,
Obserwuj
Świat

"Wszyscy dostają alert. To bardzo dziwne". Co się dzieje na granicy z Białorusią?

3 min. czytania
03.07.2024 11:37
- Pojawiło się bardzo dużo służb, przede wszystkim wojska. Wszyscy, którzy przyjeżdżają w okolice granicy, dostają powiadomienie, alert. Jeśli są to osoby z Polski, otrzymują informację, żeby się nie zbliżać do granicy - mówiła w TOK FM Joanna Sarnecka, aktywistka Grupy Granica.
|
|
fot. Grzegorz Dąbrowski / Agencja Wyborcza.pl

Już ponad dwa tygodnie obowiązuje tzw. strefa buforowa na Podlasiu. Obejmuje obszar około 200 metrów od linii granicy polsko-białoruskiej, na odcinku około 60 kilometrów. Do strefy mogą wejść tylko określone osoby, m.in. mieszkańcy, którzy na jej terenie mieszkają.

O tym, jak zmieniła się praca aktywistów niosących pomoc uchodźcom w lasach opowiadała w TOK FM Joanna Sarnecka z Grupy Granica. Aktywistka powiedziała, że na Podlasiu pojawiło się "bardzo dużo służb, przede wszystkim wojska". - Wszyscy, którzy przyjeżdżają w okolice granicy, dostają powiadomienie, alert. Jeśli są to osoby z Polski, otrzymują informację - po prostu - żeby nie zbliżać się do strefy. Natomiast jeśli są osobami z innych krajów, dostają informację, że wojsko może użyć broni. To jest bardzo dziwne. Dlaczego jesteśmy traktowani inaczej i dostajemy inne informacje? - pytała w "Pierwszym Programie" Sarnecka.

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty "taniej na zawsze". Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>

Aktywistka przekonywała, że strzegący granicy funkcjonariusze nie są nastawieni do osób pomagającym migrantom zbyt życzliwie. - Widząc nas w lesie, kpią sobie nie tylko z osób w drodze, ale uwłaczają również mi - mówiła. Do tego, jak dodała, w związku ze zwiększoną obecnością żołnierzy dochodzą inne obawy. - Mamy poczucie, że wojsko, szczególnie w nocy, mając przyzwolenie na strzał, być może odda go również w naszym kierunku. Zwłaszcza w nocy, kiedy [żołnierz - red.] usłyszy, że ktoś się porusza w ciemności - wskazała Sarnecka w rozmowie z Wojciechem Muzalem.

Bez odpowiedzialności za strzelanie do 'ludzi, którzy coś trzymają'? 'Bardzo niebezpieczne'

"Osoby z prawicowych organizacji" na granicy. "Mówią wprost"

Aktywistka zwróciła uwagę na jeszcze jedną rzecz. W ostatnim czasie, jak podała, przy granicy pojawiają się "osoby cywilne, które próbują zaprowadzić porządek na własną rękę". - Informacje o tym, że grupują się i angażują tutaj również osoby z prawicowych organizacji, dostaliśmy przez media społecznościowe, ale też spotykamy te osoby w lesie. One mówią wprost, że przychodzą tutaj robić porządek - opisywała gościni TOK FM.

Sarecka przyznała, że nikt nie wie, kim te osoby dokładnie są. Jednak, jak mówiła, sama ich obecność budzi wątpliwości i stanowi "poważne zagrożenie". - To każe nam zadać sobie pytanie o to, czy państwo jeszcze istnieje i czy panuje nad sytuacją, ale też o odpowiedzialność rządzących za to, co robią, kiedy szczują ludzi na ludzi. (...) To oczywiście jest polityczne złoto, bo można budować jakąś atmosferę, można jednoczyć pod flagą i straszyć ludzi - oceniła aktywistka.

'Dostaniesz jedzenie i wodę, ale niech ona pokaże piersi'. Czaban o incydentach na granicy

Ostatni punkt, na jaki zwróciła uwagę rozmówczyni Wojciecha Muzala, to nieprawidłowości w działaniu polskich służb, do których - jak mówiła - cały czas dochodzi. - Na przykład "pushbackuje" się kobiety oddzielnie, gdzieś daleko, poza miejsca, w których grupują się inni ludzie. Sama byłam też świadkiem sytuacji, kiedy jedna osoba przestała oddychać i trzeba było wykonać masaż serca. Tej samej nocy tę osobę wypchnięto na Białoruś. Chciałabym, żebyśmy zachowali wrażliwość na to, że są to ludzie w bardzo kryzysowej sytuacji, poddani presji, przemocy i nasza pomoc jest czasami niezbędna do tego, żeby te osoby mogły po prostu przeżyć - zaznaczyła Joanna Sarnecka w TOK FM.