,
Obserwuj
Polityka

Kto popracuje krócej? Zaskakujący podział pieniędzy w rządowym programie. "Tak kładzie się najlepsze pomysły"

2 min. czytania
21.10.2025 12:00

Urzędy i jednostki podległe samorządom stanowią większość podmiotów, jakie wezmą udział w pilotażu skróconego czasu pracy. - Jeżeli chodzi o procentowy udział uwzględnionych wniosków w stosunku do tych wniosków, które zostały złożone, sektor prywatny jest przed sektorem publicznym - mówił w TOK FM wiceminister pracy Sebastian Gajewski.

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie firmy uczestniczą w pilotażowym programie skróconego czasu pracy?
  • Dlaczego sektor publiczny otrzymał większość dofinansowania w programie?
  • Jak wiceminister pracy uzasadnia udział urzędów w programie?

Andrzej Andrysiak - znany z podcastów TOK FM "Rzeczpospolita lokalna" i "Mała władza" - sprawdził, kogo wybrano do pilotażowego programu skróconego czasu pracy, jaki prowadzi Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Okazało się, że w większości to urzędy i jednostki podległe samorządom. Do nich trafi aż 75 proc. całkowitej sumy dofinansowania (37,2 mln zł).

"Ministerstwo dało 75 procent kasy sektorowi publicznemu, który ma 20-procentowy udział w całym rynku. Tak oto kładzie się najlepsze pomysły. Bo że w urzędach można wprowadzić skrócony czas pracy, to ja wiem i bez pilotażu" - skwitował wydawca "Gazety Radomszczańskiej".

- Taki dobór pracodawców do programu ma sens - przekonywał w "EKG" wiceminister pracy Sebastian Gajewski. - Mamy też firmy z branży usługowej, zajmujące się produkcją przemysłową, mamy także inne niż urzędy podmioty publiczne, takie jak na przykład filharmonia czy fundacje charytatywne, fundacje wykonujące różne zadania. Postaraliśmy się o to, żeby do pilotażu zakwalifikować podmioty, które prowadzą różną działalność i przede wszystkim mają różną skalę - podkreślał w rozmowie z Tomaszem Settą. Wiceminister mówił, że na Islandii w podobnym pilotażu wzięły udział głównie urzędy

Dziennikarz TOK FM dopytywał, czy taki wybór uczestników programu, to nie jest jednak "przepalanie pieniędzy". - Uwzględniliśmy siedem procent wniosków złożonych przez podmioty prywatne i pięć procent wniosków złożonych przez podmioty publiczne. Czyli jeżeli chodzi o procentowy udział uwzględnionych wniosków w stosunku do tych wniosków, które zostały złożone, sektor prywatny jest przed sektorem publicznym - mówił Gajewski.

Wiceminister tłumaczył, że urzędy mają różną skalę, zatrudniają różną liczbę pracowników i mają różny profil działalności. - Inny profil działalności ma urząd małej gminy, inny starostwo powiatowe, inny wreszcie ma profil urząd obsługujący organ administracji rządowej niezespolonej, jak ma to miejsce w przypadku urzędu żeglugi. Z każdego z tych miejsc możemy zdobyć ciekawe doświadczenia i dobre praktyki związane ze skracaniem czasu pracy - stwierdził.

- Absolutnie nie mamy poczucia, że przepalimy jakiekolwiek pieniądze. Uważam, że każda złotówka wydana na pilotaż skróconego czasu pracy to jest dobrze wydana złotówka z Funduszu Pracy, bo my dzisiaj chcemy i musimy gromadzić doświadczenia, dobre praktyki związane ze skracaniem czasu pracy w różnych podmiotach - przekonywal gość TOK FM.

I dodał, że gwarancją tego, że pilotaż "będzie poznawczy", jest sposób oceny wniosków, uwzględniający profil działalności i wielkość danego pracodawcy. - Z jednej strony można raz jeszcze powiedzieć, że są 34 urzędy, ale z drugiej strony trzeba powiedzieć, że jest 14 firm zajmujących się produkcją - mówił gość TOK FM.

Źródło: TOK FM