Wydają miliardy na obronę cywilną. Boom na "drobnicę" zamiast na schrony
Samorządy wydają miliardy na odbudowę obrony cywilnej, ale nie na schrony. Te - jak słyszymy - powstają głównie z inicjatywy osób prywatnych. Przedsiębiorcy z branży liczą na tłuste lata, nie wszyscy jednak liczą zyski.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie towary i usługi oferują wystawcy na targach „Protega”?
- Co stanowi problem w wydawaniu przez samorządy środków na obronę cywilną?
- Ile jest tych pieniędzy w tym i przyszłym roku?
- Jak program rządowy wpływa na ceny towarów i usług?
W Poznaniu trwają obecnie targi "Protega". Zgromadziły przedstawicieli firm oferujących odzież ochronną, zestawy pierwszej pomocy, budowę miejsc tymczasowego schronienia - towary i usługi poszukiwane zwłaszcza przez samorządy, które mają do wydania spore pieniądze przeznaczone na rządowy program ochrony ludności i obrony cywilnej.
Program ten ruszył w lipcu - właśnie wtedy urzędy wojewódzkie zaczęły przekazywać gminom i powiatom fundusze na ten cel. W sumie to 5 miliardów złotych. Środków jest zatem sporo, a czasu bardzo mało. Na razie udało się wydać około 4 miliardów. - Procedury przyznania tych środków i terminy są szalone - komentował kilka tygodni temu w TOK FM burmistrz mazowieckiego Halinowa Adam Ciszkowski, prezes Związku Samorządów Polskich.
Wiele samorządów zdecydowało się na zakupy, które były możliwe do przeprowadzenia w krótkim czasie. - Na razie są zapytania, na zamówienia czekamy - mówi Konrad Głażewski z firmy oferującej schrony. - Z naszego rozeznania rynku wynika, że jest dużo zamówień na "drobnicę": maski, stroje, liczniki [promieniowania jonizującego] Geigera, żywność - dodaje. W kontekście miejsc schronienia Głażewski mówi, że jeśli już zamówienia są, to ewentualnie na projekty, "żeby przygotować się na kolejny rok". A w przyszłym roku pieniędzy na obronę cywilną ma być jeszcze więcej: prawie 5,5 miliarda złotych.
Nowe schrony w Polsce powstają, ale nie buduje ich państwo. - Sektor prywatny ma obecnie więcej pieniędzy niż sektor publiczny - uważa Głażewski. Większość zamówień spływających do jego firmy pochodzi właśnie od inwestorów niezwiązanych z rządem i samorządami. Na budowę miejsc schronienia decydują się nie deweloperzy, a osoby prywatne. - To bogaci ludzie, którzy chcą zabezpieczyć życie swoje i swoich rodzin - tłumaczy.
"Ceny rosną czasami o 100 albo 200 procent"
Dla Tomasza Sulimy z przedsiębiorstwa sprzedającego środki łączności boom nadszedł już teraz. Towaru powoli zaczyna brakować. - My jeszcze mamy, ale od kolegów z innych firm wiemy, że zasoby zostały wyczerpane. Jeśli liczba zamówień jeszcze się zwiększy, nie będziemy mogli ich dostarczyć do końca roku - zapowiada.
Gminy i powiaty masowo kupują "drobnicę", a to ma wpływ na rynek. - Ponieważ wszystkie samorządy muszą do końca roku wydać pieniądze, to nagle ceny tych produktów rosną czasami o 100 albo 200 procent. Za publiczne pieniądze nabijamy marże prywatnym firmom i to nie jest ich wina, bo one próbują wykorzystać sytuację - mówi burmistrz Ciszkowski.
Przedsiębiorcy zapewniają jednak, że tak nie jest. - Nie zauważyłem tego. Ceny ciągle są utrzymywane na tym samym poziomie. To się dzieje wokół ustawy o ochronie ludności nie ma wpływu na naszą politykę cenową - odpowiada Grzegorz Potrawiak z firmy oferującej m.in. sprzęt do dystrybucji wody.
Targi ochrony ludności i obrony cywilnej "Protega" odbywają się po raz pierwszy.
Źródło: TOK FM