,
Obserwuj
Wielkopolskie

Tajemnica ostatniej drogi Ewy Tylman. Sąd zdecydował ws. Adama Z.

oprac. Katarzyna Rogowska tokfm.pl
10 min. czytania
17.03.2026 10:03

Śmierć Ewy Tylman to - obok zaginięcia Iwony Wieczorek - najbardziej tajemnicza sprawa kryminalna ostatnich lat. 26-latka zaginęła w nocy z 22 na 23 listopada 2015 r., gdy wracała z imprezy firmowej. Od tej tragedii upłynęło już ponad dziesięć lat, jednak sprawa nadal budzi wątpliwości i wciąż nie zapadł prawomocny wyrok. Po wtorkowej decyzji sądu okazalo się, że sprawa Adama Z., przyjaciela Tylman, który towarzyszył jej w feralnej nocy, zostanie rozpatrzona już po raz czwarty.

Ewa Tylman
Ewa Tylman
fot. Archiwum rodzinne

"Wzrost 165 cm, waga ok. 60 kg, szczupłej budowy ciała, włosy ciemne, proste do ramion, uszy przylegające, nos normalny (dołek na koniuszku nosa). (...) Ubrana w szary płaszcz do pasa z kapturem, czarne spodnie jeansowe, czarny sweter, czarne buty na obcasie oraz czarną torebkę z ćwiekami" - to rysopis 26-letniej Ewy Tylman , która zaginęła w nocy z 22 na 23 listopada 2015 roku w Poznaniu.

Ewa Tylman przychodzi na świat w Koninie w dzień urodzin swojej matki Renaty. Ma dwóch starszych braci - Piotra i Dawida. Być może pod ich wpływem jako dziecko jest typem chłopczycy - wołają na nią Rojber (w wielkopolskiej gwarze - niegrzeczny chłopiec).

Po studiach zamieszkuje w Poznaniu ze swoim chłopakiem Adamem O. - funkcjonariuszem Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Ewa pracuje w Rossmanie w galerii handlowej Green Point na Wildzie - najpierw na kasie, później na stanowisku kierowniczym.

Weekend 21-22 listopada Ewa spędza w Koninie. Podczas wspólnego niedzielnego obiadu Renatę Tylman nagle ogarnia niepokój. Jakby zaraz miało stać się coś złego. Swoje obawy zachowuje jednak dla siebie. Żegna się z córką, która chce wrócić do Poznania, by zdążyć na imprezę firmową.

"Bez komentarza"

Ok. godz. 21 Adam O. zawozi Ewę pod Galerię MM przy ul. Świętego Marcina. Sam wraca do mieszkania i spędza kolejne godziny na grach komputerowych. Ewa dołącza do znajomych w znajdującym się w galerii klubie MK Bowling. Tuż po północy grupa opuszcza galerię - czego dowodem są wspólne zdjęcia z windy - i przenosi się do pijalni wódki i piwa, a następnie do klubu muzycznego Mixtura przy ul. Wrocławskiej. W każdym z tych miejsc Ewa pije alkohol i to sporo.

Clubbing przeciąga się do późnej nocy. Dzwoni telefon Ewy. To Adam O., pyta, kiedy wróci i czy po nią przyjechać. Ewa nie chce jeszcze wracać, mówi, że wróci taksówką. Jakiś czas później próbuje skontaktować się z nią ponownie, ale bez skutku. Chłopak jest rozczarowany zachowaniem swojej partnerki. O godz. 1:47 wysyła do niej SMS o treści "Bez komentarza".

Ok. godz. 3 dziewczyna wychodzi z Mixtury z Adamem Z., który w drogerii pracuje na stanowisku kasjera. Dwójkę tę łączy przyjaźń, ale bez szans na coś więcej, ponieważ Adam Z. jest gejem i żyje w stałym związku ze swoim partnerem Dominikiem. Ewa i Adam - mocno pijani - docierają do Kupca Poznańskiego, a następnie skręcają w stronę placu Bernardyńskiego i idą torowiskiem. O godz. 3.24 Ewa i Adam znajdują się na ul. Mostowej, przy rozwidleniu dróg - jedna prowadzi na most św. Rocha, druga - na ul. Kazimierza Wielkiego. To ostatni raz, gdy Ewa jest widoczna na nagraniach z monitoringu.

Gdy w poniedziałek rano dzwoni budzik Adama O., Ewy nie ma obok. Adam nie jest zmartwiony, a wściekły. Zauważa, że ktoś próbował się do niego dodzwonić z nieznanego numeru. Mężczyzna ignoruje to i wychodzi do pracy. Gdy wraca, jego dziewczyna nadal jest nieobecna. Dowiaduje się, że Ewa tego dnia nie pojawiła się też w drogerii. Wtedy dzwoni do Tylmanów i zaczynają się poszukiwania.

Właścicielem nieznanego numeru, który próbował skontaktować się z chłopakiem Ewy w noc jej zaginięcia, okazuje się Adam Z. Kolega Ewy chciał dowiedzieć się, czy ta jest już w domu. Sam, choć towarzyszył Ewie, nie pamięta wydarzeń sprzed paru godzin - jak tłumaczy w rozmowie z policjantami - był zbyt pijany.

We czwartek na policję zgłasza się kobieta, która kilka dni wcześniej znalazła dowód osobisty Ewy na przystanku tramwajowym przy ul. Królowej Jadwigi. Nie ma go już jednak przy sobie - nie wiedząc, że 26-latki szuka policja, wysłała dokument pocztą do Konina.

Redakcja poleca

Detektyw bez licencji wkracza do akcji

Rodzina Tylmanów angażuje w sprawę również Krzysztofa Rutkowskiego. Ten - jak to ma w zwyczaju - zwołuje konferencję prasową, na której przedstawia tezę o "spontanicznym porwaniu" Ewy . Co do Adama Z., sugeruje, że za jego lukę w pamięci odpowiada podany 24-latkowi środek odurzający. Swoją cegiełkę do tej teorii dokłada "Głos Wielkopolski", który informuje, jakoby Tylmanowie dostali SMS-a z żądaniem zapłaty 500 tys. zł okupu na dwa różne konta.

Innym razem Rutkowski twierdzi, że Adam jest satanistą. "Dowód" to selfie chłopaka, na którym pozuje w bluzie z wizerunkiem starogermańskiego kozła, z ręką uniesioną w geście heavy metalowego pozdrowienia. "Może być to człowiek chory, opętany satanizmem i w jego umyśle mógł się zrodzić chory plan" - zastanawia się głośno Rutkowski. Detektyw bez licencji, choć przyczynia się do nagłośnienia zaginięcia Ewy Tylman, ostatecznie pozostawia po sobie więcej pytań niż odpowiedzi.

Na początku grudnia policja ogłasza, że Ewa Tylman nie żyje, choć nie odnalazła jej ciała. Ojciec Ewy, Andrzej Tylman twierdzi, że dowiedział się o śmierci córki z telewizji.

Winnego śmierci dziewczyny policja widzi w Adamie Z., który na nieprotokołowanym spotkaniu miał powiedzieć, że widział, jak jego przyjaciółka tonie w Warcie. Ale dowodu na to nie ma, bo zeznania nie nagrano. "Miałem telefon, ale nie nagrałem rozmowy. Nie mam takiego zwyczaju. Kojarzy mi się to z metodami Służby Bezpieczeństwa " - wyjaśni później jeden z funkcjonariuszy.

Chłopak zostaje zatrzymany, a zaraz później trafia na eksperyment procesowy. Oprócz niego i 20 policjantów na miejscu zbiera się spory tłum gapiów, wznoszących okrzyki "Śmierć za śmierć" . Wśród zebranych jest Andrzej Tylman. "Co zrobiłeś? Czemu mi nie zawiozłeś dziecka do domu? Obróć się, chcę spojrzeć w twarz mordercy" - krzyczy do Adama.

4 grudnia Adam Z. zostaje aresztowany. Prokuratura stawia mu zarzut zabójstwa z tzw. zamiarem ewentualnym - oznacza to, nie chciał zabić Ewy Tylman, ale "godził się, że wskutek warunków atmosferycznych - niskiej temperatury powietrza i wody - nastąpi jej zgon". Chłopak - jak informuje 'GW' rzeczniczka poznańskiej prokuratury mówiła Magdalena Mazur-Prus , przy każdym przesłuchaniu zmienia swoją wersję zdarzeń.

Tymczasem trwają poszukiwania, do których wykorzystane zostają motorówka, dron, helikopter i psy tropiące. Przeczesując Wartę, śledczy trafiają na rękę, a później na resztę ciała - okazują się one jednak należeć do mężczyzny.

Podobna sytuacja zdarza się jeszcze dwa razy - za tym drugim fotoreporter uwiecznia dwóch funkcjonariuszy wnoszących zwłoki kobiety do policyjnego namiotu. Panująca na zewnątrz ciemność w połączeniu z zapalonym wewnątrz namiotu światłem sprawiają, że widok nie pozostawia wiele do wyobraźni. Zdjęcia z doskonale widocznym konturem martwego ciała błyskawicznie rozchodzą się po mediach.

Poniedziałkowego lipcowego wieczora policja odbiera telefon od mężczyzny, który przechadzał się nad Wartą w oddalonym o 12 km od Poznania Czerwonaku. Po przyjeździe funkcjonariusze od razu zauważają unoszące się na wodzie ciało. Ubrania i dane ze znalezionej przy zwłokach karty bankomatowej pozwalają sądzić, że to Ewa Tylman. 1 sierpnia - po dziewięciu miesiącach poszukiwań - jest to już pewne. Daleko posunięty rozkład ciała nie pozwala na ustalenie przyczyny śmierci.

Rafał G. - mężczyzna, który powiadomił policję o ciele w Warcie, nie wspomniał o tym, że zanim zadzwonił na komisariat, zrobił zmarłej Ewie kilka zdjęć, w tym selfie i nagrał wideo , po czym chciał je sprzedać mediom - 4 tys. złotych za film i tysiąc złotych za zdjęcie. Na podobny pomysł wpadli pracownicy firmy pogrzebowej Universum. Przed tym, jak przetransportowali ciało Ewy do zakładu medycyny sądowej, zrobili sobie z nim zdjęcia, a wszystko nagrały kamery monitoringu . Zarówno Rafał G., jak i pracownicy zakładu odpowiedzieli za swoje czyny przed sądem.

"Nie zabiłem Ewy Tylman"

Przed sąd trafia także Adam Z. Prokuratura w akcie oskarżenia powołuje się na nagrania z monitoringu, na których widać, jak 24-latek prowadzi Ewę, przytrzymując ją mocno za ramiona; w innym fragmencie tarzają się razem po ziemi. Dla niedających wiary w winę Adama wygląda to jak typowe zachowanie dwójki przyjaciół, będących pod silnym wpływem alkoholu. Prokuratura interpretuje to jednak inaczej - według niej Adam Z. chciał wykorzystać Tylman seksualnie, co ma potwierdzać fakt, że w technikum Adam miał dziewczynę i sypiał z kobietami. Niechciane "zaloty" miały zaowocować kłótnią. Wtedy Adam zepchnął towarzyszkę z wysokiej skarpy, a potem - już nieprzytomną - przeciągnął na brzeg i wepchnął do rzeki.

Adam Z. nie przyznaje się do winy. "Nie zabiłem Ewy Tylman. Nie chcę składać wyjaśnień" - oznajmia tylko. Oskarża za to policjantów o wymuszanie fałszywych zeznań przemocą . "Mówili, że ciągle kłamię i jak nie powiem ich wersji wydarzeń, to będę miał dożywocie. Byłem zastraszany, zabierali mi krzesło i śmiali się z mojej orientacji seksualnej" - zeznaje.

Coraz większe wątpliwości co do winy Adama ma też sam sąd, który po trzech rozprawach decyduje się na zwolnienie go z aresztu, z zastrzeżeniem, że chłopak jeszcze może zostać skazany na trzy lata więzienia za nieudzielenie pomocy. Po powrocie do rodzinnej Piły Adam zamieszkuje u siostry. "Obudził nas płacz i krzyk. Adam mówił przez sen: 'Nie zabiłem jej, nie zabiłem jej'. Tak jakby odreagowywał cały tydzień. Potem znów płakał - relacjonuje kobieta.

Za niewinnością Adama opowiada się również Joanna, która była z Ewą i Adamem na feralnej imprezie. Po tym, jak okazało się, że Ewa zaginęła, Adam pisał do Joanny: "Niech ona się znajdzie, bo nie wybaczę sobie tego do końca życia. To ja byłem za nią odpowiedzialny (...). Czuję się mega winny. Nie chcę iść siedzieć za moją głupotę i alkoholizm. Siada mi psychika. A jak jej coś zrobiłem?". "Miałam wrażenie, że to było szczere" - oceniła Joanna.

Świadkowie "z kapelusza"

Podczas odczytywania korespondencji Adama Z. dochodzi do spięcia z Andrzejem Tylmanem. "Łobuzie jeden, z czego się śmiejesz?" - krzyczy do chłopaka, bo ma wrażenie, że Adam Z. uśmiecha się pod nosem. "Mój klient się nie śmieje" - odpowiada obrońca Adama Z. Ireneusz Adamczak.

W sprawie następuje zwrot, a to za sprawą Kacpra Ch., który dzielił z Adamem celę, gdy ten jeszcze przebywał w areszcie. Adama i Kacpra za kratami miało połączyć uczucie, a Adam nie tylko zwierzył się współlokatorowi, że zabił (wówczas wciąż poszukiwaną) Ewę Tylman, a żartował nawet, że "jak wpadła do Warty, to została syrenką i popłynęła do Bałtyku" . Tę relację ma dodatkowo uwiarygadniać to, że w chwili przyznania się do winy Adamowi Z. mocniej biło serce. Kacper to wie, bo trzymał rękę na jego piersi.

Sąd ostatecznie uznaje jednak, że Kacper Ch. zmyśla, bo liczy na złagodzenie wyroku 15 lat więzienia, który otrzymał za zabójstwo swojego partnera we wrześniu 2015 roku. Świadczy o tym treść listu wysłanego do Adama po tym, jak rzekomi kochankowie zostali rozdzieleni. "Wierzę, że to był nieszczęśliwy wypadek" - pisał Kacper.

Na znajomość z Adamem powołuje się też Paweł P. - gangster z poznańskiego półświatka o pseudonimie Ramzes. Podczas przesłuchania przeprowadzonego za zamkniętymi drzwiami (skąd taka decyzja, sąd nigdy nie wyjaśnia), osadzony ujawnia, że Adam przyznał się mu do zabójstwa Ewy Tylman podczas spotkania na spacerniaku , do którego miało dojść pod koniec 2015 roku.

Sąd postanawia sprawdzić i tę wersję. Okazuje się, że do rozmowy Adama Z. z gangsterem nie mogło dojść, ponieważ - jako reprezentujący dwie odrębne kategorie osadzonych, nie mieli prawa znaleźć się na jednym spacerniaku.

Zdaniem Piotra Żytnickiego, który od samego początku opisuje sprawę Ewy Tylman dla poznańskiej "Gazety Wyborczej", wyciąganie jak "z kapelusza" świadków takich jak Kacper Ch. czy Ramzes, świadczy tylko o tym, jak "desperackie" są próby prokuratury ratowania linii oskarżenia.

- Ta sprawa pokazuje, jak ważna jest niezawisłość sędziów, gdy mamy prokuratorów podległych ministrowi sprawiedliwości Zbigniewowi Ziobrze. A ten w telewizji publicznej, gdy ruszał proces, pozwolił sobie na wygłoszenie stanowiska, że zebrane dowodowy wskazują na zabójstwo i że prokurator będzie tej tezy bronił - skomentował dziennikarz na antenie TOK FM we wrześniu 2017 roku.

W kwietniu 2019 r. sąd uznaje, że Adam Z. nie zdołałby zamordować Ewy Tylman w 5 minut i 8 osiem sekund - to czas, na jaki oskarżony znika z monitoringu i po którego upływie idzie ulicami Poznania już bez Ewy. Adam zostaje uniewinniony od zarzutu zabójstwa z zamiarem ewentualnym, jednak wyrok ten zostaje uchylony w styczniu 2020 r., a sprawa skierowana przez Sąd Apelacyjny do ponownego rozpoznania.

Redakcja poleca

Trzy uniewinnienia

Ponowny proces w sprawie zaginięcia i śmierci Ewy Tylman, który ruszył w marcu 2021 roku i zakończył się w maju 2022 roku nieprawomocnym wyrokiem uniewinniającym Adama Z. od zarzutu zabójstwa z zamiarem ewentualnym.

W maju 2022 roku Sąd Okręgowy w Poznaniu ogłosił drugi wyrok uniewinniający dla Adama Z., mimo że prokuratura domagała się dla niego 15 lat więzienia. Sąd uznał, że nie ma wystarczających dowodów na winę, opierając się głównie na braku ciała i niejednoznacznych zeznaniach świadków. Prokuratura oraz rodzina Ewy Tylman natychmiast złożyli apelacje, zarzucając błędy w ustaleniu faktów i ocenie materiału dowodowego.

W grudniu 2023 roku Sąd Apelacyjny w Poznaniu uchylił ten wyrok, wskazując na istotne uchybienia proceduralne i niewłaściwą ocenę dowodów, w tym pierwszych wyjaśnień Adama Z. z 2015 roku. Sprawa trafiła z powrotem do Sądu Okręgowego w pierwszej instancji, co oznaczało konieczność przeprowadzenia trzeciego procesu od nowa.

Proces wznowiono 30 października 2024 roku. Adam Z. odmówił składania zeznań, dlatego sąd odczytał jego wcześniejsze wyjaśnienia. W listopadzie 2024 roku odtworzono eksperyment procesowego z 2015 roku, a potem wysłuchano mów końcowych stron. Prokuratura zmieniła nieco kwalifikację prawną, żądając uznania winy za nieudzielenie pomocy (do 3 lat więzienia), podczas gdy obrona konsekwentnie domagała się uniewinnienia.

25 marca 2025 roku Sąd Okręgowy w Poznaniu po raz trzeci uniewinnił Adama Z., zarówno od pierwotnego zarzutu zabójstwa, jak i nieudzielenia pomocy. Kluczowe okazały się ustalenia, że pierwsze wyjaśnienia oskarżonego z 2015 roku są nieważne, bo policja przesłuchiwała go bez obecności obrońcy, co naruszyło jego prawa. Sąd wyraził ubolewanie wobec rodziny Tylmanów, podkreślając brak ostatecznych ustaleń co do przyczyny śmierci Ewy.

Prokuratura Okręgowa w Poznaniu złożyła apelację we wrześniu 2025 roku po dokładnej analizie uzasadnienia wyroku, zarzucając błędy faktyczne, proceduralne (m.in. naruszenie art. 170 i 301 k.p.k.) oraz pominięcie dowodów. Domaga się uchylenia orzeczenia i skierowania sprawy do ponownego rozpatrzenia. - Sam chciałbym się dowiedzieć, co tam się wtedy stało (…) Próbowałem już wielu rzeczy, żeby się dowiedzieć, co mogło się tam wydarzyć, ale nie wiem. Nie pamiętam - mówił wówczas dziennikarzom Adam Z.

We wtorek (17 marca) Sąd Apelacyjny w Poznaniu uchylił wyrok sądu I instancji uniewinniający Adama Z. od zarzutu zabójstwa Ewy Tylman i przekazał sprawę do ponownego rozpoznania przez sąd okręgowy. Orzeczenie jest prawomocne.

Decyzja sądu oznacza, że Sąd Okręgowy w Poznaniu rozpozna sprawę Adama Z. już po raz czwarty.

Posłuchaj:

Źródło: "Gazeta Wyborcza", TVN24, Rp.pl, Dziennik Gazeta Prawna, "Fakt"