"Chcę Tuska na kajaku, a nie billboardów za miliony". Rozpacz w Białowieży
Strefa buforowa na granicy polsko-białoruskiej już obowiązuje. W czwartek (13 czerwca) na ok. 60 kilometrach granicy w Podlaskiem wszedł w życie 90-dniowy zakaz przebywania. Objęty jest nim w większości obszar 200 metrów od linii granicy. W rejonie rezerwatów przyrody to dwa km od tej linii.
Na zamknięciu części tego regionu cierpią przedsiębiorcy, którzy w Białowieży i okolicach prowadzą działalność agroturystyczną. W dniu wprowadzenia nowych przepisów grupa blisko 60 z nich wystosowała do wojewody podlaskiego Jacka Brzozowskiego oficjalny list, w którym domaga się 'jak najszybszego podjęcia działań i wprowadzenia środków pomocowych'.
Przedsiębiorcy apelują m.in. o zwolnienie - na czas funkcjonowania strefy - z obowiązku opłaty podatków lokalnych, zawieszenie obowiązku opłacania składek ZUS od zatrudnionych pracowników, wprowadzenie systemu dopłat do pensji dla zatrudnionych, uruchomienie specjalnej linii kredytowej i wyrównanie poniesionych strat.
'Wojsko na granicy nie jest potrzebne'. Gen. Polko ma inny pomysł
Strefa buforowa już obowiązuje. Przewodniczka z Białowieży "pod ścianą"
Jedną z sygnatariuszek listu jest Grażyna Chyra, która pracuje jako przewodniczka w Białowieży. Wynajmuje też kwatery turystom. Jak przyznała w rozmowie z reporterem TOK FM Jakubem Medkiem, w obliczu nowego reżimu na granicy 'prawdopodobnie jest w przededniu zawieszenia działalności'.
- Z tego, co miałam zarezerwowane na czerwiec, dwie grupy mi się odwołały. Kalendarz na wakacje mam pusty, tylko jakieś dwie osoby z zagranicy pytały o termin na sierpień - mówiła. Jak dodała, sytuacja innych przedsiębiorców jest podobna. - Jedna znajoma ma zero rezerwacji, wszystkie anulowane i żadnych nowych. (...) Nie widzę możliwości, żeby dalej skutecznie pracować w sezonie. Jestem pod ścianą - rozkładała ręce rozmówczyni Jakuba Medka.
Przedsiębiorcy z Podlasia chcą zobaczyć "Tuska na kajakach"
Goście odwołują rezerwacje, mimo że strefa buforowa nie obejmuje miejscowości ani szlaków turystycznych. Lokalni przedsiębiorcy zapewniają, że w regionie jest bezpiecznie. Ale to na nic. Atmosfera strachu podtrzymywana przez rządzących i niektóre media sprawia, że turyści rezygnują z przyjazdu do Białowieży. Stąd apel do rządu o pomoc.
- Oczekuję tutaj premiera Donalda Tuska czy Kosiniaka-Kamysza - robiących u nas zakupy, jedzących w restauracji, idących na wycieczkę z przewodnikiem, na rower, na kajaki. Nie chcę billboardów za miliony. Chcę cały rząd na wakacjach na Podlasiu. Gdy ludzie to zobaczą, może troszeczkę [coś się zmieni - red.], o ile w ogóle da się to odkręcić. Natomiast oni tego nie zrobią, bo mają swoją narrację. I to jest cały czas działanie na emocjach - wskazała przewodniczka.
'Wpuściliśmy ich fortelem'. Jak wyglądały konsultacje w sprawie strefy zamkniętej?
Przedsiębiorcy nadal będą walczyć. "Nie można tego tematu odpuścić"
Podobnie sytuacja wygląda z perspektywy Sławomira Dronia, właściciela restauracji i wypożyczalni sprzętu sportowego w Białowieży. - Wczoraj przyjechał do mnie autokar, 70 dzieci. Ich opiekunka powiedziała mi, że przed wyjazdem cały czas musiała uspokajać rodziców, że dzieci mogą tu przyjechać. A oni byli z Łukowa [miasta oddalonego o około 160 km od Białowieży - red.], a nie z zaświatów. To pokazuje, jak została przedstawiona ta sytuacja. Ile smrodu [politycy - red.] narobili, to się nie odzobaczy - komentował.
Głosowali na Tuska, teraz są wściekli. 'To tragedia dla naszego regionu'
Jak zaznaczył, zarówno on, jak i inni przedsiębiorcy nie będą ustawać w swoich apelach do rządu. - Będziemy walczyć. Będziemy się starać dalej o tym mówić. Nie można tego tematu odpuścić - podsumował Sławomir Droń w TOK FM.
Posłuchaj:
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty "taniej na zawsze". Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>