasach podrożało w ostatnich tygodniach o jakieś 20 procent, na długich nawet o połowę. I to właśnie o tym będzie ta historia. A konkretnie o tym, kto na tej lotniczej biedzie radośnie korzysta.

Venice Simplon Orient-Express
Venice Simplon Orient-Express
fot. YASIN AKGUL/AFP/East News

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Kto tylko czeka na drogie bilety lotnicze i odwołane loty - i przebiera nogami, żeby na tym zarobić?
  • Jak "kolej na wakacje" zabrzmi w tym roku dosłownie?
  • I jak luksus na torach przeżywa swój renesans, mimo że kosztuje krocie?

Skoro mamy środek maja, to w europejskim kalendarzu urlopowym oznacza szybki start sezonu wakacyjnego i szczyt zainteresowania podróżowaniem. Szczyt w tym roku niestandardowy, bo z paliwowym kryzysem w tle. Kryzys jest uniwersalny i globalny, w Europie na razie umiarkowanie odczuwalny, bo paliwa samochodowego - choć zauważalnie droższego - nie brak. Inaczej z benzyną lotniczą. Dlaczego? Bo zamknięcie jednej z najbardziej strategicznych tras morskich na świecie - z Zatoki Perskiej na wschód i zachód, zablokowało dostawy kerozyny dla lotnictwa. Szczególnie w Azji i Europie, które na produkcji krajów arabskiej polegały w większości - jak Azja, lub w połowie - jak Europa.

Paliwo lotnicze - kerozyna - kosztuje dziś na europejskim rynku prawie dwa razy tyle, ile kosztowało przed wybuchem konfliktu w Zatoce Perskiej. Linie lotnicze wydają na paliwo dodatkowe miliardy dolarów i szukają oszczędności. Lufthansa uziemiła 40 samolotów i właśnie zamknęła swoje regionalne linie CityLine, SAS odwołał tysiąc połączeń, AirFrance-KLM każe dopłacać 50 euro do każdego biletu długodystansowego. A to nie koniec cierpień. Organizacja zrzeszająca europejskie lotniska właśnie ostrzegła: porty regionalne stoją przed - tu cytat - "egzystencjalnym zagrożeniem", bo na krótszych trasach frekwencja jest zwykle niższa, a pasażerowie kierują się ceną. Podnoszenie jej kończy się jeszcze mniejszym zainteresowaniem, a wożenie powietrza przy drożejącym paliwie nie wchodzi w grę. I dlatego przewoźnicy dla oszczędności tną koszty właśnie tam - z rozkładów znikają połączenia regionalne. I tu właśnie pojawia się na białym koniu ona: kolej żelazna.

Szybciej niż samolotem

Railbookers to wyspecjalizowany operator turystyczny i biuro podróży. Oferuje grupowe i indywidualne wakacje oparte na podróżach kolejowych na całym świecie. Zapewnia bilety na pociągi - w tym luksusowe - oraz noclegi i zwiedzanie. Ten właśnie Railbookers zalicza prawie trzykrotny wzrost rezerwacji w Wielkiej Brytanii, Francji i Niemczech, we Włoszech - dwukrotny. Jest też nowy trend: podróże do Europy Środkowej i Wschodniej. W kwietniu brytyjska sprzedaż biletów Eurostar wzrosła w porównaniu z kwietniem sprzed roku o jedną czwartą. W porównaniu z marcem o blisko połowę.

To, co jeszcze kilka miesięcy temu było ciekawą, ale nieco staroświecką możliwością, staje się koniecznością. Z europejskiej tablicy lotów znikają połączenia krajowe i krótkie międzynarodowe. Potrzeba matką wynalazków, więc podróżni na nowo odkrywają uroki przemieszczania się koleją. Nie tylko, by wybrać się nią na wakacje, ale też by załatwiać codzienne biznesy.

Pociąg w Europie jest często - dosłownie - szybszy niż samolot. Platforma rezerwacyjna Omio policzyła to uczciwie, wliczając odprawę, procedury bezpieczeństwa i transfer z lotniska do centrum. Bruksela-Paryż pociągiem: 140 minut od drzwi do drzwi, samolotem - dłużej. Londyn-Paryż Eurostarem: o 100 minut szybciej niż lotem. Madryt-Walencja koleją: 110 minut szybciej - i przy okazji o trzy czwarte mniej emisji CO2. Kolonia-Frankfurt: lot 45 minut, ale z lotniska do centrum łącznie 3 godziny. Pociąg - godzina. Florencja-Mediolan: lotem 4 godziny od drzwi do drzwi, pociągiem - 2 godziny i 50 minut. Francja poszła o krok dalej i od trzech lat zakazuje lotów krajowych tam, gdzie jest alternatywa kolejowa krótsza niż dwie i pół godziny. Reszta Europy dostała właśnie dodatkowy argument, by pójść w jej ślady.

Tego w samolotach nie ma

I tu pojawia się wątek, który jeszcze rok temu brzmiałby nieco surrealistycznie, czyli kolej na luksus. Pociąg jak butikowy hotel zamiast wagonu z kuszetkami i herbatą w plastikowym kubku. Mowa o nowym segmencie rynku, który rośnie w Europie jak na drożdżach - prywatnych pociągach klasy ultra z luksusową restauracją, i obsługą jak w hotelu pięciogwiazdkowym. Luksusowe pociągi europejskie - Venice Simplon-Orient-Express, Golden Eagle Danube Express, nowy Andalus w Hiszpanii - przeżywają w 2026 roku boom jakiego nie widziały od dekad. I choć za bilet na Orient Express na trasie Paryż-Wenecja trzeba zapłacić 5 tysięcy euro, to miejsc brak na wiele miesięcy do przodu. Choć nie bez trudu, rodzi się też klasa połączeń nocnych. Rekordowe obłożenie notuje tak zwany Nightjet, a prywatny European Sleeper, po roku działania na trasie Bruksela-Berlin-Praga, właśnie przejął nocną połączenie Paryż-Berlin. W planach - Amsterdam-Barcelona i Madryt-Marsylia. Branża nazywa to slow travel premium, bo pociąg daje pasażerom czas, zamiast walki o miejsce na bagaż na półce nad głową. Ekonomiści mówią o kolejowym trendzie: wzrost popytu na doświadczenie, którego samolot nie może zaoferować.

I na koniec o skazie na kryształowym obrazie Europy przesiadającej się na pociągi. Skaza ma rozmiar połowy siatki głównych europejskich tras lotniczych, dla których nie ma kolejowej alternatywy. Nie dlatego, że brakuje torów, ale dlatego, że kupno biletu na pociąg z Warszawy do Barcelony to rezerwacja w trzech systemach, w trzech językach i z trzema różnymi biletami. U taniego przewoźnika lotniczego wystarczy jeden klik myszką.

źródło: TOK FM