,
Obserwuj
Polityka

Zbigniew Ziobro o decyzji Andrzeja Dudy. "Przyjąłem z niedowierzaniem"

3 min. czytania
16.07.2025 11:49
Były minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro skrytykował Andrzeja Dudę w sprawie decyzji o ułaskawieniu Roberta Bąkiewicza. Jego zdaniem ułaskawienie nie powinno być tylko częściowe.
|
|
fot. Dawid Żuchowicz / Agencja Wyborcza.pl
  • Decyzja prezydenta o częściowym ułaskawieniu Roberta Bąkiewicza wywołała lawinę komentarzy;
  • Zdaniem Zbigniewa Ziobry powinno być ono całkowite;
  • "Robert Bąkiewicz powinien zostać uniewinniony, a skazana - wulgarna aktywistka LGBT+, która wielokrotnie, z premedytacją, agresywnie atakowała - zarówno słownie, jak i fizycznie - osoby o odmiennych poglądach "- napisał poseł PiS na portalu X.

Robert Bąkiewicz został częściowo ułaskawiony przez prezydenta. Decyzja Andrzeja Dudy dotyczy wymierzonej działaczowi środowisk narodowych w 2023 roku kary ograniczenia wolności, czyli obowiązku pracy na cele społeczne. W wyroku orzeczono także nawiązkę na rzecz pokrzywdzonej i środek karny poprzez podanie wyroku do publicznej wiadomości, ale te elementy orzeczenia nie zostały objęte decyzją ułaskawieniową. W sprawie chodzi o zaatakowanie i zepchnięcie ze schodów aktywistki znanej jako "babcia Kasia". Do zdarzenia doszło jesienią 2020 roku, po wyroku Trybunału Konstytucyjnego, którym kierowała Julia Przyłębska, w sprawie zaostrzenia przepisów antyaborcyjnych.

Decyzja prezydenta wywołała lawinę komentarzy ze strony polityków. Na temat ułaskawienia Roberta Bąkiewicza wypowiedział się między innymi premier Donald Tusk, twierdząc, że to "skandal w ludzkim moralnym wymiarze".

Ziobro: Ułaskawienie nie powinno być częściowe

Głos zabrał również były minister sprawiedliwości w rządzie PiS Zbigniew Ziobro, ale w innym tonie. "Robert Bąkiewicz powinien zostać uniewinniony, a skazana - wulgarna aktywistka LGBT+, która wielokrotnie, z premedytacją, agresywnie atakowała - zarówno słownie, jak i fizycznie - osoby o odmiennych poglądach. To ona powinna ponieść pełną odpowiedzialność za swoje czyny!" - napisał na portalu X.

"W tamtym czasie przez Polskę przetaczała się fala nienawiści wobec osób wierzących. Piłowano krzyże, niszczono elewacje świątyń, oblewano farbą kościoły, strącano figury świętych i bezczeszczono Msze Święte. W obliczu tej agresji Robert Bąkiewicz stanął w obronie kościoła. Działał w ramach obrony koniecznej, do czego miał pełne prawo! Chronił dobro publiczne przed barbarzyństwem" - przekonywał Ziobro.

Według niego "aktywistka nie przyszła się modlić - jej celem było zakłócanie chronionego prawem spokoju osób wierzących, blokowanie swobodnego dostępu wiernych oraz niszczenie i profanowanie przestrzeni kultu religijnego, która w Polsce podlega szczególnej prawnej ochronie".

Polityk przypomniał, że na jego polecenie Prokuratura Krajowa przygotowała wniosek o ułaskawienie, który następnie podpisał Marcin Warchoł. "Dlatego z niedowierzaniem przyjąłem decyzję prezydenta Andrzeja Dudy - ułaskawienie w tej sprawie nie powinno być 'częściowe'! Robert Bąkiewicz jest niewinny. Winna jest agresorka, która z premedytacją zaatakowała kościół i wierzących" - stwierdził we wpisie Zbigniew Ziobro.

Jak dodał, "nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. W przyszłości doprowadzimy do pełnego uniewinnienia człowieka niesłusznie skazanego w tej sprawie. Tu nie ma miejsca na kompromisy ani połowiczne rozstrzygnięcia!". "To, że lewactwo dominuje w mediach i wrzeszczy na całe gardło, wspierając agresję wobec miejsc kultu religijnego i osób wierzących, nie oznacza, że zakrzyczy fakty. Prawo nie może ugiąć się przed podszytym ideologiczną nienawiścią bezprawiem. Sprawiedliwość musi zatriumfować w pełni!" - napisał poseł PiS.

Adam Bodnar wcześniej uchylił decyzję o wstrzymaniu kary

Prezydent zastosował prawo łasko wobec Roberta Bąkiewicza 11 lipca.

10 lipca Prokurator Generalny Adam Bodnar uchylił decyzję poprzedników z czasów rządów PiS o wstrzymaniu kary wobec Bąkiewicza podjętą po wszczętej w listopadzie 2023 r. procedurze ułaskawieniowej.

Bąkiewicz został skazany przez sąd rejonowy w Warszawie za użycie siły wobec protestujących kobiet na rok prac społecznych w wymiarze 30 godzin miesięcznie i 10 tys. nawiązki dla pokrzywdzonej oraz podanie wyroku do publicznej wiadomości. Wyrok zasadniczo został utrzymany w II instancji.