Już nie tylko porodówka. Szpital w Bieszczadach nad przepaścią
Oddział dziecięcy zawieszony, znana w całym kraju "ostatnia bieszczadzka porodówka" zamknięta, personel pracuje za trzy czwarte pensji. Szpital powiatowy w Lesku ma 128 mln złotych długu i może przestać działać już pierwszego lipca. Mieszkańcy zbierają podpisy pod petycją do premiera, ale czas ucieka.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie są główne przyczyny zadłużenia szpitala w Lesku?
- Jakie to zadłużenie aktualnie jest?
- Co oznacza dla mieszkańców zamknięcie szpitala w Lesku?
Dług większy niż dwa roczne budżety
Problemy Szpitala Powiatowego w Lesku nawarstwiały się przez ponad dekadę. Dziś placówka zmaga się ze zobowiązaniami sięgającymi 128 mln zł - to dwukrotność wartości rocznego kontraktu z Narodowym Funduszem Zdrowia. Innymi słowy: nawet gdyby szpital przez dwa lata nie wydał ani złotówki i przeznaczył wszystkie przychody wyłącznie na spłatę długów, wyjście na zero byłoby matematycznie niemożliwe.
Efekty kumulujących się przez lata problemów są dotkliwe. Zamknięto oddział położniczo-noworodkowy, a następnie ginekologiczny. Zawieszono działalność oddziału dziecięcego. Personelowi szpitala ograniczono wynagrodzenia. Pracownicy medyczni przyjęli te warunki - bo wiedzą, że alternatywą może być zamknięcie placówki w ogóle.
SOR - ostatnia linia obrony
Dziś szpital w Lesku trzyma się na jednym oddziale: szpitalnym oddziale ratunkowym. To jednak - paradoksalnie - jeden z głównych powodów, dla których koszty placówki nie maleją, lecz rosną.
- Wszelkie dalsze zmiany w szpitalu trzyma tak naprawdę SOR, bo dopóki mam SOR, muszę mieć ostrą chirurgię, muszę mieć utrzymany w gotowości blok operacyjny, anestezjologów, a przy tych kontraktach, które mamy, nas po prostu na to nie stać - mówi dyrektor szpitala Mirosław Leśniewski.
Kontrakty z NFZ tego wszystkiego nie pokrywają. Szpital dopłaca do każdego dyżuru. Dyrekcja prowadzi starania o przekształcenie SOR-u w izbę przyjęć szpitalnych, co obniżyłoby koszty, ale oznaczałoby też radykalne ograniczenie pomocy dostępnej na miejscu dla mieszkańców.
Lipiec jak wyrok
- Obecnie koszty osobowe przekraczają sto procent [przychodów], więc dzisiaj nie ma nawet pieniążków na wynagrodzenia dla pracowników, a gdzie działalność bieżąca szpitala, gdzie koszty stałe, gdzie leczenie pacjentów, leki? Gdzie kolejna podwyżka dla personelu? Właśnie... To kolejny problem, z którym zmierzymy się w lipcu - przyznaje wicestarosta Wiesław Kuzio. Chodzi o kolejną rundę obowiązkowych podwyżek dla personelu medycznego, wynikającą z ogólnopolskich regulacji płacowych. Dla szpitala, który już dziś nie ma pieniędzy na bieżące wypłaty, to może być ostatni gwóźdź do trumny.
Pierwszy lipca pojawia się w rozmowach z dyrekcją i samorządowcami jako data graniczna - moment, w którym placówka może stanąć przed koniecznością całkowitego zawieszenia działalności.
Lesko bez szpitala - co to oznacza?
Dla mieszkańców powiatu leskiego zamknięcie szpitala to nie abstrakcyjny problem administracyjny. To realna zmiana codzienności i - potencjalnie - kwestia życia i śmierci. Najbliższe większe ośrodki medyczne znajdują się w Sanoku, Krośnie i Brzozowie. W Bieszczadach, gdzie drogi bywają trudne, a zimą nieprzejezdne, każdy kilometr ma znaczenie.
Dlatego mieszkańcy powiatu nie zamierzają biernie przyglądać się likwidacji kolejnych oddziałów. Zbierają podpisy pod petycją skierowaną do premiera, który podczas kampanii wyborczej w 2023 roku zapewniał w Lesku, że tutejszy szpital będzie działał.
Aktywiści: potrzebujemy specjalnych zasad
Za organizacją protestu stoi Inicjatywa w Obronie Szpitala w Lesku. Aktywiści przekonują, że problemy placówki to nie efekt złego zarządzania, lecz systemowa wada modelu finansowania ochrony zdrowia w Polsce - skrojonego pod duże miasta i gęsto zaludnione regiony.
- W Bieszczadach nie będzie tyle ludzi, żeby te usługi były - z uwagi na efekt skali - tak bardzo efektywne jak w wielkich aglomeracjach, jak w wielkich miastach, dlatego potrzebujemy mieć tutaj specjalne zasady finansowania, specjalne rozwiązania systemowe, które pozwolą zapewnić mieszkańcom Bieszczad dostęp do opieki zdrowotnej na takich samych zasadach, z taką samą dostępnością jak w wielkich miastach - tłumaczy Duszan Augustyn, prezes Instytutu Rozwoju Peryferii.
To argument, który pada w debacie o małych szpitalach coraz częściej. Finansowanie oparte na liczbie procedur i efekcie skali faworyzuje wielkie ośrodki miejskie. Szpital w powiecie liczącym kilkanaście tysięcy mieszkańców, rozrzuconych po górskich miejscowościach, nie ma szans konkurować z klinikami w Rzeszowie czy Krakowie – nawet jeśli dla lokalnej społeczności jest absolutnie niezastąpiony.
Źródło: TOK FM