"Niemiecki agent" Kaczyńskiego nie spodobał się nawet w klubie PiS. "Nie po hymnie narodowym"
'Wiem jedno, pan jest niemieckim agentem!' - krzyczał Jarosław Kaczyński z sejmowej mównicy do Donalda Tuska na zakończenie poniedziałkowych obrad. Prezes Prawa i Sprawiedliwości wszedł na mównicę - jak to zwykł robić przez ostatnie osiem lat - bez żadnego trybu, nie reagował na to, co mówił marszałek Szymon Hołownia.
Okazuje się, że nawet w klubie PiS-u są tacy, którym zachowanie Kaczyńskiego się nie spodobało. - Wczoraj to dobrze brzmiało - przyznał w 'Poranku Radia TOK FM' Marcin Ociepa, który jest wiceszefem klubu parlamentarnego Prawa i Sprawiedliwości.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty 'taniej na zawsze'. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
- Jakim agentem? Reprezentującym obce służby specjalne? To poważne oskarżenie, takie rzeczy trzeba udowadniać w sądzie i mieć twarde dowody - zwrócił uwagę rozmówca Jana Wróbla.
Donald Tusk - niemiecki agent czy agent wpływów niemieckich?
Choć Ociepie poniedziałkowy występ prezesa Kaczyńskiego się nie spodobał, to polityk nie porzucił wątku agentury. - Chyba że (Tusk - red.) jest agentem wpływów niemieckich. Tu jestem w stanie się zgodzić. Cała kariera polityczna Donalda Tuska pokazuje, że tak jest. Dzisiaj nie trzeba dostawać pieniędzy za służbę na rzecz obcego mocarstwa, tylko poprzez silne związki towarzysko-polityczne i Unię Europejską, można po prostu realizować czyjeś interesy, będąc zarazem szczerym polskim patriotą - tłumaczył.
Dla posła PiS dobrym przykładem jest sprawa Kopalni Węgla Brunatnego 'Turów'. - Unia Europejska kazała nam zamykać Turów. Więc mieliśmy zamknąć? Turów odpowiada za 7-9 proc. naszego zapotrzebowania na prąd. A jeżeli dodamy do tego, że jedyne miejsce skąd mogliśmy te 7-9 proc. prądu kupować to Niemcy - i mocno naciskały na zamknięcie Turowa, układa się to nam w całość. Klasa polityczna musi odpowiedzieć sobie na pytanie, czyje interesy reprezentuje - ocenił gość TOK FM.
Jan Wróbel przypomniał swojemu rozmówcy, że 'Turów należało zamknąć, ponieważ łamaliśmy umowy międzynarodowe, które sami podpisaliśmy'. Ale zdaniem Ociepy są kwestie ważniejsze niż umowa. - Gesty, że my coś poświęcamy w imię naszej obecności w większej strukturze i nam się to zwróci za 5-10 lat, a może za rok, są dobre, ale nie w przypadku spraw zupełnie zasadniczych jak bezpieczeństwo energetyczne - przekonywał.
Ale rozważania dotyczące Turowa i roli Donalda Tuska nie mają wpływu na to, że według Ociepy w Sejmie nie powinno dojść do takiego incydentu, jaki obserwowaliśmy, na zakończenie wtorkowych obrad. - Uważam, że nie to miejsce, nie ten czas. Nie po hymnie narodowym - stwierdził wiceszef klubu PiS.
'Upadek epoki Kaczyńskiego'. Ekspertka ostro. 'Czas wyciągnąć konsekwencje'