Le Pen wystartuje w wyborach z elektroniczną bransoletką? "Ja bym jej odradzała"
- Wymiar sprawiedliwości nie zadecydował o tym, czy Le Pen będzie kandydatką czy nie, tylko przesunął ciężar decyzji na nią. Postawił ją w niekomfortowej sytuacji, ale jednocześnie nie uciął jej prawa kandydowania - mówiła w TOK FM Karolina Borońska-Hryniewiecka z Instytutu Studiów Politycznych Polskiej Akademii Nauk.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jak decyzja sądu wpłynie na wybory prezydenckie we Francji?
- Kto miałby większe szanse na zwycięstwo?
Sąd apelacyjny utrzymał skazanie Marine Le Pen na trzy lata więzienia (dwa w zawieszeniu) za defraudację środków publicznych, ale jednocześnie skrócił jej zakaz pełnienia funkcji publicznych (do 15 miesięcy, ale licząc od marca 2025 roku), dzięki czemu będzie mogła kandydować w przyszłorocznych wyborach prezydenckich. Musi też zapłacić 100 tys. euro grzywny.
- Konfuzja jest w tej chwili jeszcze większa, ponieważ wymiar sprawiedliwości tak naprawdę nie zadecydował o tym, czy Le Pen będzie kandydatką czy nie, tylko przesunął ciężar decyzji na nią. Postawił ją w niekomfortowej sytuacji, ale jednocześnie nie uciął jej prawa kandydowania - mówiła w "Zapytam inaczej" prof. Karolina Borońska-Hryniewiecka z Instytutu Studiów Politycznych Polskiej Akademii Nauk, ekspertka Team Europe Direct.
Polityczka, jeśli zdecyduje się kandydować, będzie musiała prowadzić kampanię wyborczą z elektroniczną bransoletką na nodze. - Ja bym jej odradzała kandydować. Z taką korzyścią dla całej prawicy będzie to, jeśli się wycofa i przekaże pałeczkę Bardelli (Jordanowi, przewodniczącemu Zjednoczenia Narodowego - red.), który nie ma wyroku, nic na nim nie ciąży. Jest pewniejszym kandydatem do wygrania, już nie pierwszej, ale drugiej tury wyborów prezydenckich - oceniła ekspertka.
- To jest sytuacja bez precedensu - mówiła gościni Anny Piekutowskiej. Zarówno Jacques Chirac, jak i Nicolas Sarkozy również byli skazani, ale w przypadku Le Pen "pierwszy raz w historii orzeczono inéligibilité, czyli niewybieralność".
"Bardella groźniejszy"
- Bardella byłby groźniejszym kandydatem, to jego boją się głównie przeciwnicy prawicy - mówił w "TOK 360" Łukasz Maślanka z Ośrodka Studiów Wschodnich.
Czy Le Pen lub Bardella mogliby zburzyć politykę bezpieczeństwa we Francji? - Jest perspektywa pewnej zmiany, wydaje się, że zmiana byłaby mniejsza, gdyby prezydentem został Bardella, który reprezentuje głos młodszego pokolenia, którego analiza sytuacji bezpieczeństwa jest bardziej zbliżona do tego, która dominuje w Unii Europejskiej. Bardella jasno mówi, że Rosja jest zagrożeniem także dla Francji - dodał.
Le Pen ostateczną decyzję ma zakomunikować we wtorek o godz. 20.
Źródło: TOK FM