Orban "się zakiwał" ws. Ukrainy. "Przestań przeginać, bo zostanie użyta polityczna broń atomowa"
"Mamy porozumienie. (...) Wszystkich 27 przywódców zgodziło się na dodatkowy pakiet wsparcia dla Ukrainy w wysokości 50 miliardów euro w ramach budżetu UE. Zapewnia to stałe, długoterminowe i przewidywalne finansowanie Ukrainy. UE przejmuje przywództwo i odpowiedzialność za wsparcie dla Ukrainy. Wiemy, o co toczy się gra" - poinformował przewodniczący Rady Europejskiej Charles Michel.
Cel nadzwyczajnego unijnego szczytu został bardzo szybko osiągnięty. Bo wpis Michela pojawił się przed godziną 12.
- Jest to duży sukces. Najważniejsze, że Ukraina otrzyma te pieniądze, co podtrzymuje nadzieje nie tylko Ukraińców, ale i całej rozsądnej Europy, a może nawet świata, że ta ciężka i straszna wojna nie będzie przegrana - ocenił dziennikarz TOK FM Maciej Zakrocki.
Autor audycji "Magazyn europejski" wyjaśnił, że choć 50 mld euro od Unii formalnie nie zostaną przeznaczone "wprost" na pomoc wojskową, to znacznie ułatwią Ukrainie staranie się o kolejne środki. - Rynki finansowe widzą, że jest zgoda całej UE, żeby dalej Ukrainę wspierać. Poza tym ta decyzja wyśle mocny przekaz do Stanów Zjednoczonych w sytuacji, gdy w Kongresie jest pat dotyczący tej pomocy - wyjaśnił.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty "taniej na zawsze". Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
Węgry zmieniły zdanie. Orban "się zakiwał"
Do tej pory premier Węgier robił wiele, żeby blokować wsparcie dla Ukrainy w wysokości 50 mld euro. Dlatego trzeba było zwołać czwartkowy nadzwyczajny szczyt. Co się stało, że tak szybko doszło do porozumienia?
- Orban, jak wiemy, kiedyś był zapalonym graczem w piłkę nożną i wielkim kibicem i można powiedzieć, że się zakiwał - ocenił Zakrocki, wyjaśniając, co mogło wpłynąć na zmianę stanowiska węgierskiego premiera.
- Najważniejszą przesłanka jego postawy jest to, że Węgry mają zablokowane pieniądze nie tylko z KPO, ale i z część tzw. normalnego budżetu unijnego, ze względu na sprawy związane z praworządnością. Orban uznał, że jeżeli będzie blokował pomoc dla Ukrainy, to darują mu pewne niedociągnięcia w tej materii i w ten sposób sobie te pieniądze załatwi. Miał podstawy, żeby tak sądzić, bo już pojawiła się informacja, że dla Węgier będzie odblokowywana kwota w wysokości 10 mld - mówił.
Unia Europejska grozi Węgrom. Czy Orban się ugnie? 'Jest dosyć sprytny'
Orban "spał spokojnie". Ale "rząd w Warszawie się zmienił"
Poza tym - jak wskazał Zakrocki - Parlament Europejski podjął stanowczą decyzję o niepoddaniu się szantażowi ze strony Węgier. - Ogromna cześć Parlamentu Europejskiego mówiła: "Nie możemy funkcjonować w warunkach szantażu, że przychodzi facet i mówi - za moje 'tak' proszę 10 mld". I to spowodowało, że zaczęto wysyłać bardzo dużo komunikatów - i ze stolic i z instytucji europejskich, że tym razem nikt nie pójdzie na żaden zgniły kompromis - stwierdził.
UE postanowiła więc sama zaszantażować Orbana, korzystając w tym celu z artykułu 7. Traktatu Unii Europejskiej, który w praktyce oznaczałby pozbawienie Węgier prawa głosu. - A to w sytuacji, gdy za chwilę Węgry zaczynają unijną prezydencję. Orban do tej pory spał spokojnie, bo wiedział, że odebranie Węgrom prawa głosu jest możliwe tylko w procedurze jednomyślności, a miał sojusznika w Warszawie. Rząd w Warszawie jednak się zmienił, a Donald Tusk nie jest sojusznikiem Orbana już od ładnych paru lat. Teraz poszedł jasny sygnał: "Facet, przestań przeginać, bo za chwilę zostanie użyta polityczna broń atomowa". I chyba to w końcu do niego dotarło - podsumował Maciej Zakrocki.
Wojna jest nieunikniona? Kowal wskazuje, ile mamy czasu. 'Nasza chałupa jest zagrożona'