Piotr Czaban ujawnia, co dzieje się na Podlasiu. "Chwycili go za połamane nogi i wyrzucili"
Tych, którzy wiązali z rządem Donalda Tuska nadzieje na polepszenie sytuacji humanitarnej na pograniczu, spotkało rozczarowanie. Kryzys trwa, ludzie nadal są wypychani na Białoruś. W ostatnim czasie szef rządu ogłosił też program uszczelnienia granicy pod szyldem 'Tarcza Wschód', obejmujący fortyfikacje, zapory i programy monitorowania przestrzeni powietrznej, który ma kosztować 10 mld złotych.
Na granicy polsko-białoruskiej bez przełomu
O tym, co dzieje się na polsko-białoruskiej granicy w "Pierwszym Programie" w TOK FM opowiadał dziennikarz i aktywista Piotr Czaban. Już w pierwszych słowach wskazał jasno: "Nic się nie zmieniło".
- Ludzie są wyrzucani ze szpitala polskiego na Białoruś. Ludzie są bici. Białoruskie służby też nadal wypychają ich w kierunku Polski - powiedział. - Ci wycieńczeni ludzie, którzy mają już dosyć tej śmiertelnej rozgrywki, chcą wrócić na przykład do Mińska, a niektórzy nawet do swoich ojczyzn, ale nie mogą, bo słyszą od Białorusinów, że nie ma odwrotu, że jest jedynie śmierć - opowiadał dalej członek Podlaskiego Ochotniczego Pogotowia Humanitarnego oraz autor kanału "Czaban robi raban" na YouTube.
Czaban przyznał, że "już nie wierzy w żadne zapewnienia polityków". - Cezary Tomczyk powiedział, że nie ma push backow, a te idą w ostatnim czasie w tysiące - oznajmił, odnosząc się do wypowiedzi wiceszefa MON z 12 maja na antenie TVN24. Tomczyk nazwał ogrodzenia graniczne postawione za rządów PiS "prowizorką", a zapytany o push backi zapewnił, że Polska działa zgodnie z prawem polskim i międzynarodowym, i nie ma przypadków niehumanitarnego zachowania funkcjonariuszy.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty "taniej na zawsze". Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
Gość TOK FM, opisując sytuację na polsko-białoruskiej granicy, opowiedział też historię przebywającego tam Egipcjanina, który złamał obie nogi, spadając z muru. - Krzyczał z bólu, prosił o pomoc polskich funkcjonariuszy. Ci nie słuchali, chwycili go między innymi za te połamane nogi i wyjącego z bólu człowieka wyrzucili na białoruską stronę. On tam dalej krzyczał z bólu i w końcu jeden z funkcjonariuszy przez płot przyjrzał się tym nogom i zauważył, że coś z nimi jest nie tak. Dopiero wtedy ten człowiek został z powrotem wciągnięty na stronę polską i trafił do szpitala - relacjonował dziennikarz w rozmowie z Wojciechem Muzalem.
'Dobra zmiana' na polsko-białoruskiej granicy
Według Piotra Czabana polscy strażnicy graniczni mieli także żądać od uchodźców sporych kwot pieniędzy za podanie wody i czegoś do jedzenia, a także grozić aktywistom. - Nasi aktywiści i wolontariusze spotykają się z agresją mundurowych, którzy zamaskowani potrafili na przykład powiedzieć: "Dojedziemy was w cywilu" - opisywał.
Mimo wszystko aktywista zauważył, że po 15 października w działaniach Straży Granicznej zaszła pewna "dobra zmiana". - Jeżeli chodzi o takie światełko w tunelu, trzeba powiedzieć, że kiedy migranci chcą prosić o ochronę międzynarodową w Polsce, to strażnicy przyjeżdżają i z reguły ci ludzie po prostu trafiają w procedury. Ich wnioski są przyjmowane i dzień-dwa dni później trafiają do ośrodków - wskazał Czaban.
Agresja na granicy z Białorusią. 'Zło rodzi zło'
Jak dowiedzieliśmy się we wtorek od wiceszefa MSWIA Czesława Mroczka, jeden z żołnierzy został ugodzony nożem przez osobę próbującą przekroczyć polsko-białoruską granicę.
Piotr Czaban - zapytany o agresję wśród uchodźców z polsko-białoruskiej granicy - tłumaczył, że w dużej części jest ona wynikiem prowokacji ze strony białoruskich służb, a także zachowania samych strażników. - Jadąc autem, rozmawiałem z syryjskim uchodźcą. Mówił, że owszem, był świadkiem agresywnego zachowania, np. rzucania kijami. Tylko w polskich mediach straż graniczna nie informuje o tym, co nastąpiło wcześniej: pobicie w Polsce, zniszczenie telefonu, czasami zabranie paszportu. Dochodzi do push backów, a gdy cudzoziemcy proszą na przykład o wodę, są spryskiwani gazem. I wtedy ten Syryjczyk powiedział: "Tak, wtedy ktoś może wziąć gałąź i nią rzucić. Zło rodzi zło" - podsumował Piotr Czaban w TOK FM.