Poznańska przychodnia ma sposób na agresorów. Jak z "filmowych scen napadów na bank"
Poznański Specjalistyczny Ośrodek Usług Medycznych (POSUM) uruchomił w swoich gabinetach system przycisków napadowych, który natychmiast alarmuje ochronę i aktywuje grupę interwencyjną. "To prawdopodobnie pierwszy taki system w polskiej przychodni" - mówi dyrektor POSUM Konrad Zaradny w rozmowie z "Gazetą Wyborczą".
- Przyciski napadowe zainstalowano we wszystkich 80 gabinetach POSUM. Kosztowały 90 tys. zł;
- System uzupełnia monitoring i ma charakter prewencyjny - zarówno dla personelu, jak i pacjentów;
- Na rozwiązanie zdecydowano się po licznych atakach na lekarzy w miejscu pracy, do których doszło w ostatnich miesiącach.
"Nowy system (...) zainstalowany w Poznańskim Specjalistycznym Ośrodku Usług Medycznych przypomina rozwiązania, które znamy z filmowych scen napadów na bank" - porównano na łamach "Gazety Wyborczej. Ma on zapewnić bezpieczeństwo personelu w obliczu rosnącej agresji wobec medyków. Guziki zainstalowane pod biurkami działają od tygodnia i już raz były potrzebne, gdy pacjent pod wpływem środków odurzających wszedł do gabinetu nocnej i świątecznej opieki zdrowotnej. "System zadziałał. W gabinecie pojawił się ochroniarz. W gotowości do przyjazdu w ciągu kilku minut była grupa interwencyjna. Na szczęście nie okazało się to konieczne" - wspomina Zaradny.
Dyrektor zaznacza, że sytuacja w placówce wymaga takich środków ochrony. "W POSUM mamy rocznie około 300 tys. pacjentów. Mówiąc obrazowo - przez drzwi naszego ośrodka przechodzi pół Poznania. Statystyka jest nieubłagana. Dochodzi do napięć, a czasem niebezpiecznych zdarzeń" - mówi. Instalacja przycisków objęła wszystkie ponad 80 gabinetów, kosztowała 90 tys. zł i została sfinansowana przez miasto. System uzupełnia istniejący monitoring, którego obraz zbiega się na dwóch ekranach w pomieszczeniu ochrony.
Plaga agresji wobec lekarzy. "Badałem doktora, którego oblano kwasem"
Eksperci podkreślają, że przemoc wobec medyków staje się coraz częstsza. Temat stał się szczególnie głośny po wydarzeniach z 29 kwietnia br. Tego dnia 35-letni pacjent Jarosław W. wtargnął do gabinetu Tomasza Soleckiego - ortopedy w Szpitalu Uniwersyteckim w Krakowie i zadał mu liczne rany kłute w obrębie brzucha i klatki piersiowej. Zaatakował też pielęgniarkę. 47-latek, mimo że natychmiast trafił na stół operacyjny, nie przeżył. Nożownik okazał się funkcjonariuszem Służby Więziennej. Zaatakował, ponieważ nie był zadowolony z przebiegu leczenia.
Do podobnej - choć nie tak tragicznej w skutkach - sytuacji doszło niedługo później - na początku czerwca br. w Koszalinie. 45-latek zaatakował psychiatrkę w jej prywatnym gabinecie lekarskim. Lekarka trafiła do szpitala z obrażeniami twarzy i złamanymi palcami u ręki.
"Sam badałem doktora, którego oblano kwasem. Na szczęście udało mu się uratować resztki wzroku. Panuje wszechogarniająca agresja" - mówił "GW" dr Krzysztof Kordel, prezes Wielkopolskiej Izby Lekarskiej (WIL). Jako główne przyczyny agresji wobec lekarzy wskazuje uzależnienia od substancji psychoaktywnych. W odpowiedzi WIL podpisała porozumienie z policją, obejmujące wspólne szkolenia lekarzy i funkcjonariuszy. "Nie dziwię się, że w POSUM zdecydowali się na taki krok. Lekarze i pielęgniarki będą mieli świadomość, że w razie czego, zawsze można nacisnąć przycisk. Dobra inwestycja. Oby nie była potrzebna" - podsumował Kordel.
Posłuchaj:
Źródło: "Gazeta Wyborcza", PAP